OKAM Street Food Festival w Katowicach to kolejny event przygotowany przez OKAM Capital – firmę deweloperską z Warszawy. Po serii imprez w Lodzi przyszła pora na Street Food Festival w Katowicach. Był to pierwszy na Śląsku zlot food trucków, a co się tam działo mogliście podejrzeć na naszym fan page i przeczytać co nieco w relacji Michała Tureckiego. Dzisiaj parę słów ode mnie.
Na miejscu stawiliśmy się tuż przed rozpoczęciem imprezy. Czemu tak wcześnie? Bo nauczeni doświadczeniem wiedzieliśmy, że na początku można spokojnie sobie zamówić jedzenie bez stania w godzinnych kolejkach i ryzyka, że czegoś zabraknie. Poza tym spokojnie można było pofotografować zjeżdżające na zlot food trucki.
Kilka food trucków nie dotarło, mi.n krakowski Andrus i warszawski Cheeseburger Slow Food, któremu padło pod Częstochową sprzęgło i na lawecie wracał do stolicy. Mimo to było w czym wybierać. Kiedy ja robiłem zdjęcia ekipa kielecko – krakowska zaczęła degustację od łódzkiego trucka Tommy Burger. Wiele ciepłych słów na ich temat napisał Arek Tysiak, teraz mogłem osobiście sprawdzić, czy zachwyty te były słuszne.
O Góralu pisał już Michał Turecki, ja dodam kilka słów o Mariano Italiano i Zorbie. Mariano Italiano: zacznę od bułki, która jest świetna. Duża, mięsista, doskonale trzymała w kupie wszystkie składniki i była po prostu obłędnie smaczna. W bułce zaś ulokowano solidny kawał zgrillowanej medium i dobrze doprawionej wołowiny, ser pleśniowy, sosy i warzywa oraz akcent włoski, czyli rukolę. Wyszedł z tego naprawdę pyszny burger, w którym wszystko do siebie pasowało.Cena 16 zł jak najbardziej uczciwa.
Zorba: wołowina, ser, ajwar, warzywa (16 zł) to również bardzo udana kompozycja. Wg mnie nawet lepsza niż Mariano.
Kolejną rzeczą, którą muszę pochwalić były belgijskie frytki. Grube, chrupiące, ale nie suche – pyszne. Bardzo przypominały mi te dostępne w Wurst Kiosku. Do tego sos majonezowo – miętowy. Pyszotka.
Kiedy spróbowałem już burgerów i frytek skoczyłem odebrać zamówioną wcześniej w trucku Food Lovers piadę.
Nie ukrywam, że kiedy wywiesili menu miałem w głowie lekki mętlik, bo miałem ochotę spróbować wszystkich piad po kolei (może poza tą na słodko). Ostatecznie zamówiłem piadę Prosciutto di Parma za 19 zł, w skład której weszły: szynka parmeńska, mozzarella, parmezan, suszone pomidory, pesto, rukola i sosy.
Piada rewelacja. Nie spodziewałem się takiej eksplozji smaków, jaka zagościła na moim podniebieniu. Doskonała, słona szynka parmeńska przez cały czas pozostawała gwiazdą tej kanapki, ale za tło miała równie pyszne pesto czy świetne sery. Kciuk w górę i na pewno do powtórzenia.
Później miałem okazje skubnąć jeszcze piady z kurczakiem, ale czy to ze względu na zjedzone wcześniej burgery, czy dlatego, że pierwsza okazała się absolutną rewelacją – piada z kurczakiem wypadła bardzo blado. Jak dla mnie za mało wyrazista, w porównaniu do piady z szynką parmeńska wydała mi się nawet mdła. A szwagrowi smakowała bardziej. Ot, co osoba to inny smak.
Zanim zdążyłem się po piadzie porządnie oblizać, już na stoliku lądowały kolejne kanapki – tym razem z Beef’n’Roll. Food truck ten przewijał się często na zlotach, ale nie miałem jakoś okazji spróbować ich burgerów. Aż do ostatniej niedzieli.
No to próbujemy.
Jako pierwszy rozwinął nam się Chilli’n’Beef (22 zł). Mięcho (wysmażone medium), ser, bekon, jalapeno, sos chipotle, salsa i sosy.
Pikantny i soczysty, bardzo smaczny burger zamknięty w doskonałej bułce, która dzielnie zniosła próby zgniatania (niektórym rozmiar szczęk nie pozwolił ugryźć tego burgera bez spłaszczenia) i nie rozpadła się do samego końca. I choć lubię pikantne jedzenie, to podobnie jak Michałowi, do gustu bardziej mi przypadł BBQ’n’Beef (19 zł).
