Podczas zlotu na Żoliborzu Artystycznym miałem okazję spróbować jeszcze potraw w dwóch truckach – Curry Godne, na które polowałem już od jakiegoś czasu oraz zdobywcę drugiego miejsca w rankingu Aktivista, czyli Wege Wave.
Na początek parę słów o Curry Godne, w którym spróbowałem Curry z kurą (18 zł).
W pierwotnej opcji miała być to wersja z wołowiną, jednak wołowina skończyła się parę chwil wcześniej, przez co zmuszony byłem zmienić swoje plany. Czekam parę minut, w których mogę sobie na spokojnie porobić zdjęcia innych zamówionych rzeczy i w końcu dostaję swój upragniony kubeczek. Porcja wbrew pozorom jest całkiem spora. Dolną połowę kubełka wypełnia ryż, natomiast na górze znajdziemy maślano-korzenne curry z kurczakiem. Wszystko to posypane jest kolendrą.
W smaku curry jest przyjemnie piekące w podniebienie, gęste, z wyczuwalną nutą imbiru oraz orzeźwiającym smakiem kolendry. Ja dodatkowo poprosiłem o ciutkę ostrego sosu na bok, w razie jakby danie okazało się zbyt mało ostre. Na szczęście żadne dodatkowe przyprawy nie były potrzebne. Podsumowując, fajny food truck, w którym zjemy coś, czego na razie w innych truckach nie dostaniemy.
Ostatnią potrawą, której spróbowałem podczas tego zlotu był Burger z krewetką Black Tiger z trucka Wege Wave.
Na kanapkę czekaliśmy potwornie długo, myślę, że grubo ponad 20 minut, co było dziwne, ponieważ jakieś wyjątkowe kolejki się tam nie ustawiały. No ale czego nie robi się dla dobrego jedzenia, dlatego miałem nadzieję, że skoro tyle czekam, to danie które do mnie trafi będzie wyśmienite. Nie było. Kanapka delikatnie mówiąc była mocno przeciętna. Pierwsze co od razu daje się wyczuć to zbyt małą ilość krewetek.
Jak widać na zdjęciach krewetki w kanapce znajdują się tylko w jej środku, przez co przez pierwsze parę gryzów jemy tylko samą bułkę z papryką, bazylią oraz delikatnie pikantnym sosem. Co jeszcze – w kanapce panuje straszna dysproporcja – bułka jest zdecydowanie zbyt duża, jak do tak małej ilości składników… co więcej nie była ona chrupka, przez co po prostu ciężko było ją przełknąć.
Krewetki próbowały ratować całość, ponieważ same były całkiem smaczne. To chyba jedyny pozytywny akcent w tym „burgerze”, którego jednak było zbyt mało żeby zatrzeć złe wrażenie.To tyle na temat tej kanapki. Jak dla mnie największy zawód tego zlotu.
Marcin Malinowski, nasz człowiek w Warszawie










