Czwartek dniem wołowinki, więc nie pozostało nam nic innego, jak odwiedzić jakiegoś nowego burgera. Padło dzisiaj na burgery sygnowane nazwiskiem Pana Tomasza Woźniaka. Lokal bardzo schludny, to już nie jest taka typowa burgerowania, dostajemy talerze oraz sztućce. Pierwsze co rzuca sie w oczy po dostaniu karty to ceny, jest tu po prostu drożej niż w większości okolicznych miejsc. Ale skoro już jesteśmy to zamawiamy. Wybieram ich firmowego House Burgera za 26 zł. W składzie plasterek salami, ser, sałata, karmelizowana cebula i oczywiście 150 gr mięsa. Wszystko to zapakowane w brioszkę, czyli maślaną bułkę – pierwszy minus. Maślana bułka pasuje mi do burgera podobnie jak maślana pita do kebaba. Karmelizowana cebula, chociaż było jej sporo, niestety nie miała żadnego smaku i nic by się nie zmieniło, jakby jej nie tam nie było , a głównie dla niej zamówiłem tego burgera, sałata lekko przypalona ( czasem wręcz czarna ), ser jedynie czuć w tle, bułka słodka – to mówi samo za siebie jak już pisałem. Czas powiedzieć o mistrzu ceremonii, czyli 150gramach wołowiny z krowy rasy Angus, ręcznie formowanej: ręcznie formowana to ona jest, ale smaku to mięso nie miało. Było po prostu niedoprawione, czuć, że może jakościowo jest dobre, ale szczypta soli i pieprzu nie zaszkodziłaby. Panie Tomaszu, za takie pieniadze oczekujemy tego, że jeżeli Pan własnoręcznie nie przygotowuje mięsa, to robi Pan swoim kucharzon ostry trening. Całość podana jest jeszcze z połówką ogórka kiszonego. Na plus zasługują ich sosy tj. keczup i musztarda. Keczup ( z 25 pomidorów ) chyba naprawde sami robią, bo jest pyszny, słodki, ale naprawdę dobry. Musztarda rownież niezła, tutaj niestety nie wypowiem się czy jest własnoręcznie robiona, ale z chęcią jadłbym ją w domu. A teraz o głównym minusie tego wyjścia. Mój House Burger – najdroższy w menu (za 26 zł) zawierał wszystko. Drugi, którego wzięliśmy to Classic Buger za 22 zł, czyli mięso, sałata, cebula surowa i pomidor – nie zawierał sera, tak więc poprosiliśmy, żeby zrobili go z serem. Jakie było nasze zdziwienie, kiedy przy rachunku okazało sie, ze ów plasterek sera kosztował 5 zł, co sprawiło, że najprostszy burger z dodatkowym serem staje się najdroższym burgerem w lokalu.
Parę słów podsumowania. Ten burger nie był zły, składniki same w sobie były pojedynczo może i smaczne, ale wszystkiemu zabrało przyprawienia. Niestey cena jest zupełnie nieadekwatna do tego co za te pieniądze otrzymujemy, płacąc ponad 50 zł za dwa burgery bez dodatów ( pomijam oczywiście te dwie połówki ogórka ), od lokalu oczekiwałbym czegoś jednak naprawdę lepszego, czegoś co zachęciłoby mnie do powrotu tam. Ja niestety nic takiego nie znalazłem.
Burger Kitchen znajdziecie na ul. Widok 8 w Warszawie. MAPA.
Burgera opisał i sfotografował bardzo rozczarowany Marcin Malinowski.








