Jakie są nasze koleje każdy wie – potrafią umilić podróż delikatnym opóźnieniem. A jak wiadomo głód jest najlepszym kucharzem, dlatego wracając z Sopotu ze 130 minutowym opóźnieniem postanowiłem sprawdzić kilka pozycji z nowego menu w Warsie. Na karcie wygląda to bardzo pięknie – wszystko przygotowywane jest ze świeżych składników….przyrządzane z dbałością o każdy szczegół.
Dobra koniec żartów – zamawiamy.
Na pierwszy ogień idą pierogi w dwóch wersjach: ruskie oraz z mięsem (17,5 zł). Pierogi dostajemy posklejane tak bardzo, że nadziewając jednego, nie ma możliwości nie oderwania kawałka ciasta z drugiego. W smaku są sporo poniżej jakiegoś akceptowalnego poziomu. Tak jak w pierogach z mięsem dało się jeszcze wyczuć delikatną nutkę mięsa, tak w ruskich jedyne co daje się wyczuć to ciasto. I to będzie chyba główny mankament tego wytworu – zdecydowana przewaga ciasta nad farszem. Szczerze mówić, gdyby z pierogów ruskich wyjąć farsz, nie zrobiłoby to wielkiej różnicy w ogólnym smaku dania. Tak więc pierogom z Warsa mówimy stanowcze nie.
Oczywiście nie poddałem się tak łatwo i szybciutko zamówiłem jeszcze klasycznego burgera wołowego z miksem sałat, duszoną czerwoną cebulą, miksem sałat, ketchupem i majonezem (19,5 zł) – no przynajmniej tak miało to wyglądać. Powiem Wam szczerze – była to jedna z gorszych rzeczy jakie jadłem w życiu. Serio. Pomijam już nawet niesamowicie nieapetyczny sposób podania, który zachęcał do wielu rzeczy, ale na pewno nie do zjedzenia tego burgera. Bułka – oczywiście wypakowana chemią, pakowana próżniowo, była dodatkowo przypalona od środka. Miks sałat to po prostu drobno porwana sałata lodowa, a duszona czerwona cebula nie była ani duszona, ani czerwona. Były to resztki po przesmażonej cebuli, która służyła do przyozdobieniu zamawianych wcześniej pierogów. No i doszliśmy w końcu do ostatniego aktu tego dramatu, czyli mięsa. Oczywiście nie wymagam, żeby ktoś w pociągu przygotował mięso według mojego upodobania, ale autentycznie brak mi słów, żeby opisać to co znajdowało się w tej bułce. Smakowało jeszcze gorzej niż wyglądało, a jak wyglądało możecie sami ocenić po zdjęciach.
Tym miłym akcentem zakończyłem swoją przygodę z nowym menu Warsa. Tym razem nie będę pisał żadnego podsumowania, bo po prostu nie ma czego podsumowywać :)








