Dzisiaj znowu restauracyjnie. Zielona Weranda w Wieluniu i Art Hotel we Wrocławiu. W pierwszej jadłem typowo po polsku, w drugiej bardziej wyrafinowanie.
Zielona Weranda. Lokal z wystrojem w drewnie. Meble stylizowane na stare, przestronne wnętrze, dobra obsługa i niewygórowane ceny. Na przystawkę poszedł tatar, na obiad flaczki i polecana tego dnia golonka.
Tatar z polędwicy wołowej, z grzybkiem i jajkiem przepiórczym (22 zł). Pierwsze co rzuca się w oczy to sposób podania. Nie ma co kryć, robi wrażenie:
Nasyciwszy oczy doprawiamy oliwą, musztardą, maggi i świeżo mielonym pieprzem:
Usuwamy dekorację z rukoli i mieszamy:
Nieco problemu przysparza grubo cięty grzybek i kapary podane w całości, ale udaje mi się jakoś wkomponować je w całość. Mięso może trochę za chłodne w momencie podania, ale czuć wyraźnie smak polędwicy. Smakowało.Bardzo.
Flaki obficie doprawione imbirem (8 zł). Podane elegancko w kociołku z podgrzewaczem.
Zawodzą jednak smakiem. Są tylko poprawne. Dodatkowo nieco za rzadkie. Nie ma co się rozpisywać, lepiej przejść do następnego dania, którym była
Golonka na kapuście z ziemniakami (25 zł). Tego dnia danie polecane przez Szefa Kuchni, a przez kelnera zachwalane jako najlepsza golonka w okolicy. Przywędrowało na stół w kamionkowym naczyniu, elegancko nakryte „czapką” stanowiąca drugą cześć michy. Góra została od razu zabrana do kuchni, więc zdjęcia nie mam. Mam za to foty golonki:
Golonka okazała się bardzo dobra. Miękka, ale zwarta, soczysta, dobrze doprawiona. Skórka soczysta, lekko przypieczona. Kapusta dobrze nakminkowana, ziemniaki mięciutkie. Naprawdę zacna goloneczka, warto się skusić.
Lokal robi przyjemne wrażenie, można tam wpaść na niezobowiązujący obiad z rodziną, ale doskonale sprawdzi się również na imprezy o bardziej oficjalnym charakterze. Jest sala z projektorem, więc i niewielką konferencję można zwołać, ale równie dobrze można przy tatarze i golonce obejrzeć mecz. Obsługa kompetentna i przyjazna, chętnie udzieli wszelkich informacji. Warto wpaść. Na górze znajduje się hotel, nie korzystałem z niego jednak, więc nie wiem jaki poziom prezentuje.
Restauracja w Art Hotel we Wrocławiu. Z zewnątrz zwykła kamienica, jednak po przestąpieniu progu widać, że to miejsce z klasą. O pokoju hotelowym opowiem w osobnym wpisie, dziś skupię się na kuchni. Wybrałem tylko dwie potrawy (nie licząc śniadania), ale myślę, że doskonale pokażą poziom lokalu.
Jako starter wybrałem tatar z sandacza z jajkiem przepiórczym (28 zł). Sandacz to jedna z moich ulubionych ryb, jednak do tej pory nie jadłem jej jeszcze na surowo. Tym bardziej ciekaw byłem jak wypadnie w postaci tatara. Przyznać muszę, że podany został bardzo artystycznie:
Jajko przepiórcze podane zostało inaczej niż do klasycznego tatara – nie surowe, a ugotowane. Pomieszałem i spróbowałem. Pychota. Najbardziej zaskoczyło mnie, że nie czuć ani zapachu ani wyraźnego smaku surowej ryby. Tatr był kapitalnie doprawiony, moja robota ograniczała się do wymieszania i jedzenia. Bardzo mnie to danie zaskoczyło – myślę, że nawet osoby, które właśnie rybny aromat odstręcza, tutaj byłyby zadowolone. Przegryzałem sobie ogórkiem dla odświeżenia smaku i rzodkiewką dla zaostrzenia. Przystawka bardzo delikatna i zaskakująca. No i pyszna, co tu dużo mówić.
Jako danie główne wybrałem stek z polędwicy wołowej z sosem z gorgonzoli z szafranem podany z fasolką szparagową i gotowanymi ziemniakami (68 zł). Stek poprosiłem oczywiście krwisty, serce mi się kraje, kiedy słyszę, jak ktoś morduje tak zacny kawałek mięsa przez wysmażenie (kolega wie, że o nim mówię? ;) )
Kolejne świetnie danie. Polędwica świeżutka jak żona w noc poślubną i mięciutka jak łóżko w pokoju po dwóch tygodniach spania pod namiotem. Zaskoczył mnie sos – żółciutki dzięki szafranowi okazał się aksamitny i delikatny. Gorgonzola to ser dość mocny w smaku i aromacie, tutaj została ta ostrość czymś złagodzona do minimum, natomiast aromat został zachowany, choć też nie tak mocny, jaki towarzyszy serowi po odwinięciu z opakowania. Fasolka i ziemniaki ugotowane dobrze – miękkie, lecz nie rozpadające się. Bardzo dobre danie warte swej ceny.
Byłem bardzo zadowolony, potrawy przez mnie zamówione stały na najwyższym poziomie, zarówno smakowo jak i wizualnie.
I jeszcze na koniec – śniadanie. Podane, jak to w hotelach, w formie szwedzkiego stołu, tutaj kusiło ogromnym wyborem wysokiej jakości produktów. Mleko, jogurt, musli, świeże owoce, wędliny, sery białe i dojrzewające, jajecznica, bekon i 3 rodzaje cielęcych kiełbasek – biała, czerwona i parówki. Nabiału i owoców nie jadłem, skupiłem się na kiełbaskach, jajecznicy i wędzonych rybach – łososiu i sumie. Wszystko pyszne, choć sum nieco za za delikatny mi się wydawał. Miejsce zdecydowanie warte polecenia, nada się na biznesowy lunch i romantyczną kolację we dwoje.
Zdjęcia: SFP, Tomek Mędrek, Jakub Wątor
























