Kontynuując temat dworcowego jedzenia wracamy do Warszawy. Na ulicy Puławskiej, przy stacji Metro Wilanowska znajdują się stanowiska Polskiego Busa. Wracałem do Kielc PB właśnie, a do odjazdu miałem jeszcze godzinę, więc korzystając z okazji przejrzałem ofertę usytuowanych tam bud z jedzeniem. Królował kebab, ale moją uwagę przykuła budka Doghouse, oferująca włoskie frytki i kilka rodzajów hot dogów.
[singlepic id=602 w=320 h=240 float=]
Na frytki ochoty nie miałem, ale hot doga wciągnę zawsze, tym bardziej, że te oferowane przez DOGHOUSE mocno odbiegały od klasyki dostępnej w większości budek z jedzeniem. Mój wybór padł na hot doga pod nazwą California. W jego skład wchodzi bułka, keczup, bekon, sos Nachos, cebula i kukurydza. Jeśli chodzi o składnik główny, to poza standardową parówką, za dopłatą 1 zł możemy wybierać między kiełbasą białą (gotowaną lub pieczoną), kiełbasą czerwoną wieprzową pieczoną, a za 2 zł kiełbasą pikantną merguez. Zdecydowałem się na czerwoną, z postanowieniem, że jeśli będzie mi smakować wezmę jeszcze innego hot doga z ową pikantna kiełbaską. Po kilku minutach moja California była gotowa:
[singlepic id=603 w=320 h=240 float=]
[singlepic id=604 w=320 h=240 float=]
Bułka spora, jakościowo dobra, miękka i zwarta, jednak niezbyt ciepła. Keczup podły, sos Nachos dawał lekką ostrość, ale smak miał bardzo przeciętny. Kukurydza i cebula – wiadomo. Bekon wysmażony dobrze, trochę chrupki, trochę soczysty. Kiełbasa… Tutaj polegli. Co prawda była soczysta, ale słona jak diabli. Ja lubię sól, nawet bardzo, jednak tej kiełbasy nie dało się jeść. Porażka. Połowę zostawiłem.
Podsumowując: pomysł świetny, wykonanie słabe. Może dlatego, że byłem tam przed samym zamknięciem? Może składniki zleżały i przez to zesłoniały? Nie wiem. Szkoda, bo miałem ochotę spróbować jeszcze innych hot dogów. Gdybym miał oceniać w skali 1 – 5, to za sytość dałbym mocną 4, ale smak oceniłbym tylko na 2,5. Za hot doga zapłaciłem 8,99 zł (7,99 zł „podstawa” + 1 zł kiełbasa).






