Ilekroć jestem w Krakowie, tylekroć na Rynku trafiam na jakiś festyn. Kramy z regionaliami, jedzeniem i wszystkim, co turyści skłonni są kupić, sąsiadują zazwyczaj ze sceną muzyczną lub lodowiskiem (w zależności od pory roku). Zwykle przechodziłem tylko szybko, by znaleźć jakieś miejsce z jedzeniem pod dachem, tym razem postanowiliśmy chwilę pokręcić się między straganami. I okazało się to dobrym pomysłem, bo dzięki temu trafiliśmy na Festiwal spowalniania czasu/ Jesień leniwców, zjedliśmy coś dobrego i zakupiliśmy kapitalne węgierskie pasty paprykowe i czosnkowe. Ale najpierw skosztowaliśmy jagnięciny.
W jednym z kramów przy grillu uwijali się kucharze z Restauracji „U Ziyada”. Menu krótkie, lecz nader zachęcające:
Zdecydowaliśmy się na kebab jagnięcy z pitą (15 zł) i kiełbaskę baranią z turszi (kurdyjskimi piklami) za 12 zł.
Kebab okazał się rewelacyjny. Delikatna, świetnie doprawiona jagnięcina przebywała na grillu dokładnie tyle, ile potrzeba by mięso się ścięło, ale zachowało wszystkie soki. W towarzystwie lekkiego jogurtu, świeżego ogórka i pomidora smakowała przepysznie, a całości dopełniała gorąca pita, którą przegryzaliśmy mięso i zbieraliśmy z talerzyka sos i jogurt.
Barania kiełbaska również okazała się doskonała. Mięso świetnie przyprawione, soczyste, a dodatkowo podane w towarzystwie kurdyjskich pikli uwodziło smakiem. Pikle zamarynowane zostały we wschodnich przyprawach, ja doszukałem się m.in. smaku curry. Są naprawdę świetne i kapitalnie się z baraniną komponowały.
Po kurdyjskich specjałach przyszła pora na moją ukochaną kuchnię, czyli coś po węgiersku. Nasi bratankowie od szklanki i szabli zajmowali dwa stoiska. Na jednym serwowali gulasz z kapustą i naleśniki, na drugim nabyć można było węgierskie kiszonki i pasty. Wzięliśmy porcję gulaszu z chlebem (20 zł).
W pierwszej chwili pomyślałem, że mam do czynienia z kapustą z pomidorami, ale kolejne łyżki zrewidowały ten pogląd. W dużej misce znalazła się duszona kiszona kapusta, owszem zaprawiana pomidorami, ale także obficie przetykana mięsem (praktycznie w stosunku 1:1). Jednak dopiero pomieszanie całości z kwaśną śmietaną i piekielnie ostrą pastą z papryki wyniosło ten gulasz na szczyty. Obfite, aromatyczne i bardzo sycące danie, zjedliśmy we dwoje. Smak pasty „Ostry Stefan” tak przypadł nam do gustu, że od razu po jedzeniu nabyliśmy słoiczek.
Podsumowując: teraz będąc w Krakowie będę starał się choć na chwilę wpadać na Rynek by pojeść sobie dobrych rzeczy. Byliśmy tuż przed wyjazdem i najedzeni, więc nie dane nam było skosztować już świeżonek, golonki z grilla, kiełbas i karczków, ale następnym razem na pewno nadrobię to przeoczenie, a Restaurację „U Ziyada” wpisuję na listę miejsc, które koniecznie muszę odwiedzić.















