http://streetfoodpolska.pl/web/wp-content/uploads/2014/09/warzywa-polane-winem.jpg

Teppanyaki z Allanem Zarandinem w Tao by Zen.

W poprzednią niedzielę na zaproszenie Tao by Zen uczestniczyłem w pokazie sztuki smażenia na Teppanyaki. Teppanyaki to japoński sposób przygotowywania potraw na blasze rozgrzewającej się nawet do 700 stopni Celsjusza. Szybka obróbka termiczna sprawia, że przygotowane potrawy nie tracą swoich wartości odżywczych.

tao

Spotkanie rozpoczęło się od degustacji doskonałego chilijskiego białego wina. Orzeźwiające i lekko kwaskowe idealnie przygotowało kubki smakowe wszystkich zaproszonych gości na prawdziwą ucztę. Mistrz teppanyaki, Allan Zarandin, którego nie da się nie polubić od samego początku, stawia na prawdziwe show. W czasie gdy teppanyaki się rozgrzewało a goście próbowali dwóch rodzajów orientalnych pierożków z sześcioma różnymi nadzieniami zapadał powoli zmrok. Pierożki Shumai podawane w charakterystycznych bambusowych parowniczkach pojawiły się z trzema rodzajami nadzień: wegetariańskie (ze szpinakiem, tofu, imbirem i papryką), krewetkowe (krewetki z imbirem i czosnkiem) oraz mięsne (z kurczakiem imbirem i czosnkiem). Podane zostały w towarzystwie genialnego sosu składającego się z sosu sojowego, octu ryżowego, wina mirin, imbiru i oleju sezamowego. Cudownie miękkie, rozpływające się w ustach. Szczególnie do gustu przypadły mi te z nadzieniem krewetkowym. Absolutnie fantastyczne. Drugim rodzajem pierożków które miałem okazje próbować były Gyoza, odsmażane pierożki również z trzema rodzajami nadzień: wegetariańskie (z kapustą, marchewką, cebulą, grzybami shitake i dymką), krewetkowe (z krewetkami, kapustą, dymką i marchewką) i z mięsem (mięso wieprzowe, marchewka, cebula, kapusta i dymka). Tutaj absolutnie każdy rodzaj nadzienia był genialny, nie mogę powiedzieć ani pół złego słowa.

Jednak pierożki były jedynie preludium do prawdziwej uczty którą przygotowywał dla gości mistrz Zarandin. Zaczęło się od smażonych warzyw na które składały się grzyby enoki, baby kukurydza, pieczarki, seler naciowy, biała cebula, kiełki mung, grzyby shitake i pędy bambusa w białym winie z dodatkiem masła czosnkowego. Idealnie chrupkie, świetnie choć bardzo prosto doprawione sprawiły że natychmiast uśmiech zagościł na twarzach wszystkich gości.

warzywawarzywa polane winemwarzywa podane

Kolejną propozycją mistrza Zarandina był smażony ryż z dodatkami w postaci papryki, marchewki, białej cebuli, dymki i prażonego czosnku doprawiony olejem sezamowym, masłem czosnkowym i sosem sojowym. Doskonałej jakości ryż, taki sam jakiego używa się do przygotowania sushi, ze świetnymi dodatkami smakował wprost idealnie. Był niesamowicie pełen smaku. Zawsze przy okazji jedzenia pałeczkami zastanawiam się tylko jak to się stało, że wygrały one z widelcem albo łyżką jako sposób dostarczania pokarmu do ust.

Po ryżu nadszedł czas na absolutną gwiazdę wieczoru, danie które powaliło mnie na łopatki. Łosoś norweski smażony w białym winie i sosie imbirowym podany z domowym sosem sweet chili z kolendrą i musztardą Dijon. Tutaj aż ręce same składały się do oklasków, nie przeciągnięta ryba i sos którego smak był tak bogaty, pełny a jednocześnie nie przytłaczający. Absolutna rewelacja.

Jako kolejne danie pojawiły się filety z udek kurczaka smażone w białym winie i sosie jabłkowo-cebulowym podane z sosem imbirowym z tofu. Idealnie dopasowany sos, świetny soczysty kurczak.

Jako przedostatnią pozycję menu Mistrz przygotował kalmary smażone w ryżowym winie i maśle cytrynowym podane z sosem sweet chili z musztardą Dijon i kolendrą. Kalmary lubię w każdej postaci, te podane na koniec wytrawnej uczty były również trafione w punkt a sos fantastycznie dopełniał ich smak. Kiedy goście rozkoszowali się smakiem czerwonego chilijskiego wina nastąpił gwóźdź programu.

Na deser Mistrz Zarandin przygotował smażone w panierce panko banany, podane z lodami sezamowymi. Tutaj właśnie nastąpił najbardziej spektakularny moment całego pokazu gdy po zalaniu całości brandy goście mogli obejrzeć efektowny pokaz sztuki flambirowania. Deser również był absolutnie przepyszny. Połączenie smażonego banana z doskonałymi lodami sezamowymi było końcowym akcentem niesamowicie przyjemnego wieczoru gdzie gwiazdą oprócz perfekcyjnego jedzenia był kucharz i showman jednocześnie, niezwykle sympatyczny Allan Zarandin.

Nie można również zapominać o doskonałym chilijskim winie, zarówno czerwonym jak i białym no i o samym miejscu gdzie przyszło nam te delicje degustować, jednym z najpiękniejszych ogrodów przy restauracji jakie widziałem.

Dziękuję za możliwość uczestniczenia w tym fantastycznym kulinarnym przeżyciu restauracji Tao by Zen.

Tao by Zen, ul. Józefińska 4, Kraków

Michał Turecki




There are no comments

Add yours