Uwiódł mnie w tym burgerze dymny smak świetnego sosu BBQ, który doskonale podbijał smak soczystego mięsa i rewelacyjnie komponował się z chrupiącym bekonem. Bardzo dobre burgery i od B’n’R również odeszliśmy bardzo zadowoleni.
A skoro o dymnym posmaku mowa… Nie ukrywam, że bardzo chciałem wreszcie dopaść ekipę, która pojawia się tylko na eventach a i to nie wszystkich. BB Kings. Kiedy tylko zaczęli się rozstawiać, podbiegłem i spytałem o menu. Niestety, nie przywieźli do Katowic żeberek, ale oprócz burgerów mieli w menu kanapkę pulled pork. Zapłaciłem 20 zł, porobiłem trochę zdjęć i czekałem. Czekałem ponad godzinę, bo grill master zaglądał pod klapę, gdzie leżała wieprzowina i kręcił głową. Jeszcze nie czas.
Czekając na kanapkę miałem okazję spróbować ich burgerów: BB Kings Burger (15 zł) i BB Kings Baconburger (20 zł).
Smak mięsa od BB Kings jest kompletnie inny niż w burger barach czy food truckach, w których do tej pory jadłem. Bardzo dymny, taki klasycznie grillowy. Najbliżej im chyba (smakiem i wielkością) do burgerów serwowanych przez Soul Food Bus, ale mam wrażenie, że BB Kings są jeszcze bardziej „dymni” (if u know what i mean). Burgery były pyszne, ale ja czekałem na pulled pork. I doczekałem się:
Duża, grillowana ciabatta z ziarnami posmarowana sosem 1000 wysp, pomidor, sałata, cebula i łopatka wieprzowa długo pieczona, marynowana w piwie z miodem, dwóch marynatach BBQ (w tym indonezyjskiej) plus tajemniczy składnik – wszystko to składa się na obłędną kanapkę, której smaku nie da się zapomnieć. Mięso rwie się na włókna, zachowując przy tym soczystość i roztacza wokół niesamowity aromat. Ech, kto nie próbował – niech żałuje.
Warto wejść na stronę ekipy BB Kings i sprawdzić rozpiskę, gdzie można ich znaleźć. Na każdym evencie serwują inne rzeczy, chyba tylko burgery są na stałe, ja na pewno będę się starał jeszcze ich upolować.
Podobnie jak BB Kings, jedynie na imprezach spotkać można produkcje Celtyckich Smaków. W Katowicach oferowali hermelina i szynkę.
Powiem tak. Nie skupiałem się na opisie owej szynki, ale przemówił do mnie widok kręcącego się nad ogniem mięsa.
Tanio nie jest, 100 g szynki kosztuje 12 zł. Mimo to zamawiamy dwa plastry.
Mięso okazało się cudowne. Soczyste, smakujące szynką i tylko szynką, jak ktoś bywał na świniobiciu i jadł taka szynkę prosto z pieca lub wędzarni to wie, o czym mówię. I ten tłuszczyk, który tak rewelacyjnie przenosi smak… Poezja. Drogo, ale w końcu nie jada się tego na co dzień. Mam tylko jedną uwagę – bardzo by pasowało, gdyby ta szynka lądowała nie na plastikowym talerzyku w towarzystwie musztardy i ogórka, ale na kromie prawdziwego wiejskiego chleba.
Hermelin okazał się bardzo smaczny. Mięciutki, kremowy ser przełożony cebulą i zamarynowany w oleju i occie. Bardzo łagodny w smaku, ale zawsze można go podostrzyć papryczką, którą dostajemy do kompletu. Az szkoda, że nie było stoiska z piwem, ser smakowałby dużo lepiej niż solo ;)
Podsumowując: mieliśmy wyjątkowe szczęście, bo wszystkie zamówione przez nas potrawy okazały się smaczne. Poza tym mieliśmy okazję spróbować jedzenia z food trucków, w których dotąd nie jedliśmy. Piękna pogoda, mnóstwo świetnego jedzenia – OKAM Street Food Festival Katowice zapisujemy jako jeden z najbardziej udanych eventów. Na koniec jeszcze kilka zdjęć:




























































1 Comment