Barn Burger to jedna z niewielu burgerowni, która regularnie co miesiąc serwuje nam czasowe kompozycje. Tak też było i w sierpniu, kiedy to na tablicę wjechał Tactical B, czyli 200 g wołowiny, ser Monterey Jack, bekon, pieczony rostbef, duszona cebulka, sos czosnkowy oraz standardowe warzywa (26 zł). Pomimo całkiem sporego tłoku, na burgera czekamy raptem około 15 minut. Za każdym razem jestem pod wrażeniem, jak sprawie idzie tam wydawanie jedzenia. Kiedy tylko burger pojawia się na stole robimy kilka pamiątkowych zdjęć i zabieramy się za jedzenie.
Zacznę od mięsa, które w tym przypadku było zbliżone do burgerowego ideału. Delikatnie doprawione, różowiutkie w środku, tym razem to właśnie ono grało pierwsze skrzypce w tej kanapce. Bułka – klasyk, do którego zdążył nas przyzwyczaić Barn, lekko maślana, delikatnie podgrillowana, bardzo dobrze trzymała całość do samego końca. Teraz kilka słów o największym przegranym tego burgera, czyli o dodatkach.
Nie mam im zupełnie nic do zarzucenia, warzywa były świeże, pieczony rostbef bardzo smaczny, tylko, że niestety zanikł gdzieś w ogromie tego burgera. Wydaje mi się, że jest to za mało wyrazisty dodatek, szczególnie w obecności słonego bekonu. Po prsotu zupełnie nie było go w tym burgerze czuć. Podobnie sprawa miała się z serem, który także ciężko było wyczuć w smaku. A szkoda, bo jak wiadomo ser to najlepszy przyjaciel naszej ulubionej kanapki. Podsuwowując, było to moje kolejne udane wyjście do Barn Burgera, jednak to ciągle nie jest mój ulubiony Poranek Kojota :)
Barn Burger, ul. Złota 9, Warszawa









