Miałem nie jeść kurczaków co najmniej miesiąc, ale cóż, człowiek jest tylko człowiekiem, a reklama „wstrząsająco smacznych skrzydełek” utkwiła mi w pamięci na tyle, że kiedy szedłem obok Galerii Korona jakoś tak odruchowo wszedłem do środka i skierowałem swe kroki do boksu KFC.
Do wyboru mamy dwa kubełki – 5 Hot Wings + sos do wyboru za 9,95 zł i 14 Hot Wings z dwoma sosami za 25,50 zł. Ponieważ nie byłem jakoś specjalnie głodny, a poza tym to moje pierwsze spotkanie ze skrzydełkami w KFC (serio serio) i nie wiedziałem czego się spodziewać, zdecydowałem się na wersję z 5 skrzydełkami. Sos wybrałem BBQ.
Porcja nieduża, więc i recenzja będzie krótka.
Cała zabawa polega na wyciśnięciu sosu na skrzydełka, zatkaniu kubełka i energicznym potrząsaniu, tak by sos dokładnie pokrył skrzydełka. Zdjęcia po szejkowaniu nie mam, kiedy o tym pomyślałem ręce miałem już uklejone sosem.
Jak pisałem wyżej, w zestawie za 9,95 zł mamy 5 skrzydełek. Panierka chrupiąca, dokładnie pokrywała całe skrzydełka, a po wstrząsaniu też nie odpadała. Trochę się bałem, że mięsa na skrzydełkach będzie mało, ale na szczęście jest co ogryzać, choć i tak więcej tu zabawy niż jedzenia.
Sos mocno śliwkowy, dymny, klasyczny barbek. Całość przyjemnie ostra – nie zabija kubków smakowych, ale piecze tak akuratnie.
Podsumowując: Skrzydełka nie są przesadnie duże, więc taka porcja za 10 zł to raczej przekąska niż obiad. Jeśli jednak lubicie kuraka w panierce – można spróbować. Ja fanem tej potrawy nie zostanę, wolę skrzydełka bez panierki, ale nie ukrywam, że było to niezłe. Jednak przy następnej wizycie raczej dołożę 55 gr i wezmę Brazera, póki co to ciągle moja ulubiona pozycja w KFC.










