„Totalna fastfoodowa masakra” – tak mógłby nazywać się film opisujący cudowne piątkowe popołudnie. Udałem się na dworzec PKP w Poznaniu, który już niedługo ma zostać zniszczony lub przebudowany na hotel – obok niego powstaje właśnie (nareszcie) czysty i nowoczesny dworzec PKP połączony z centrum handlowym. Czując nadciągający koniec tego okropnego, starego budynku, który jak dla mnie zawsze był synonimem brudu i brzydoty, postanowiłem pójść i zrobić coś, co za jakiś czas będzie (mam nadzieję) niemożliwe, czyli zjeść w jednym z tamtejszych lokali – odwiedziłem Bistro u Ani przy peronie 4 .
Menu to typowy fast food: hot-dogi, zapiekanki, hamburgery. Czystość stolików zdecydowanie nie zachęca do zjedzenia czegokolwiek. Sam zapach, mówiąc łagodnie, też nie jest czymś co jest pozytywną wizytówką tego miejsca. Ja jednak jestem twardy i postanawiam zamówić dwa dania. Brak mi odwagi na zamówienie Bigosu z kiełbasą (według reklamy jest on podobno specjalnością tego lokalu), ponieważ widzę jak jeden z klientów usiłuje jeść to danie i idzie mu to niezwykle topornie (i wcale się mu nie dziwię, bo bigos wyglądał co najmniej podejrzanie).
Zamawiam więc Zapiekankę szwedzką w wielkości średniej za 6,9 zł.
Dostaję!
Oczom nie wierzę!
Mokra i niedobra papryka konserwowa (Nieeee lubię tego!) połączona z moją ulubioną cebulką prażoną, to coś czego się nie spodziewałem. Jest totalnie źle! Pierwszy gryz i dociera do mnie bukiet smaków tego potworka, sprawiając, że nie mogę na spokojnie wziąć drugiego gryza. Może 10-15 lat temu można było coś takiego podać, ale dzisiaj?!?!?!?!? Dla mnie to jest gwałt na kubkach smakowych każdego podróżnego, który zdecyduje się to zamówić. Nie chcę czymś takim zapychać swojego żołądka. Ta podróba zapiekanki ląduje w koszu.
Po chwili trafia do mnie druga pozycja, Hot-Dog zapiekany z serem w wersji dłuższej za 7,5 zł. Dołożyłem sos czosnkowy.
Zdjęcie chyba mówi samo za siebie. Jak dla mnie potwornie obrzydliwy, tłusty wyrób seropodobny (koło sera to nawet nie leżało), a parówka bardzo przeciętna, brrrrr .
Nie chcę wyrzucać z siebie wulgaryzmów, powiem tylko na spokojnie, że mam nadzieję, iż wraz ze zburzeniem starego dworca PKP znikną też z gastronomicznej mapy Poznania takie właśnie punkty, bo są one TOTALNĄ ANTYREKLAMĄ naszego miasta.
Chciałbym zakończyć czymś pozytywnym … hmmm, tylko czym?. O! może tym, że oba potworki były zapiekane w opiekaczu i były chrupiące, a zapiekanka przed włożeniem do opiekacza nie była mrożona (widziałem dostawę zapiekanek), ale niestety pomimo ogromnego głodu nie zjadłem nawet połowy, ani hot-doga ani zapiekanki. Ja tam JUŻ NIGDY nie wrócę, wiem to na pewno.
Nastały troszkę inne czasy, które mam nadzieję sprawią, że o takich lokalach nasze dzieci będą czytały już TYLKO w podręcznikach do historii.
PS. Qń ma ogromny sentyment do imienia ANIA i gdy tylko zostanie prezydentem miasta Poznania, to już pierwszego dnia swojego sprawowania urzędu zabroni używać takim lokalom tak pięknej nazwy :)


















