Zarzekałem się po ostatniej wizycie w VooDoo, że jeszcze tam przyjdę by zaznajomić się z klasyką nowoorleańskiego street fooda, czyli kanapką Po’Boy. Tak się złożyło, że miałem dziś bardzo „zalatany” dzień i około 15-ej zaczął mi doskwierać mały głód. A że dopadł mnie był akurat na Sienkiewicza, kilka metrów od wzmiankowanego lokalu… Wybór był oczywisty. Wszedłem więc do środka. Pierwsze co rzuciło mi się w oczy, to wisząca przy barze ogromna szynka serrano.
Czyli pizzę z tą szynką można już zamawiać. To dobra wiadomość, ale miałem dziś chęć na nowoorleańską klasykę. Usiadłem i zamówiłem więc kanapkę, która spędzała mi sen z powiek przez ostatni tydzień, czyli
Nazwa tej kanapki to zbitka słów „poor boy”, czyli „biedny chłopiec”. Podobnie jak pizza we Włoszech, Po’Boy było pierwotnie daniem biedoty – kawałek bułki, w którą wsadzało się to co akurat było w domu: pomidor, ścinki mięsa, resztki warzyw, dla dzieciaków z nowoorleańskich ulic był to często jedyny posiłek. Kreole doprowadzili to danie do rangi sztuki – w Nowym Orleanie najczęściej występuje wersja z wołowiną po kreolsku. To co wyróżnia Po’Boya od innych klasycznych amerykańskich kanapek to pieczywo – robi się go z francuskiej bagietki. W VooDoo Steak House & Pizza Po’Boy jednak nie jest z bagietki – nie jest to zarzut, bowiem okazuje się, że bułka pieczona jest na miejscu (wcześniej pieczywo zamawiane było z lokalnej piekarni, ale jak się dowiedziałem, piekarnia owa nie wywiązała się z umowy, stąd pomysł – bardzo dobry! – z własnym pieczywem).
A więc, wracając do meritum, czyli kanapki: Bułka, jak wspomniałem, pieczona na miejscu, puszysta, z chrupiącą skórką, mięciutka, podgrzana – idealna. W środku znajdziemy soczyste paski pieczonej wołowiny, świeżego ogórka, świeżą paprykę, cebulę białą i czerwoną oraz sos majonezowy(chyba nic nie przeoczyłem). W sumie jedna z najsmaczniejszych kanapek, jakie jadłem. W porównaniu do Luizjana Burgera nie jest tak sycąca, ale też Po’Boy sprzedawany jest jako przystawka, a LB jako danie główne. Po’Boy kosztuje 12,50 zł i moim zdaniem kanapka warta jest tej ceny – świetna alternatywa dla kebaba pod względem sytości, a miłośników kanapek na ciepło na pewno uwiedzie smakiem. Zasadniczo po dodaniu kilku kropli tabasco mamy doskonała zakąskę do piwa. Na koniec mam jedną uwagę – brak serwetek! W przypadku innych dań dostaje się sztućce zawinięte w serwetki, Po’Boya je się rękami i jest potem problem. A przecież wystarczy podać na stół serwetnik.
Miałem zjeść tylko Po’Boya i lecieć dalej, ale tak się rozochociłem, że postanowiłem iść za ciosem i poznać kolejne danie, z którego Nowy Orlean słynie, czyli zupę
Opinie wulgarne, wyglądające, jak nachalna reklama, reklamy itp. będą usuwane.








Przekonałeś mnie, już jakiś czas się tam wybieram i wybrać nie mogę, ale teraz już na bank tam zawitam na gumbo i LB
Warto, warto. Jedno i drugie dobre. Co prawda nie byłem tam jakis czas, ale mam nadzieję, że poziom utrzymują