Restauracja Mandragora – chciałbym tu zamieszkać - Street Food Polska
close
Restauracja Mandragora – chciałbym tu zamieszkać

Restauracja Mandragora – chciałbym tu zamieszkać

0udostępnień

Lublin… jakże dawno w tym pięknym mieście nie byłem. A ponieważ trafił nam się wreszcie wolny weekend, postanowiliśmy skoczyć na Święto Cydru. Przy okazji flanowaliśmy po Rynku i przyległych uliczkach, w których historia wygląda z każdego kąta, a zapachy jedzenia atakują nozdrza znienacka i niemal każde drzwi zapraszają, by wejść i zasiąść przy stole. Miałem dość sprecyzowane plany, co chcę zjeść, więc na pierwszy ogień poszedł lokal z kuchnią, którą uwielbiam i cierpię, że tak jej w Polsce mało.

Lublinie, moje święte żydowskie miasto, miasto wielkiej żydowskiej nędzy i radosnych żydowskich świąt. Twoja żydowska dzielnica pachniała świeżym razowym i sitkowym chlebem, kiszonymi ogórkami, balsaminką, śledziem i żydowską wiarą.” (Jakub Glatsztejn, Lublinie, moje święte miasto)

Restaurację Mandragora znajdziecie się w starej kamienicy przy Rynku.

Po wejściu poczujecie się, jakbyście cofnęli się w czasie. To skrzyżowanie przedwojennej restauracji z austerią. Unoszący się w powietrzu zapach chleba i gęsiego tłuszczu oraz korzennych przypraw, kapitalny wystrój wnętrz i obsługa ubrana, jakby właśnie zeszła z planu „Ziemi obiecanej”.

W piątek i sobotę dostępne jest menu szabasowe. Warto mieć to na uwadze, bo wtedy możecie spróbować m.in kreplachów z karpionem, gefilte fisz czy ich słynnej chały, docenionej przez przewodnik Gault & Milleau. No to korzystajmy.

Najpierw klasyka – gefilte fisz. Jak możemy przeczytać na stronie restauracji: „To jedno z najbardziej tradycyjnych szabasowych specjałów. Gefilte fisz są łatwe do jedzenia w szabat, gdyż nie sprawiają problemów z borer ( oddzieleniem złego od dobrego, jednym z 39 malachot – czynności zabronionych w szabat) które napotykamy podczas jedzenia ościstej ryby. Od pokoleń serwowana na liściu sałaty z chrzanem i ćwikłą.

Absolutnie fantastyczna przystawka – mocno zwarta, naszpikowana płatkami migdałów i rodzynkami, słodycz łamały ćwikła i chrzan. A do tego przecudowne pieczywo z ich własnej piekarni.

Kolejne zamówione przystawki to wątróbka i gęsi pipek.

Szabasowej chały o tej porze już niestety nie można było dostać w całości, ale dwie kromeczki udało się przemycić do przystawki, z której Mandragora słynie, również wyróżnionej przez Gault & Millau – wątróbki smażonej z pieczarkami na winie i miodzie. Krucha, ale soczysta wątróbka, pieczarki i fenomenalny, gęsty jak syrop, oblepiający mięso i grzyby sos z wina i miodu, który wycierałem z talerza chałką. Sztos!

Gęsi pipek to „nadziewana gęsia szyja – to danie wywodzi się z kuchni Żydów Aszkenazyjskich. W jidisz słowo pipek, pochodzące od niemieckiego Pfeifen, oznacza rurkę.” Chrupiąca skórka, mięciutkie, świetnie przyprawione nadzienie – poezja.

Po przystawkach znowu sięgnęliśmy po dania z menu szabasowego. Najpierw Żydowski rosół z knedlami macowymi i Kreplachy z karpiona.

Mocny, aromatyczny bulion z gęsi nie wymagał żadnego doprawiania. Knedle z macy przypominały mi fakturą coś, co pamietam z dzieciństwa, kiedy to mój dziadek w niedzielę jadał rosół z kaszą manną na gęsto, ciętą w kostkę. Spróbujcie koniecznie.

W międzyczasie kieliszeczek Cymes Kosher i 70% Passover Slivovic, bo jak mawia kolega Kotwica „tylko ludzie głupie nie piją przy zupie”.

Kreplachy z karpionem szturmem zdobyły mój żołądek i serce. Doskonałe pierożki wypełnione wędzonym karpiem, podane na musie chrzanowym to kolejna pozycja, na którą warto, a nawet trzeba, polować.

Jedzenie w Mandragorze tak nam posmakowało, że zamówiliśmy jeszcze czulent z gęsiną na pęczaku (z menu szabasowego) i karpia z zaatarem.

„Czulent to tradycyjna potrawa kuchni żydowskiej. Jest to bardzo wolno gotowane danie, przyrządzane z mięsa, fasoli, cebuli, z kaszą jęczmienną lub jaglaną. Spożywany na zakończenie szabatu”. Danie jest bardzo sycące, bardzo aromatyczne, bo i sama gęś zapach ma mocny, a dodane przyprawy, między innymi cynamon, także mocno pachną. Świetne danie, którego koniecznie musicie spróbować.

I jeszcze karp z zatarem. Uwielbiam tę rybę, mogę ją jeść codziennie. Poza tym bardzo cierpię, że jest tak rzadko spotykana w knajpach, bo karp po żydowsku to wg mnie jedna z najlepszych zakąsek do wódki. Tutaj soczysty filet doprawiony aromatycznym zatarem zamknięty został w chrupiącej panierce. Do tego puree ziemniaczane, chrzan i mini sałatka. Przepyszne!

Nie mogliśmy wyjść bez zamówienia paschy migdałowej. Jest to „tradycyjny deser Żydów Aszkenazyjskich, podawany na mleczne święto Szawout. Pyszny mini serniczek podawany z migdałami, rodzynkami i skórką pomarańczy.” Sztos!

Kelner stanął przy stoliku.
– Pan sobie życzy?
– Zapłacić – rzekł Jasza.” (
Isaac Bashevis Singer – Sztukmistrz z Lublina)

Podsumowując: jeżeli będziecie w Lublinie koniecznie wpadnijcie do Mandragory. Najlepiej w piątek lub sobotę, kiedy podają dania z menu szabasowego. Ta kuchnia jest magiczna. Ma w sobie ogromny ładunek historii i smaku. Ja już kombinuję, jak jesienią zebrać ekipę i ruszyć tam na śniadanie, które płynnie przejdzie w obiad, a zakończy się kolacją. Polecam serdecznie, to wspaniała żydowska kuchnia. Miejsce, do którego chce się wracać. A niebawem ma ruszyć Słodka Mandragora, gdzie będzie można zjeść m.in. śniadania.

Żydowska Restauracja Mandragora – ul. Rynek 10 , Stare Miasto, Lublin

WWW i menu – http://www.mandragora.lublin.pl

Facebook – https://www.facebook.com/restauracjazydowskamandragora/

Azja w Bule stacjonarnie, czyli Przystanek Ogień i Dym

Smaki wietnamskiej ulicy, czyli Viet Street Food Bistro ponownie

Dodaj komentarz