Zgodnie z zapowiedzią druga część testu placków po węgiersku z Jasła, czyli kolejne trzy lokale.
Bar DOMOWE SMAKI
Zaczniemy nietypowo. Dotychczas wszystkie ze sprawdzonych przeze mnie dań nabyłem w lokalach określających się mianem restauracji. Tym jednak razem, w drodze powrotnej do domu zmuszony byłem zatrzymać się na stacji paliw Bliska, zlokalizowanej przy (w moim wypadku) samym wyjeździe z miasta. W jej obrębie znajduje się również motel, a także bar Domowe Smaki, do którego korzystając z okazji i kierowany ciekawością postanowiłem zajrzeć oraz oczywiście zapytać, czy nie oferuje przypadkiem placka po węgiersku. I trafiłem, bo jest. Cena – 15 PLN. Zamawiamy.
O czym muszę wspomnieć na pierwszym miejscu? Zapakowaniu mojego dania w folię aluminiową, co poskutkowało odklejaniem jej fragmentów razem z plackiem… podczas konsumpcji. W ten sposób bez większych obaw pakować można tortillę lub burgera, ale na pewno nie gorący placek ziemniaczany z wylewającym się z jego wnętrza gulaszem. Na szczęście to drugi i ostatni przykład tego typu na jaki dotychczas trafiłem (odsyłam do części pierwszej testu).
O ile sam placek był w porządku, „gulasz” był nieco mało gulaszowy. Kawałki mięsa trochę za duże, ale nie to jest najgorsze. Najgorsze, że niedoprawione i jałowe. Nie dopatrzyłem się w tym gulaszu ani krzty papryki, były to po prostu kawałki mięsa i pieczarek. Surówka, jak surówka – „łódeczki” z pomidora i sałata lodowa polana śmietaną. Coś tu się chyba komuś pomyliło… O wiele lepiej byłoby, gdyby ta śmietana znalazła się na placku. Wszystko posypane szczypiorkiem – dla dekoracji? – bo smaku swoją obecnością niestety nie ratuje. Podsumowując krótko – nie był to jakiś koszmar i placek dało się zjeść, ale do ideału z pewnością mu daleko.
ul. Alojzego Metzgera 6, Jasło
Restauracja Hotel IMPERIAL
Nietypowo zaczęliśmy, idźmy więc tą drogą. Był bar przy stacji paliw – sprawdźmy i hotelową restaurację. Placek po węgiersku z bukietem surówek w Imperialu nabyć możemy w dwóch wariantach – małym (15 zł) oraz dużym (21 zł). Z ostrożności i doświadczenia pytam, czym jest rzeczony „bukiet surówek”, bo wizja startej marchewy i czerwonej kapuchy nie działa na mnie zachęcająco (delikatnie sprawę ujmując). Dowiaduję się, że jest to „sałatka wiosenna”, czyli ogórek, pomidor i sałata w sosie śmietanowym. Dla mnie jak najbardziej w porządku, zaryzykujmy więc i zamówmy duży – na marginesie, jego cena jest najwyższa spośród wszystkich dotąd przeze mnie testowanych, stąd też moje oczekiwania są równie wysokie.
W moje ręce trafiają dwa pudełeczka – jedno z rzeczoną surówką, drugie z plackiem. Trzeba przyznać, że jest tego sporo. Pierwsza rzecz, która rzuciła mi się w oczy, to niestety nieco „oszukana” surówka – sałata stanowiła jakieś 2/3 jej objętości, natomiast pomidora czy ogórka było jak na lekarstwo. Ale i tak lepsze to, niż starta marchewka do kotleta, powiedzmy więc, że się nie czepiam. ;) Warzywa były świeże i chrupiące; nie ma co się rozpisywać.
