Qń w krainie smaków, czyli Restaurant Day w Poznaniu - Street Food Polska
close

Qń w krainie smaków, czyli Restaurant Day w Poznaniu

0udostępnień

16 listopada postanowiłem ubrać wygodne buty i ruszyć ochoczo w miasto w poszukiwaniu jednodniowych restauracji, które powstały w różnych miejscach Poznania w ramach „Restaurant Day”.

Muszę przyznać, że cała impreza doprowadziła mnie do dość zaskakujących odkryć i przemyśleń.

Dzień niestety rozpoczął się od poważnej awarii aparatu fotograficznego, ale dzięki uprzejmości Students Kitchen i chyba lekkiemu zbiegowi okoliczności, mamy świetne zdjęcia.

Restaurant Day to krótko mówiąc dzień, w którym otwierają się różnego rodzaju jednodniowe restauracje – no i już tu zaczynają się w mojej głowie „schody”. Bo jeżeli coś jest jednorazowe i nastawione na to, że jutro już tego nie będzie, to czy przypadkiem nie daje to możliwości nie starania się za bardzo, nie dbania o szczegóły?

Ze względów czasowych i finansowych trudno byłoby mi odwiedzić w jeden dzień te dwadzieścia kilka restauracji, dlatego postanowiłem skupić swoja uwagę tylko na niektórych.

995235_327853984024297_656297450_n 1425684_710715555620169_666837906_n 1451397_1434811063413559_405026627_n 1456698_659810197373048_944145959_n 1459140_710716515620073_436641359_n 1459738_327853434024352_685266818_n 1471379_327854384024257_1215685210_n 1474617_710717348953323_394974165_n DSC01187 DSC01202 DSC01203

Jednym z miejsc gdzie powstało w tym dniu kilka restauracji była Strefa Kultywator . Na co dzień to głównie „machina do spulchniania i użyźniania gleby kulturalnej”, a dziś użyźniali też nasze żołądki. Dano tu nam możliwość spotkania szerokiej palety barwnych ludzi z pasją do gotowania. Można było zjeść burgery, różne ciasta, muffinki, dania kuchni hiszpańskiej czy też rarytasy dla wegan. Dla każdego coś dobrego.

Zacząłem od przygody z Hummusem. Moja ocena tego dania byłaby dość mało obiektywna, bo zdecydowanie nie jestem specjalistą w tym temacie, dlatego przyszedłem tu z kimś, kto dla mnie jest papieżem weganizmu w Poznaniu (Rafał – dzięki za wspólnie spędzony czas).

Zamawiamy porcję i otrzymujemy danie na papierowej tacce (10 zł).

996045_584433154943957_2047509416_n 1456020_1434753340085998_1374522453_n DSC01170 DSC01171 DSC01172

Ta potrawa to dla mnie totalne zaskoczenie. Nie wiem, może kiedy jadłem je wcześniej nie było tak ciekawe, tak smaczne albo może moje kubki smakowe nie były wtedy na nie gotowe. Tym razem jest to poezja smaku. To dzieło stworzył Habemus Hummus. Mój kolega po zjedzeniu tego dania miał wypisaną radość i usatysfakcjonowanie na twarzy, szeroko się uśmiechając rzekł: „Ależ bogactwo smaku! W Poznaniu nie znajdziesz lepszego. Gdyby Habemus Hummus postawili gdzieś w Poznaniu jakiś food truck z tym daniem, zaglądałbym do nich na pewno często!”. Zdecydowanie podzielam zdanie Rafała. Może nie wygląda na takie, ale to naprawdę było wyborne.

Kolejny krok to słodkości od Insulina.

644522_1434753420085990_390903344_n 936026_687764504582097_1349465449_n 1461083_584436271610312_1490992518_n DSC01173 DSC01179 DSC01180 DSC01227 DSC01242 1476767_1436246236603375_1008076600_n

Stojąc i słuchając z jaką pasją dziewczyny opowiadały o tych ciastach, mój znajomy z uśmiecham spojrzał na mnie mówiąc: „Chciałbym, żeby moja kobieta z taką pasją i czułością opowiadała o mnie”. MIŁOŚĆ i SZACUNEK DO JEDZENIA –tak najkrócej mógłbym opisać to co otrzymałem, oprócz kawałka ciasta, za te kilka złotówek od restauracji Insulina.

