Miała być rybka, a wyszedł kangur, czyli wizyta w Żur’aVina - Street Food Polska
close

Miała być rybka, a wyszedł kangur, czyli wizyta w Żur’aVina

0udostępnień

Z okazji pięknego, słonecznego weekendu, postanowiłem pojechać nad podwarszawski Zalew Zegrzyński i na powietrzu zjeść smażoną rybkę. Jednak w drodze do smażalni moim oczom ukazał się szyld „serwujemy stek z krokodyla”, oczy zaczęły mi się świecić – już wiedziałem, że to będzie miejsce, w którym skończymy tego popołudnia. Parę minut później zobaczyłem kolejny szyld „serwujemy steki ze strusia”. W tym momencie wiedziałem już, że to nie jest jakiś ponury żart i właśnie tam zjemy tego dnia obiad. Karta dań egzotycznych jest dosyć obszerna, sam dość długo nie mogłem się zdecydować co wybrać.

10277278_785937418085495_423693416936725534_n

W końcu zawęziłem krąg do steka z krokodyla, duszonego strusia i steka z kangura. Po krótkiej wymianie zdań z kelnerką oraz uzyskaniu informacji, że krokodyl to taka ni to ryba ni to ptak, a struś to taki troszkę kurczak, padło na kangura, którego mięso miało przypominać w smaku lekko wołowinę, lecz miało być od niej bardziej kruche. Całe danie kosztuje 69zł i za tą cenę dostajemy 3 kawałki steku z kangura, opiekane ziemniaki oraz grillowanego bakłażana, cukinię, paprykę oraz pomidora. Czekam około 25 min i w końcu na stole pojawiają się dwa talerze – jeden z mięsem i ziemniakami, a drugi z warzywami.

image-1

Jeżeli chodzi o dodatki, to były one świetne. Ziemniaki były idealnie chrupiące z zewnątrz i miękkie w środku. Warzywa zdjęte z grilla w odpowiednim momencie – zachowały swoją jędrność. Przejdźmy teraz do gwoździa programu – steków z kangura. Tutaj niestety bardzo się rozczarowałem – mięso było faktycznie kruche, natomiast z tą kruchością wiązało się również to, że było strasznie suche. Jeżeli chodzi o sam smak to bardzo ciężko mi coś powiedzieć, ponieważ właściwie nie miało ono smaku. Większość wyczuwalnego smaku zawierała się w nota bene smacznym sosie pieprzowym, jednak gdy spróbowałem mięsa bez sosu wyczułem…pustkę. Nie wiem czy było to spowodowane tym, że mięso leżało tak długo w zamrażarce, aż temperatura zabiła cały jego smak, czy może było aż tak świeże, czy kangur po prostu tak smakuje :).  

Podsumowując, przynajmniej jeżeli chodzi o kangura w tym miejscu to naprawdę nic specjalnego i nie ma co niepotrzebnie wydawać pieniędzy – dużo lepiej będzie skoczyć na świeżo złowioną i usmażoną rybkę.

Restauracja Żur’a Vina, Wierzbica 83, 05-140 Wierzbica, Warszawa, Poland

Testował Marcin Malinowski, nasz człowiek w Warszawie

Tapiokowe szaleństwo, czyli wizyta w Bubbleology

Boca Burgers w recenzji nadesłanej

Dodaj komentarz