11 listopada obrodził w Kielcach smacznymi wydarzeniami. Nie ma u nas tradycji rogali czy gęsiny na Świętego Marcina, ale za to niektóre lokale postarały się by kielczanom te braki wynagrodzić.
bohomass lab przygotował promocję pod nazwą Turbo BBQ. Za pół ceny można było spróbować wszystkich burgerów, jakie mają w ofercie. Zainteresowanie było ogromne – sprzedali 81 burgerów w 4 godziny! Ja nie załapałem się już niestety na to wydarzenie, ale koleżeństwo z tymrazem.pl udostępniło u siebie relację, kto nie był niech czyta. Nasze recenzje bohoburgerów znajdziecie TUTAJ.
Otwarcie Renament GastroBar. Bardzo byliśmy ciekawi tego lokalu. Właściciele przygotowywali wszystko w oparciu o sugestie internautów (ankiety, menu, wystrój), więc do końca nie było wiadomo co to będzie i jakie ostatecznie menu zostanie wybrane.
Pewne przecieki na facebooku wskazywały, że w ofercie znajdzie się focaccia, wiadomo było, że zagoszczą w menu potrawy z Dalekiego Wschodu, bo po przyprawy Renament wybrał się aż do Libanu. Ostatecznie menu w Renamencie jest krótkie, ale zróżnicowane:
W dniu otwarcia cen nie było. To klienci mieli określić, jaką kwotę są skłonni zapłacić za zamówione potrawy. Ja zdecydowałem się na hummus i focaccię z 4 sosami.
Hummus. Jestem zdeklarowanym mięsożercą. Hummus jadam rzadko i raczej nie jest to coś, co chciałbym jeść codziennie. Nieapetyczny wygląd (szara masa), brak mięsa – no nic mnie nie ciągnie do tej potrawy. Jako uzupełnienie kebaba tak, sam raczej nie. A tu – niespodzianka. Hummus podany został z kiełkami i pestkami granatu. Do tego dwie grzanki z masłem ziołowym. Nieufnie obwąchałem, nabrałem troszkę na widelec i rozsmarowałem na grzance. Gryzę… I czym prędzej nakładam dużą ilość by ponownie poczuć ten smak. Na spokojnie mogę powiedzieć, że to najlepszy hummus jaki jadłem. Gładki, kapitalnie doprawiony, nie był mdły, lecz wyrazisty, a pestki granatu dodawały mu świeżości. Rewelacja!
Focaccia z 4 sosami. Focaccię Renament zamawia w zaprzyjaźnionej piekarni. Ciasto jest puszyste i smaczne, dodatkowo wersja Renamentowa wzbogacona jest o dodatki na cieście, które nadają focacci charakteru. Ale clou tego dania to owe 4 sosy. Oliwa z oliwek – zwykła, niedoprawiona (szkoda, lepsza byłaby z ostrą papryczką), ale bardzo dobrej jakości. Aywar – genialny, mocno paprykowy, aromatyczny, gęsty i łagodny. Sos czosnkowy czyli jogurt z wyraźnie wyczuwalnym czosnkiem (lubię!), najostrzejszy z całej czwórki. Pasta z tuńczyka i włoskiego serka – mistrzostwo świata. Tak tak – nie sos, ale właśnie pasta, której kawałki ryby nadają smak i zapach. Podana np. z bagietką byłaby świetną, osobną zakąską.
Podsumowując: miejsce z ogromnym potencjałem. Porcje raczej małe, więc na obiad raczej tam nie wpadnę, ale jako bar zakąskowy Renament sprawdzi się doskonale.
Edit: pojawiła się oficjalna karta menu, w której widnieją pozycje „na większy apetyt”, więc chyba i na obiad można jednak wpaść :)
Moja rada: odpuśćcie sobie piwa. Do karty, jaką macie idealnie sprawdzi się duży wybór win. Mnie i wielu osobom brakuje w Kielcach typowego tapas baru, gdzie przy smacznych zakąskach i winie można posiedzieć i spokojnie porozmawiać. Pomieszczenia nieduże, ale bardzo fajne, chce się siedzieć, świetnie sprawdzą się na wypad we dwójkę czy w nieco większym (ale bez przesady) gronie. Niebawem wybiorę się powtórnie by spróbować kolejnych pozycji z karty.
Grasica cielęca i ogony wołowe, czyli Literatka. Ech, gdzież jak nie tam znajdziecie takie wynalazki, jak świńskie ucho w chrzanie, policzki wołowe i wieprzowe, jajka po odessku czy śledzia w całości? Michał i Grzegorz nie ustają w wysiłkach, by co jakiś czas zaskoczyć kieleckich żarłoków nowymi, często zapomnianymi, a na pewno rzadko spotykanymi w restauracjach czy barach potrawami. Od jakiegoś czasu odgrażali się, że przygotują wreszcie grasicę. Słowa dotrzymali, a jako dodatkową atrakcję przygotowali także ukochane przeze mnie ogony wołowe. W ich wykonaniu ogony podawane są w sosie chrzanowym.