Na koniec miałem ogromną przyjemność najpierw porozmawiać z ekipą Merienda – tortilla & tapas a następnie wypróbować ich tortille. Były 2 wersje:

  1. dla mięsożerców – z przepysznym chorizo i jamon serrano oraz

  2. dla wegetarian – z serem brie i szpinakiem.

Fajnie kiedy masz możliwość nie tylko zjeść, ale i porozmawiać z ludźmi, dla których to danie to wspomnienie i smak dzieciństwa.

1454707_584436421610297_1047906259_n 1470278_584436351610304_1667403455_n DSC01206 DSC01209 DSC01210

Porcja kosztowała 10 zł i była kolejnym dowodem na to, że zamiast otwierać kolejny punkt z burgerami może ktoś wpadnie na pomysł, by sprzedawać innego rodzaju przekąski, to danie np. idealnie nadawałoby się do sprzedaży na wynos.

Sergio! Zacznij działać, czekam na dzień od kiedy będę mógł jeść Twoje pyszności na co dzień.

By mieć lepszy obraz całości, poszedłem odwiedzić jeszcze kilka punktów, ale z przyczyn czysto finansowych i zdrowotnych nie byłem w stanie spróbować większej ilości dań.

Sama idea Restaurant Day jest świetna. Jest kolorowo, różnorodnie, smacznie. Każdy na pewno znajdzie coś dla siebie.

Dla mnie chwilami wyglądało to trochę jak zabawa w gotowanie. Brakowało mi momentami lepszego podejścia do klienta, higieny i estetyki podania dań. Z jednej strony zdaję sobie sprawę z tego, że w tym dniu gotują pasjonaci, amatorzy, ale z drugiej strony oni powinni pamiętać, że szeroko pojęta higiena podczas sporządzania i podawania posiłków to rzecz najważniejsza. Nie chcę wskazywać konkretnych lokalizacji gdzie miało to miejsce, ale rada (a raczej prośba) na przyszłość: warto, żeby osoby gotujące i podające jedzenie klientom miały czyste paznokcie i spięte włosy (niestety byłem świadkiem jak długie włosy jednej z pań dotykały jedzenia, które było przeznaczone do sprzedaży – to poważny, wręcz niedopuszczalny błąd).

Po tym całym dniu poczułem, że chyba mimo wszystko boję się jeść w przypadkowych miejscach, od przypadkowych ludzi. Postanowiłem, że następnym razem przyjrzę się bliżej osobom biorącym udział w Restaurant Day.

I taka prośba na sam koniec: jeśli klient pyta o to czy sprzedająca osoba posiada wymagane badania uprawniające do pracy w gastronomii, czy prosi o paragon to naprawdę nie traktujmy jej jak dziwaka lub hejtera szukającego dziury w całym. Takie są standardy, więc może zamiast marszczyć brwi warto wytłumaczyć dlaczego tego dnia jest troszkę inaczej.

Ja na pewno pojawię się na kolejnej edycji tej imprezy, bo sam pomysł bardzo mi się podoba, ale organizatorzy muszą zdać sobie sprawę z tego, że brak higieny i estetyki na niektórych stoiskach (za które jako organizatorzy biorą odpowiedzialność) może dość mocno w przyszłości zniechęcić potencjalnych klientów! Mimo wszystko mam nadzieję, że z każdą kolejna edycją będzie już tylko lepiej, bo w końcu wszyscy uczymy się na błędach.

Specjalne podziękowania dla Students Kitchen za udostępnienie zdjęć: http://studentskitchenblog.blogspot.com/.

Autorem wpisu jest Qlinarny Qń.

Włoskie śniadanie w Krakowie, czyli wizyta w Al Capone.

Zachciało nam się kebaba, więc zamówiliśmy pizzę

Dodaj komentarz