Tapiokowe szaleństwo, czyli wizyta w Bubbleology - Street Food Polska
close

Tapiokowe szaleństwo, czyli wizyta w Bubbleology

0udostępnień

Powiem szczerze. Długo unikałem wizyty w lokalach serwujących bubble tea, bo uważałem ją za napój małoletnich hipsterów. Ale zgadałem się kiedyś z Marcinem Malinowskim, który wyznał, że bubble tea pija dość często. Co prawda Marcin iPhone’a posiada, ale nie ma brody i nie nosi conversów, a zamiast sojowego latte preferuje hamburgery, więc hipsterem zdecydowanie nie jest. No, skoro on może, to i ja spróbuję. Okazja nadarzyła się podczas wizyty w Warszawie. Rozmawiałem kiedyś z Łukaszem z bloga Tasteaway.pl, który jak się okazało w bubble tea mocno siedzi, bo wspólnie z przyjaciółmi prowadzi lokale pod marką Bubbleology. No a jak kolega bloger zaprasza, to odmówić nie wypada. Udaliśmy się więc we trójkę (ja, żona moja i Marcin) na ulicę Chmielną 26.

Chmielna_1

Chmielna_2

Z zewnątrz siedziba Bubbleology prezentuje się jak pracownia alchemiczna. Te wszystkie kolby, rurki… W środku bardzo przyjemnie, wystrój raczej kawiarniany:

Chmielna_3

Ale zanim przejdę do opisu tego, co piliśmy, kilka słów o tym, czym jest bubble tea i skąd się w Warszawie wzięło Bubbleology. Opieram się tutaj na materiałach, jakie dostałem od Łukasza Smolińskiego.

Pierwszy na świecie tea lab Bubbleology został otwarty w 2011 roku w sercu wyznaczającego trendy londyńskiego Soho. Od swojej premiery jest tłumnie oblegany przez najbardziej stylowe środowiska – fashionistów oraz osoby, które lubią eksperymentować z nowinkami kulinarnymi.

Co to jest bubble tea?

Początki bubble tea to lata osiemdziesiąte ubiegłego wieku. Dziś trudno uwierzyć, że swoją karierę zaczęła jako napój sprzedawany na straganie na nocnym bazarze w Tajpej (obecnie istnieje ponad 8000 barów serwujących bubble tea i to na samym tylko Tajwanie). Wkrótce potem bubble tea stała się absolutnym przebojem także w Nowym Jorku, Los Angeles, Kanadzie, Australii i całej Azji.

Bubble tea to drink przygotowywany na bazie naturalnej, czarnej lub zielonej, herbaty z dodatkiem pysznych aromatów owocowych lub mleka oraz umieszczonych na dnie wyjątkowych perełek tapioki. Perły tapioki (zwane pieszczotliwie „Boba”) przypominają w smaku żelowe misie; zawierają przepyszną nutę karmelową, a do tego przenikają smakiem samej herbaty. Bubble tea można podawać na ciepło lub zimno w przezroczystych opakowaniach, dzięki czemu „Boba” są wyraźnie widoczne na dnie kubka.

Kubki z bubble tea są szczelnie zamykane za pomocą specjalnego plastikowego wieczka, które skutecznie zapobiega wylewaniu się napoju. Dlaczego? Na Tajwanie bubble tea najczęściej zamawiana jest na wynos, a następnie przewożona na skuterach. Bubble tea podawana jest z kolorową szeroką słomką, która pozwala z łatwością smakować znajdujące się na dnie kubka perełki tapioki.

Bubbleology w Warszawie pozwala przenieść się na kilka chwil do glamrockowego laboratorium szalonego naukowca. Wystrój wnętrza jest zdominowany przez neonowe kolory, bulgoczące probówki oraz naukowe równania i wykresy wyjaśniające proces przygotowania napoju.

Obsługa Bubbleology, zwana „bubbleologami” (specjalistami ds. przyrządzania bubble tea) ubrana jest w zabawne laboratoryjne outfity z napisem „bubbleolog”. Warto tu podkreślić, że zespół tworzący Bubbleology szkolony był przez mistrzów bubble tea z Londynu. Dzięki temu, stołeczna ekipa zdobyła szeroką wiedzę na temat precyzyjnej sztuki przygotowania napoju, którego sekret smaku tkwi w dokładnym doborze i odmierzeniu składników, utrzymaniu ich właściwej temperatury oraz sposobie podania.

Pierwszy tea lab Bubbleology został otwarty przez Assada Khana w sercu wyznaczającego trendy Soho, przy ul. Rupert Street, w kwietniu 2011 r. Wydarzenie okazało się niezwykłym sukcesem w historii tej kultowej dzielnicy, a towarzyszyły mu ogromne kolejki. W ciągu 10 dni sprzedano aż 8000 kubków bubble tea.

W czerwcu 2011 na fali popularności Bubbleology rozpoczęła współpracę z Harvey Nichols, modowym domem handlowym otwierając punkt w londyńskiej dzielnicy Knightsbridge, a następnie uruchomiając czasowe pop-up stores w jego filiach w Dublinie oraz w trzech najważniejszych miastach Wielkiej Brytanii – Manchesterze, Leeds oraz Edynburgu. W 2012 roku Bubbleology planuje otwarcia kolejnych barów, również poza granicami Wielkiej Brytanii.

