Już myślałem, że się nie uda. Zamówienie złożone przez Pizza Portal i to nowej warszawskiej burgerowni, na dodatek zlokalizowanej w jednym z najlepszych osiedli – Ekopark – na Mokotowie. Pomyślałem, że wpadka murowana. Dochodziła już prawie godzina a dzwonka do drzwi nie było. Wtem! Wielka torba obrandowana marką Westburger a zza niej wychyla się sympatyczny dostawca z szerokim uśmiechem i życzy „smacznego”. Po uregulowaniu należności zaglądam do zamówienia.
- Uncle Sam (single) 19.00 zł
- dodatkowe frytki 6.00 zł
- Coca-Cola (puszka) 4.50 zł
- Rollo Pollo (porcja) 16.00 zł
Na początek oczywiście kanapka. Zapach kusi, opakowanie profesjonalne, nic nie cieknie. Otwieram i…
domowej roboty buła – gruba, zgrillowana na chrupko. Nie pęka, nie łamie się. Od góry warstwa chrupiącego boczku, przyklejona do grubego plastra sera cheddar i ostrzejszego Lazura. Niżej ćwierć funta dobrej jakości PRZYPRAWIONEJ wołowiny, wysmażonej ciut mocniej (chyba czytają w moich myślach albo kucharz się lekko zagadał ;-) ) a dalej wilgotna część kanapki w postaci pomidora, pikli – jednych z lepszych jakie jadłem – i porządnej sałaty. Całość doprawiona autorskim sosem, którego receptury nie chciano mi wyjawić :-)
Przegryzam się przez Wuja Sama i jest coraz lepiej. Chrupki bekon, ciągnący się ser i aromatyczne cienkie mięcho. Coś czuję, że jeśli taki standard się utrzyma, trzeba będzie się pozbyć kolejnej naklejki „SFP poleca” :-)
Dochodzę do końca… omal nie dochodząc. Dawno czegoś tak dobrego nie jadłem. I to jeszcze w nawynosie. Muszę niestety przemilczeć frytki, które w takim towarzystwie powinny być równie oryginalne i smaczne, ale zawsze można z nich zrezygnować.
No to pierwsze koty za płoty i pora na drugie danie – Rollo Pollo. Placek zamknięty z obu końców, więc używam noża i tnę jak Jagiełło pod Grunwaldem. Idzie ładnie, choć warstwa gruba. I znów nic nie wypływa. Dziwne :-)
Pierwsze, co rzuca się w oczy, to gruba warstwa otulającej wszystko sałaty – dobry pomysł, bo dodatkowo utrzymuje sosy wewnątrz burrito. Kąsam kurczaka i od razu czuję delikatne mięso – na sto procent wcześniej marynowane i puszczające własny sos. Do łagodnej piersi doklejają się ponownie kawałki dobrego sera, tym razem tartego i spajającego wszystkie składniki. Czuję zielone oliwki i mocno soczystego pomidora. Odrobina cebuli podkreśla jeszcze warzywny wątek kanapki. I znów muszę napisać, że to danie jest naprawdę dobrze przyrządzone, zbalansowane i jeszcze zaopatrzone w tajny sos.
I pomyśleć, że takie miejsce mam w odległości rzutu beretem a sam bar nie reklamuje się w Grouponie tylko konsekwentnie karmi mieszkańców okolicznych bloków uważnie słuchając ich uwag. Od dziś – także mnie.
Westburgera testował dla Was Kaszpir.