Placek… Spory. „Duży” nie tylko z nazwy. Zawierający wewnątrz ciemny, wieprzowy gulasz i polany nim z wierzchu. Ale czemu znowu do cholery to mięso jest tak grubo pokrojone? Być może zostanę uznany za malkontenta, bo dla kogoś pewnie to i zaleta; ja osobiście uważam ten fakt za wadę, ponieważ tak duże kawałki utrudniają nieco konsumpcję. Oprócz mięska w gulaszu dopatrzyłem się fragmentów czerwonej papryki i kiszonego ogórka. Pieczarek – jak na lekarstwo. Być może one akurat w przeciwieństwie do mięsa skrojone zostały za cienko i najzwyczajniej w świecie się „skurczyły” podczas gotowania? Nie wiem. W każdym razie, wrodzona ciekawość nie dawała mi spokoju i kiedy tylko miałem możliwość postanowiłem sprawdzić, czym poza gramaturą różni się w Imperialu mały placek, od swojego większego odpowiednika. ;)
Przeczucie dobrze służyło mi tym razem. Różni się nie tylko gramaturą. Nawet „sałatka wiosenna” posiada całkowicie inne proporcje – na śladowe ilości pomidora i ogórka nie narzekałem. A i pieczarki w gulaszu zauważyć i odczuć się dało. Co prawda mięso było również skrojone dość grubo, jednak… Powiedziałbym, że niczego nie „pożałowano”. Czyżby oszczędza się składników na większej wersji?
Podsumowując: czy było smacznie? Czy dania były warte swej ceny? Mimo małego błędu w sztuce, przyznać muszę – było całkiem smacznie. Cena w stosunku do ilości również nie wydaje się być wygórowana, tym bardziej, że mamy do czynienia z restauracją należącą do hotelu.
ul. św. Jana z Dukli 26, Jasło
hotel-imperial.pl
Restauracja JASIELSKA MANUFAKTURA
Czyżbym już dwukrotnie, rozpoczynając nowy wątek, użył przymiotnika „nietypowy”? Tutaj również go użyję, lecz w nieco innym kontekście. Nie chodzi w tym przypadku bowiem o lokal, gdyż mowa o „regularnej” (a może i też nie do końca?) restauracji. Nie ukrywajmy, Jasielska Manufaktura to miejsce, które zna każdy jaślanin, a co drugi mieszkaniec powiatu kiedyś o tym lokalu przynajmniej słyszał. Dlatego też zostawiłem je sobie na koniec.
Moje zamówienie składam „w ciemno” – placek ziemniaczany z gulaszem i surówkami, 11 PLN. Tanio? A tak, z niższą ceną jeszcze nigdzie się nie spotkałem. Zastanawiając się, co mnie też tym razem czeka, podglądam jak Pani wyciąga ładne, duże czarne pudełko i folię. Narzekałem na sposób pakowania dań na wynos? W tym wypadku absolutnie nie muszę. Folia służyła do przykrycia całego pudełeczka od góry, by moje danie trzymało ciepło. Takie to proste i jednocześnie genialne. Da się?
„Nietypowy”… Po raz czwarty w tym tekście. Z pewnością jest to najbardziej estetycznie podany placek po węgiersku jaki kiedykolwiek widziałem. Jak wiadomo, najpierw je się oczami, a placek z Manufaktury moje oczy widziały jako małe dzieło sztuki. Przystrojony „łódeczkami” z pomarańczy, pomidorkami koktajlowymi i zieleninką w postaci pietruszki cieszył oczy. Nawet jeżeli te dodatki nie pasowały smakowo do dania – wyglądały żywo, kolorowo i aż chciało się jeść. Reszta zgodnie ze sztuką – na górze placka stopiony ser, śmietana; w jego wnętrzu gulasz, co prawda również dość grubo skrojone kawałki mięsa, jednak było mięciutkie i rozpływało się w ustach. W surówce – miks warzyw polanych z wierzchu śmietanką, wyglądający równie kolorowo, świeżo i apetycznie co placek.
Podsumowując: odpowiednio zapakowany. Smakuje równie dobrze, jak wygląda. I coś, o czym nie napisałem wcześniej. Stosunku ilość/cena nie przebije żaden lokal, który dane mi było odwiedzić w poszukiwaniu placka po węgiersku. Tym pozytywnym akcentem kończę drugą część mojego testu.
ul. Kazimierza Wielkiego 15, Jasło
jasielska-manufaktura.pl
Plackami zajadał się KAZEK
PS. na bliżej nieokreśloną przyszłość zaplanowana część trzecia ;)




















