Robiąc sobie odmianę o typowego streetfoodu na śniadanie postanowiłem spróbować pierogów w warszawskiej pierogarni Zapiecek. Jak się później okazało swój lokal mają także w Krakowie, także nie jest to typowo warszawska sieć. Jestem wielkim fanem tego dania, za ruskie mojej babci dałbym się dosłownie pokroić, dlatego z rezerwą podchodzę do wszystkich nabytych drogą kupna pierogów. Jako, że było nas dwóch postanowiliśmy sprawdzić zarówno ruskie, jak i wersję z mięsem. Oczywiście po 11 sztuk :).
Wersję mięsną poprosiliśmy smażoną, polaną tłuszczykiem ze skwarkami, czyli tak zwaną okrasą. Wersja ruska miała być gotowana, podana z okrasą oraz dodatkowo kwaśną śmietaną. Prawie wyszło, ponieważ ruskie przyszły również smażone. Nie mieliśmy czasu czekać na poprawę zamówienia, dlatego zgodziliśmy się przyjąć ruskie także podsmażone. I powiem Wam szczerze, że jest naprawdę dobrze. W obu wersjach farsz szczelnie wypełnia ciasto, którego jest w sam raz tyle, żeby nie przyćmić smaku środka.
Wersja mięsna to mięso mielone z dodatkiem cebuli i właściwie tyle. Ale tak naprawdę nie potrzeba tam nic więcej.
W ruskich udało im się znaleźć dobry balans pomiędzy ziemniakami oraz twarogiem, nic nie dominowało zbytnio w smaku.
Podsumowując, nie były to najlepsze pierogi w życiu, ale jeżeli chodzi o ich smak, to nie mam im zupełnie niczego do zarzucenia. Jedyne zastrzeżenie to ceny. Moim zdaniem są zdecydowanie za wysokie.
Marcin Malinowski, nasz człowiek w Warszawie