Bubbleology jest jedną z ulubionych marek na Tajwanie, a pierwszy lokal na Soho stał się atrakcją turystyczną dla Tajwańczyków odwiedzających Londyn i Europę. Założyciel Bubbleology, Assad Khan jest powszechnie znany w Wielkiej Brytanii, a sukces Bubbleology przyczynił się znacząco do wypromowania tożsamości kulturowej Tajwanu w Wielkiej Brytanii i innych krajach.

Nieskończoność i różnorodność smaków bubble tea!

Bubble tea w warszawskim Bubbleology, podobnie jak w Londynie, podawana jest w wielu wariacjach smakowych. Napoje na bazie owocowych dodatków przygotowane z zielonej lub czarnej herbaty  występują w następujących smakach:

Mango
Marakuja
Truskawka
Biała brzoskwinia
Imbir
Kumkwat
Jabłko
Liczi

Mleczna bubble tea przypominająca bardziej milkshake’i serwowana jest w następujących wariantach:

Assam
Matcha
Jaśmin
Taro
Melon
Kawa mokka
Migdał
Kakao
Wanilia
Melon
Papaja

Kiedy my przybyliśmy na Chmielną w ofercie Bubbleology Polska było już dużo więcej smaków. Nie zapamiętałem wszystkich, jakie dane nam było spróbować, ale najbardziej polubiłem jednak napoje na bazie herbaty bez mleka (nigdy nie przepadałem za bawarką). Herbata plus arbuz, granat czy herbaciane mojito to doskonałe napoje na ciepłe dni.

20140322_123614 20140322_123619 20140322_123702 20140322_124500 20140322_125925 20140322_125931

Jak wspomniałem wcześniej, nie byłem w stanie zapamiętać wszystkich smaków, jakie dostaliśmy do degustacji, było ich chyba ze 20, ale  wiem jedno: bubble tea to świetna zabawa. Nie tylko fajny smak, ale właśnie zabawa. Zabawa w łączenie smaków, eksperymentowanie z żelkami czy tapioką, możliwości skomponowania ulubionego smaku jest właściwie nieskończenie wiele. W pewnym momencie przyłapałem się na tym, że jedne napoje piję z tapioką od razu, w innych najpierw wypijam herbatę, a żelki zostawiam na koniec. To trochę jak z Delicjami – jedni ogryzają biszkopcik, a dopiero później zjadają galaretkę, inni ciasteczko gryzą bez planu.

10154547_573037892794276_1861248131_n

Mnie osobiście uwiodło w Bubbleology jeszcze jedno. Pasja. Niesamowita pasja, jaką prezentują chłopaki. Widać ją na każdym kroku i słychać w każdym zdaniu. Jeśli im pozwolicie to godzinami będą opowiadać o tym, jak wymyślają nowe kombinacje.

1379421_478244642273602_1309173192_n

1175005_461911203906946_591429823_n

1075860_445681418863258_1906613316_n

942777_428429780588422_1045208299_n

A teraz kilka słów od Marcina:

Korzystając z podbytu Zorża w Warszawie udało mi się załapać na wizytę w Bubblelogy. Z samą bubble tea spotkałem się już wcześniej, jednak tym razem dane mi było spróbować naprawdę więkoszści dostępnych w lokalu kompozycji smakowych. Na czym to wszystko polega? Bierzemy herbatę – w tym przypadku zieloną albo czarną, dodajemy wedle uznania syropu smakowego oraz co najważniejsze zalewamy tą owocową herbatą tapiokę bądź smakowe galaretki lub kulki boba ( rodzaj owocowego syropu w strzelającej otoczce ).To tak na początek. Jak się później okazało bubble tea można podać jeszcze w formie milkshake’a oraz w opcji na ciepło bądź zimno. Jeżeli chodzi o możliwe to wyboru smaku, to ciężko byłoby je wszystkie wymienić tym bardziej, że smaki można ze sobą łączyć, tak jak tylko ktoś ma na to ochotę. Mi do gustu najbardziej przypadła czarna herbata z syropami liczi oraz truskawka – podana na zimno oraz miks owocowych kulek boba. W takiej formie jest to naprawdę bardzo orzeźwiający napój, który po zjedzeniu zawartych w nich żelek potrafi nawet zaspokoić mały głód :). 

Podsumowując: jeśli macie ochotę na smaczny herbaciany napój, lubicie eksperymentować ze smakami to koniecznie odwiedźcie laboratorium Bubbleology. Dobra zabawa gwarantowana. 

Ceny: Średni standardowy 12.90 zł, duży 14,90 zł, Średni Premium 14,90 zł, duży 15,90 zł, dodatki 1 zł.

Bubbleology – ul. Chmielna 26, 00-020 Warsaw, Poland

 

Burgery w klimacie Meksyku, czyli wizyta w Blue Cactus

Miała być rybka, a wyszedł kangur, czyli wizyta w Żur’aVina

Dodaj komentarz