Szarpajmy jadło na sztuki, czyli cmentarne jedzenie - Street Food Polska
close

Szarpajmy jadło na sztuki, czyli cmentarne jedzenie

0udostępnień

Dziś prawdziwych odpustów już nie ma, chciałoby się sparafrazować słowa popularnej piosenki. Straganów obwieszonych tandetnymi świecidełkami, zabawkami z ceną o 500% przekraczającą sklepową, pistoletami na kapiszony czy korki… Stop! To nie odpust, to 1 listopada, dzień Wszystkich Świętych na podkieleckim cmentarzu! Dzień zadumy i pamięci o zmarłych, przynajmniej teoretycznie. Kiedyś pod cmentarzem w takim dniu (przynajmniej w Kielcach i okolicach) można było kupić typowo cmentarne wyposażenie – znicze, kwiaty, zapałki etc. Od jakiegoś czasu jednak zmienia się nasze podejście do refleksji i zadumy. Nieśmiało pojawiają się pierwsze stragany z obwarzankami i stoiska z watą cukrową oraz popcornem. Zwyczajem warszawskim zagościnała nawet Pańska Skórka w cenie 1,50 zł za kawałek.

20151101_122817 20151101_123028 20151101_123037 bez nazwybez nazwy

Słodka, twarda i co tu kryć – smaczna. Choć osobiście wolę flaki po warszawsku lub takąż golonkę. Nie pisałbym tej recenzji jednak, gdybym miał opisać tylko Pańską Skórkę lub watę cukrową. W tym roku bowiem na cmentarzu w podkieleckiej Cedzynie zauważyłem…

20151101_123422

Choć wygląd sugeruje, że w środku znajdziemy słodycze, idąc w stronę parkingu zajrzałem i… przystanąłem. W menu bowiem zobaczyłem tosty, hot dogi, hamburgera i zapiekankę. Chwila rozterki i zapada decyzja – taka okazja powtórzy się dopiero za rok. Biorę. Zamawiam wszystkie 4 pozycje, jednak muszę zrezygnować z zapiekanki – czas oczekiwania na nią wyniósłby ponad 15 minut, a korek wyjazdowy zdawał się powiększać coraz bardziej. Zatem odpuszczam zapiekankę i zamawiam tosty (2 sztuki za 7 zł), hot doga (także 7 zł) i czisa (7 zł).

Hot dog gotowy był jako pierwszy:

20151101_124441 20151101_124445

Ciekawy sposób podania, nieprawdaż? Z jednej strony folia gwarantuje dłuższe utrzymanie ciepła, z drugiej bułka została rozkrojona całkowicie, więc jedzenie bez „podkładki” skutkowałoby zgubieniem większości składników. Bułka to typowa marketowa bułeczka do hot dogów. Nie mam nic przeciw takiej bułce, o ile podgrzana jest na parze. Tutaj nie była, więc smakowała suchawo. Zwykła parówka, do tego sałatka szwedzka w formie pikli i nieco świeżych warzyw. Oraz keczup i musztarda. W smaku całość ani przesadnie dobra, ani drastycznie zła. Ot, typowy fast foodowy hot dog. Nie oczekiwałem jakichś fajerwerków, więc i zawiedziony specjalnie nie byłem.

Hamburger, a właściwie cheeseburger. Tutaj już zrobiło się ciekawie. Niby za 7 zł nie spodziewałem się niczego innego, ale Bogiem a prawdą nie przypuszczałem, że takie klasyki polskiej gastronomii z początku lat 90 XX wieku są jeszcze w obiegu. Ano są.

20151101_124630 20151101_124633

Bułka z mikrofali, kotlet z gatunku tych gotowców o 30% zawartości mięsa, tylko solidny plaster żółtego sera typu gouda wyglądał nieźle. Plus sałata, pikle, jak w hot dogu i tyle. Wzruszyłem się. Nie dlatego, że było dobre, bo nie było, ale dlatego, że takiego smaku już kilka lat nie zaznałem. Od razu przypomniały mi się czasy sprzed wybuchu mody na prawdziwe burgery, czasy nocnych wizyt w fast foodowych budach, które ratowały życie lub pozwalały nabrać sił przed dalszą wędrówką od klubu do klubu. Nikt od tych kanapek nie wymagał smaku, miały tylko nieco napełnić żołądek po/w trakcie/przed spożyciem dobrze schłodzonej substancji. I taki też był ten „hamburger”. Nie wniósł nic do mojego życia, ale na szczęście nie spowodował też gwałtownych rekacji obronnych organizmu.

Tosty okazały się bodaj najlepsze z całej trójki. Gorące, pełne sera i jakieś wędliny typu szynka. Bez warzyw.

20151101_124729 20151101_124732 20151101_124737

Niezbyt duże – po kształcie widzicie, że robione w typowo domowym tosterze do kanapek. Zjadłem bez przykrości.

Na koniec nie sposób nie wspomnieć o obsłudze – tutaj naprawdę nie ma się do czego przyczepić. Obsługa bardzo uprzejma i miła. Taki plusik na osłodę.

Podsumowując: ciekawe doświadczenie. Zupełnym przypadkiem odbyłem sentymentalną podróż do przeszłości i to w miejscu, w którym się tego nie spodziewałem. Okazało się, że tych typowych fast foodów, którymi żywiliśmy się jeszcze kilka lat temu, nie zabiły kebaby, które na pewno wyparły je z rynku, ale jak widać nie do końca. Nie zabiły ich rosnące jak grzyby po deszczu burger bary, bary z hot dogami i food trucki. Są jak ZUS – nikt ich nie lubi, ale wydają się nie do wyeliminowania. Trwają.

A Ty, co zjadłeś w tym roku na cmentarzu?

 

Miłość od pierwszego wejrzenia, czyli Gastromachina stacjonarnie

Męskie żarcie od damskiej ekipy, czyli Arek w So Good Street Food

Dodaj komentarz