Co robić, a czego nie robić na Facebooku - Street Food Polska
close

Co robić, a czego nie robić na Facebooku

0udostępnień
12 października 2014artykuł1597Przeglądy

Na początek kilka słów wstępu. Dzisiaj nietypowo. Nie będzie to recenzja. Będzie to spis tego, co doprowadza mnie do białej gorączki, kiedy przeglądam fanpejdże lokali i punktów gastronomicznych na Facebooku. Nie jestem specjalistą od social mediów, pewnie wielu rzeczy nie zauważam, ale chciałbym pokazać, co z perspektywy przyszłego klienta wkurza mnie najbardziej.

Żarty – czyli chciałbym być kabareciarzem…

Masz już ponad 18 lat, prowadzisz lokal gastronomiczny albo tylko jego stronę na Facebooku, zawsze byłeś duszą towarzystwa i wszyscy śmiali się z Twoich dowcipów. Od czasu do czasu wrzucasz na stronę, którą prowadzisz jakiś dowcip czy śmieszny obrazek z kotem bądź bez. Nie od dziś wiadomo, że internet to w 48% procentach porno, 48% stanowią zdjęcia śmiesznych kotków a 2% to użyteczne informacje. Wszystko ok, ale uważaj. Dowcip czy obrazek który zamieścisz nie wszystkim może się spodobać. Bardzo łatwo można przekroczyć niemal niewidoczną granicę niesmaku. Jeśli dowcip czy obrazek jest w jakiś sposób nawet luźno powiązany z tematem gastronomii to w porządku, ale jeśli wchodzę na stronę jakiegoś lokalu i widzę to:

10612648_1499934780264909_3062083528071240471_n

wraz z podpisem  „Są tacy którzy nie wierzą w to, że Smok Wawelski istniał na prawdę. Są tacy którzy nie wierzą w to, że serwujemy najlepsze burgery w mieście Kraka. Komunikat dla nich” , to opadają mi ręce, nogi i wszystko inne. W ten sposób płynnie dochodzimy do kolejnego problemu.

Zbytnia pewność siebie – nie sprzedałem jeszcze ani jednego burgera, ale to właśnie moje są najlepsze w mieście/województwie/kraju.

Jak płachta na byka reaguję na napisy – najlepsze burgery w mieście. Nie ma znaczenia, czy jest to napis na lokalu, ciężarówce, czy na Facebooku. Odrobina pokory, nawet jeśli Twoje burgery są świetne, to nigdy nie zadowolisz wszystkich. Druga sprawa jest taka, że widząc taki napis automatycznie wymagam od lokalu więcej i najczęściej bardzo mocno się rozczarowuję. Zdarza się tak, że taki tekst pojawia się na Facebooku przed otwarciem lokalu. To jest już drobna przesada.

Brak menu – robię rzeczy świetne ale musisz do mnie przyjść żeby poznać ceny.

Całkiem niedawno na Facebooku pojawiła się możliwość załączenia pliku w formacie pdf do treści strony. Od zawsze można tam też publikować zdjęcia. Część lokali jednak ma to w głębokim poważaniu i tai swoje menu przed światem. Całkiem niedawno wybuchła afera z udziałem francuskich kucharzy którzy chcieli zabronić robienia i publikowania zdjęć ich potraw. Tłumaczyli się, że nie chcą aby inni kopiowali ich dania i kompozycje na talerzach. Podejrzewam jednak, że menu tych lokali jest szeroko dostępne w sieci. Jadłospis jest dla przyszłego klienta rzeczą najciekawszą obok zdjęć potraw. Nie rozumiem, dlaczego część lokali kompletnie to ignoruje. Kiedy mam do wyboru lokal z menu dostępnym w internecie i taki, który jadłospisu nie zamieszcza, choćby nie wiem co pójdę do tego pierwszego.

Brak podstawowych informacji o lokalu – serdecznie zapraszamy, ale nie wiemy o której uda nam się otworzyć.

