Jak głupio stracić 12 zł, czyli zimny kebab w Aslanie

UPDATE.  ASLAN odszedł w niepamięć. Nie będzie nam go brakować. Karm dobrze, albo giń

 

Minął rok od czasu, kiedy kupiłem tam paskudną tortillę. Wtedy lokal ten nazywał się Osama vs Obama. Teraz nazywa się Aslan. W sobotę w nocy miałem chęć na kebab, a bawiłem się akurat na ulicy Bodzentyńskiej. Oczywisty wybór – Yassin. No ale z drugiej strony… Minął rok, zmiana nazwy więc może i zmiana złych zwyczajów? A więc Aslan. Coś Wam powiem – jeśli w odległości 10 – 15  m od siebie jest 5 punktów sprzedających kebab, a tylko w jednym nie ma ludzi, to coś z tym jednym jest nie tak. Przekraczając prób pustego Aslana czułem dreszczyk emocji – jak będzie tym razem?

Wybrałem kebab „barani” duży w bułce. 12 zł. Pani informuje mnie, że mięso jest niedawno założone i muszę poczekać 20 minut – zapamiętajcie to: 20 minut, to ważne.
Zgadzam się. W sumie chyba do tej pory nie miałem okazji kosztować mięsa z beli jako pierwszy ;)
Pani woła koleżankę, żeby pomogła jej przy mięsie. Upłynęło około 2 minut od złożenia zamówienia. Z zaplecza wychodzi druga pani. Rzut oka na mnie i chyba dochodzi do wniosku, że jestem w stanie agonalnym (bo nie umiem inaczej wytłumaczyć tego, co stało się za chwilę).
Myk, myk – minęło może 3 minuty i… tadam! Mój kebab jest gotów! 17 minut przed czasem !!! Rekord świata! Odbieram i wychodzę. Na pierwszy rzut oka wygląda dobrze – tureckie pieczywo, dużo mięsa:

I tyle dobrego można o kebabie można powiedzieć. Bo: mięso zimne, prawdopodobnie wyjęte z lodówki (mam nadzieję, że nie leżało sobie gdzieś luzem). Bułka – zimna. Nawet na sekundę nie trafiła na opiekacz. Sos i surówki – a jakże, zimne. Nie dało się tego jeść…  Zjadłem kilka kawałków zimnego mięsa i mój żołądek powiedział: pas! Totalny absmak zaatakował moje kubki smakowe. Doniosłem toto do miejsca, gdzie były krzaki i zostawiłem ptakom (mam nadzieję, że przeżyły):

Nie pojmuję tego. Przy takiej konkurencji klienta powinno się dopieszczać, a nie traktować jak świnię, co wszystko zeżre. Nie dziwi mnie, że lokal w sobotnią noc świeci pustkami. 5 metrów dalej jest Yassin, gdzie na kebab czeka się w kolejce. Taniej, smaczniej, cieplej, więcej. Taki syf jak w Aslanie ostatni raz dostałem w Realu.

Podsumowując: Aslan nieodwołalnie trafia na listę Strzeż się tych miejsc. Jeśli chcecie wyrzucić pieniądze w błoto to lepiej zróbcie to dosłownie – ktoś znajdzie i się ucieszy, a Wy nie będziecie mieli pretensji do samych siebie. Odradzam wizytę w tym lokalu, chyba, że macie ciągoty masochistyczne.

Zgadzasz się z nami? Nie zgadzasz? Masz własną opinię? Skomentuj ten post!
Opinie wulgarne, wyglądające, jak nachalna reklama, reklamy itp. będą usuwane.



There are no comments

Add yours