Od czasu do czasu spacerując po Krakowie trafiam na miejsce, które czymś mnie do siebie przyciąga. Czasami jest to zapach, czasami identyfikacja graficzna lokalu, czasami jego nazwa. Alergicznie reaguję na angielskie słowo ‘slow’ na food truckach i ulicznych budkach, najczęściej używane jest ono (podobnie jak określenia typu ‘najlepsze burgery w mieście’) tylko i wyłącznie w celu przyciągnięcia uwagi. Nic nie ma wspólnego z ideą slow foodu bo i niby jak jedzenie uliczne ma być slow.
Przejeżdżałem obok tej żółtej budki kilka razy a następnie odnalazłem fan page na Facebooku. Na pierwszy rzut oka widać, że właścicielka która sama prowadzi stronę to pasjonatka jedzenia, ktoś kto chce karmić ludzi dobrze i zgodnie z ich oczekiwaniami.
W pewien piękny, wciąż jeszcze letni dzień trafiłem wreszcie w celu zjedzenia czegoś smacznego do Slow2go. Uroczy żółwik na boku budki przykuwa uwagę i zachęca do zatrzymania się.
Z szerokiego menu wybrałem tartę z boczkiem, papryką, pieczarkami i żółtym serem oraz krem z zielonego groszku. Zupę otrzymałem w torebce na wynos, w zestawie z torebeczką z grzankami, łyżką i serwetką, na papierowym talerzyku uśmiechała się do mnie kawałek tarty.
Ponieważ zupa była bardzo gorąca rozpocząłem posiłek od tarty.
Połączenie pieczarek i papryki zawsze się udaje, tak było i tym razem. Dobre kruche ciasto i bardzo smaczny ser dopełniały bardzo udaną całość. Po kilku chwilach wsypałem robione na miejscu grzanki do zupy, poczekałem żeby odrobinę rozmokły i zacząłem jeść. Zielony groszek to jedno z moich ulubionych warzyw w ogóle, mógłbym jeść go w każdej ilości. Ponieważ miał być to krem spodziewałem się gęstej konsystencji, ciężkiego, nieco mulastego płynu. Rzeczywistość okazała się dla mnie, fana zup klasycznych, kremów już niekoniecznie, łaskawa. Zupa była przetarta ale miała bardzo przyjemną lekką konsystencję. Była pełna smaku, wprost doskonała. Czuć, że ktoś włożył w nią troskę i serce. Zjadłem ze smakiem i postanowiłem wrócić aby spróbować jeszcze przekąsek, takich jak knysza i frankfurterka w cieście.
Kilka dni później wróciłem, od razu ucieszyłem się na widok potykacza z informacją że zupą dnia jest żurek. Chodzi za mną ta zupa ostatnio bardzo często i kiedy tylko mam okazję, zawsze ją zamawiam. Do towarzystwa domawiam knyszę z nadzieniem z pora i boczku i frankfurterkę w cieście. Zaczynam od żurku i od razu czuję, że jest jednym z lepszych jakie jadłem w życiu. Cudownie kwaśny, gładki w konsystencji z kawałkami kiełbasy i ziemniaków, po prostu pyszny. Nie znoszę kiedy ktoś podaje lekko kwaskowy albo zupełnie łagodny żurek. Dla mnie żur musi być kwaśny, porządnie kwaśny. Dzień był gorący a ja piłem ten żur i delektowałem się nim jakby to było najlepsze zimne piwo. Rewelacja. Oczywiście że miseczka mogłaby być bardziej wypełniona ziemniakami i kiełbasą ale dla mnie było ich absolutnie wystarczająco.
Knysza i frankfurterka zostały podgrzane w piekarniku przed podaniem, tak, w piekarniku, nie w mikrofali. Parówka cienka, otoczona dość grubym ciastem ale tak smaczna i tak wyrazista że bez problemu przedarła się swoim smakiem i aromatem przez ciasto. Bardzo smaczne.
Knysza to kopertka ciasta w której zamknięto farsz, w moim przypadku z boczku i pora, z wierzchu posypane ziarnami czarnuszki. Smaczna ale mnie nie powaliła, dobre ciasto, dobry farsz, ale może już byłem zbyt syty żeby docenić pełnię jej walorów.
Jak mogę podsumować dwie wizyty w Slow2go? Domowe jedzenie, wszystko robione na miejscu, przesympatyczna obsługa, troska o klienta na każdym kroku. Coś fantastycznego, będę odwiedzał tak często jak to tylko będzie możliwe. A jeśli komuś przeszkadza hałas jednej z podstawowych komunikacyjnych arterii Krakowa za plecami, zawsze można wziąć jedzenie na wynos i zjeść w domu.
Ceny:
Każda zupa (400 ml) – 5 zł
Kawałek Tarty – 6 zł
Knysza – 4 zł
Frankfurterka w cieście – 5 zł
Slow2go Aleja Adama Mickiewicza 3, Kraków (tuż przy przystanku autobusowym Cracovia w stronę AGH)
Strona na Facebooku: https://www.facebook.com/pages/Slow2go/202044793339187?fref=ts
Menu:


