Jeśli nie zamieszczasz zdjęć menu to zapewne nie publikujesz również godzin otwarcia swojego lokalu. Świetnie, to kolejna informacja która powinna być głęboko ukryta, żeby potencjalni klienci się na nią przypadkiem nie natknęli. A jeśli już godziny otwarcia są dostępne, to otwórz lokal dwie godziny później. Jak najprościej pozbyć się klienta i pozbawić się jego pieniędzy? Pozwolić mu ‘pocałować klamkę’ lokalu w godzinach jego otwarcia.

Zdjęcia moich potraw – wszystkie ze stocka.

Jak już wspomniałem, klienta interesują potrawy które przyrządzasz. Nie muszą to być zdjęcia piękne, nie muszą być idealne. Klient doceni zdjęcia pokazujące Twoje potrawy. Klient zauważy jeśli będziesz podkradał zdjęcia ze stron oferujących darmowe grafiki i podpisywał jako swoje. Zdjęcie gorszej jakości, ale Twojej potrawy jest lepsze niż zdjęcie świetnej jakości pobrane za darmo albo podkradzione z innej strony.

Polemiki z klientem – czy klient zawsze ma racje?

Nie zawsze, pewnie w większości przypadków jej nie ma. Nikt w internecie nie wymaga żeby zwracać się do niego per Pan/Pani, ale lekceważący i ironiczny ton odpowiedzi na pytanie da się wyczuć bez problemu. Kiedy zamiast zakończyć dyskusję osoba odpowiedzialna za stronę na siłę stara się przekonać przyszłego klienta do swojej racji to coś nie gra. Administratorzy powinni mieć cierpliwość matki noworodka i być równie ostrożni. Podobnie kłuje w oczy brak odpowiedzi na pytanie klienta. Nikt nie lubi rozmawiać ze ścianą.

Język, ortografia, literówki – nie musisz być Adamem Mickiewiczem skrzyżowanym z prof. Bralczykiem i prof. Miodkiem żeby pisać poprawnie.

Kiedyś żeby pisać poprawnie ortograficznie, w razie wątpliwości trzeba było sięgnąć po słownik ortograficzny. Dzisiaj mamy możliwość pisania w programach do edycji tekstu które podkreślają nam błędy. Mamy możliwość zainstalowania słownika robiącego to samo w przeglądarce internetowej. Nie rozumiem, jakim cudem na niektórych stronach zdarzają się błędy ortograficzne. Po prostu tego nie ogarniam. Ze stylem pisania nie jest już tak łatwo. Nie każdy ma umiejętność rzeczowego przenoszenia swoich myśli na papier czy ekran komputera. Czasami wystarczy podesłać tekst komuś kto go sprawdzi i poprawi, albo zlecić pisanie komuś kto robi to lepiej. Literówek niestety słowniki nie podkreślają, ale wystarczy raz przeczytać tekst po jego napisaniu, żeby je wyeliminować. A mało rzeczy tak kłuje mnie w oczy jak literówka.

Jaki jest więc idealny przepis na udaną stronę? Nie ma jednego idealnego. Co ja lubię? Krótkie, rzeczowe posty napisane jasnym i przejrzystym językiem. No chyba, że ktoś pisze tak fascynujące rzeczy jak Pani Administrator z krakowskiego Slow2go. Tak, wiem, że zdjęcia są ze stocka. Ale w tym przypadku zupełnie mi to nie przeszkadza.

To chyba tyle z moich prywatnych obserwacji. A Wam co przeszkadza w kontakcie z administratorami stron lokali gastronomicznych na Facebooku?

Strona Slow2go na Facebooku: https://www.facebook.com/pages/Slow2go/202044793339187?fref=ts

MICHAŁ TURECKI

Bar Mleczny Centralny – żywa legenda.

Po włosku na obiad, czyli Pizzeria Di Mazzarino

Dodaj komentarz