Al Medina – Spróbuj czegoś niezwykłego! - Street Food Polska
close
Al Medina – Spróbuj czegoś niezwykłego!

Al Medina – Spróbuj czegoś niezwykłego!

0udostępnień

Jak zwykle zbyt długo zbierałem się do napisania tego tekstu. Następnego dnia po naszej wspaniałej uczcie osoba, której zdanie w temacie smaku bardzo cenię – Aneta Zając – opisała na swoim Instagramie w jak wielu miejscach na Bliskim Wschodzie i w północnej Afryce jadła potrawy, których dane nam było spróbować. Poczułem się głupio i pomyślałem sobie, że o czym ja Wam w ogóle chce opowiadać, skoro najegzotyczniejszym miejscem w jakim kiedykolwiek jadłem bliskowschodnią kuchnię jest Malmö (gdzie podobno jest więcej miejsc serwujących falafela niż w Bejrucie).

Ale pomyślałem sobie również, że mogę Wam o tej kuchni i tych wspaniałych daniach opowiedzieć z perspektywy człowieka, który jednocześnie jest bardzo początkujący, a z drugiej strony te smaki, przyprawy, konsystencje i koncept dzielenia się przy stole uwielbia. No i też kogoś, kto stał truck w truck z właścicielem Al Mediny przez ponad rok. Bo możecie tego nie wiedzieć, ale Al Medina to perła w koronie Hamzy, właściciela food trucka Ur’Tacos. A Ur’Tacosy znacie i kochacie patrząc po kolejkach, jakie się do nich ustawiają niezależnie od tego, gdzie się pojawią. Z Hamzą znamy się bardzo dobrze, jednak do jego restauracji wybierałem się dwa lata. Zapytacie czemu? Bo musiałem zebrać drużynę. 

W końcu udało się zebrać drużynę, zaproponowałem wizytę w Al Medinie i nawet nie musiałem nikogo specjalnie namawiać Jedno spojrzenie w menu i wszyscy nie mogli się doczekać wizyty. Po zarezerwowaniu stolika dla 6 osób i przegadaniu z właścicielem koncepcji kolacji zjawiliśmy się w piątkowy wieczór na Kazimierzu.

Zdecydowaliśmy się na dwa zestawy rodzinne przekąsek i grillowanych mięs. Mezze pojawily się na stoliku błyskawicznie i prezentowały się wybornie, zresztą widzicie to doskonale na zdjęciach. Różnorodność przyprawiała o zawrót głowy. Złapaliśmy za chlebki, rwaliśmy i zanurzaliśmy je w pysznościach. Hummus w tym miejscu smakuje tak jak chciałbym, żeby smakowały wszystkie hummusy świata, gładki w konsystencji, wyraźny w smaku. Jest idealnym tłem dla grillowanej baraniny, ale smakuje niemal równie dobrze samodzielnie. Oprócz tego mieliśmy okazję spróbować gołąbków w liściach winogron, delikatnie kwaskowych, wypełnionych ryżem i warzywami. Serce wszystkich biesiadników skradła Muhammara, czyli pasta z pieczonej papryki z orzechami – ona chyba jako pierwsza zniknęła ze stołu. Zagryzaliśmy ją idealnie przyprawionymi i perfekcyjnie chrupiącymi falafelkami i skrzypiącym pod zębami grillowanym serem halloumi. We wszystkich przekąskach najważniejsze były jednak przyprawy, aromatyczne, intensywne, wspaniałe. Przywołujące na myśl wakacje w ciepłych krajach. Taki zestaw dla sześciu osób był zupełnie sycący, a był jedynie pierwszą częścią naszej uczty. 

Po kilku chwilach na stole wylądował talerz grillowanych mięs. Kofta barania, kofta wołowa, kurczak w formie shoarmy i szaszłyka. Do tego jeszcze więcej wspaniałego grillowanego halloumi i domowe kiełbaski merguez. Przygotowuje je sam właściciel korzystając z najlepszej polskiej baraniny i autorskiej mieszanki przypraw. I te kiełbaski są wstrząsająco dobre. Pośród mięs nie jestem w stanie wymienić tego, które wybijało się ponad pozostałe. Wszystkie były przepyszne. Różnica w smaku między koftą baranią a wołową była ewidentna, również dzięki innym przyprawom, jednak różnica między kurczakiem pieczonym w formie szaszłyka a tym w formie shoarmy była niesamowita. Tak bardzo może się różnić ten sam składnik, jeśli potraktujemy go innymi przyprawami i przygotujemy w odmienny sposób. 

Chciałbym również zwrócić uwagę w jak fantastyczny sposób to wszystko było podane. Jak bardzo te kolory i zapachy działały na wyobraźnię i zachęcały do wzięcia kolejnego kęsa.

Wszystko to popiliśmy niezwykle oryginalnymi domowymi lemoniadami – cytrynowo-migdałową i granatowo-kwiatową i postanowiliśmy, że to nie będzie nasza ostatnia wizyta w tym miejscu. Jest przecież jeszcze tyle rzeczy, których nie mieliśmy okazji spróbować! 

Szczerze Was zachęcam do wizyty w Al Medinie. Jeśli znacie te smaki z posiłków podczas podróży, to jedzenie w Al Medinie przywoła piękne wspomnienia. A jeśli dopiero chcecie poznać libańsko-tunezyjskie klimaty, to zaręczam Wam, że w promieniu kilkuset kilometrów nie ma ku temu lepszej okazji. Idźcie więc do Al Mediny, dzielcie się mezze, smakujcie, rozmawiajcie, bawcie się dobrze, jako i ja się bawiłem.

W tekście wykorzystane zostały zdjęcia moje oraz Anety Zając 

Al Medina ul. Szeroka 22, Kraków

Facebook: https://www.facebook.com/almedina.krakow

Menu wraz z cenami dostępne na Facebooku

Michał Turecki

Jedzenie w Bułgarii. Część 4 – street food w Sofii.

Koszyce do zjedzenia

Dodaj komentarz