Grasica cielęca. Nasi przodkowie w języku staropolskim zwali ją animelką, a Jan Potocki poświęcił jej nawet kilka słów wierszem „Zbytek wielki cielę rżnąć dla animelki”. Przez smakoszy uważana za przysmak, zniknęła na wiele lat z powszechnego menu, by powrócić na fali zainteresowania podrobami. Mozolnie przypominana w najlepszych restauracjach, pozostaje jednak ciągle w cieniu móżdżków, cynaderek czy wątróbek. Niesłusznie, bo rarytas to wielki, tyle że budzący (nie wiem czemu) ogromne kontrowersje. Tym bardziej chwała Literatce, że zdecydowała się rarytas ów przypomnieć. We Francji uchodzi za jeden z największych przysmaków, w Polsce często traktowana jest jako odpad. Ciężko ją kupić, więc na ogół zamawia się to danie z dużym wyprzedzeniem, kiedy lokal ma stuprocentową pewność, że ją dostanie (choć jest z tym problem, w łódzkiej Anatewce np. nie udało mi się grasicy spróbować, mimo iż była przyobiecana to nie dotarła do restauracji). W poniedziałek mogłem skosztować literatkowej wariacji tego cuda, a mianowicie w miodzie i ciemnym piwie:
Mięso jest niesamowicie delikatne. Ciężko mi tutaj szukać porównań do jakiegoś innego mięsa, to po prostu ultradelikatna cielęcina. Mimo iż to gruczoł, nie znajdziemy w niej włókien, bo ich nie posiada, konsystencję ma bardziej zwartą od móżdżku, a smak potrawie nadają głównie przyprawy i dodatki. Tutaj miód nadał delikatnej słodyczy, ale czuć ją naprawdę w tle, ciemne piwo wzbogaciło aromat, ale dominuje smak mięsa. Delikatnego, soczystego mięsa. Doskonałym pomysłem było podanie do grasicy grzanek z grubo tłuczonymi orzechami laskowymi. W towarzystwie białego wina całość smakowała wprost bosko. Pytajcie w Literatce o grasicę – cena oscylować ma między 15 a 20 zł, co jest ceną bardzo atrakcyjną, w restauracjach, które mają grasicę w karcie zwykle trzeba zapłacić około 40 zł (jako przystawka średnio 20-25 zł).
Ogony wołowe w sosie chrzanowym. To danie akurat będzie dostępne łatwiej niż grasica, co bardzo mnie cieszy, bowiem fanem ogonów jestem od dawna. Jadam je obsmażone i duszone, jadam gotowane, używam do wywaru na flaki czy zupy pho. Nie jest to tania przyjemność, w Kielcach za kilogram ogonów wołowych trzeba zapłacić około 18-20 zł. Jednak kto raz się przekonał, jakie to wspaniałe mięso, ten bez mrugnięcia okiem kwotę tę z portfela wysupła. Jeśli ktoś nie jadł, to ma doskonałą okazję na swój pierwszy raz w Literatce. Porcja 3 kawałków ogona w sosie chrzanowym kosztuje 15 zł. Ogony zostały wcześniej dobrze obgotowane, więc mięso na nich jest mięciusieńkie. Kto pierwszy raz do ogonów zasiada dziwi się często, że mięso z nich może być tak delikatne i soczyste. Do tego kapitalny sos na bazie słynnego literatkowego chrzanu – intensywnie chrzanowy, ale jednocześnie delikatny. No po prostu poezja. Kto lubi niech zamawia póki są, kto nie jadł niech spróbuje, a kto nie może się przemóc – niech żałuje, bo wiele traci.
Podsumowując: zmienia się nasze miasto. Powoli, ale konsekwentnie pojawiają się w Kielcach coraz ciekawsze inicjatywy kulinarne. Tylko się cieszyć, bo wybór dobrego jedzenia jest coraz większy i w chwili obecnej chyba każdy znajdzie coś dla siebie. Nie siedźcie więc w domu, tylko ruszcie w miasto bo wiele atrakcji Wam przepadnie. Jakościowo nie odstajemy od lokali warszawskich czy krakowskich, a cenowo jesteśmy często atrakcyjniejsi. Myślę, ze gdyby Literatka, Renament, Monte Carlo, Fabryka Zapiekanek, bohomass ze swoimi burgerami i kilka innych miejsc działało w Warszawie, to otwieraliby już kolejne lokale. Tutaj ciągle trzeba walczyć, ale nie tracę nadziei, że kielczanie staną na wysokości zadania i życie gastronomiczne rozkwitnie u nas jak przed laty, kiedy knajpy pękały w szwach, a w domu siedzieli tylko ci co byli chorzy albo mieli nazajutrz egzamin. Czego sobie i Państwu życzę.
P.S. Myślę, że niebawem poprzez Klub Intelektualno – Gastronomiczny im. Franca Fiszera będziemy mogli zaproponować Wam wiele ciekawych eventów kulinarnych (i nie tylko).


















