Dzisiaj zapraszam Was na wycieczkę do Stavanger. Antek Stalich vel Niecny Książę Mikesz opowie Wam, czy burgery w norweskim Burger Kingu smakują i wyglądają tak samo jak u nas. Zapraszam do lektury:
Burger King mieści się w najlepszym punkcie miasta, przy Torget, Rynku. Rynek ten to maleńki placyk z jednej strony zamknięty starożytną katedrą, z drugiej dość brzydkim wieżowcem w którym o ile się nie mylę znajduje się polski konsulat, z trzeciej portem, a czwarty bok to początek Skagenkaien, „kei Skagen”, ciągu starych acz zadbanych przepięknych drewnianych budynków. Na parterze pierwszego budynku zmieścił się Burger King. Hasła reklamowe głoszą, że jest to nie tylko największy Burger King w Norwegii, ale także najlepsza restauracja sieci w kraju w 2011, starają się o miano najlepszej rodzinnej restauracji miasta, w co jestem skłonny uwierzyć. Bo ruch w lokalu nieustanny, a jeść dają naprawdę dobrze.
Jak na polskie realia, rozmiary lokalu to śmiech na sali, ale przecież to mały ludnościowo kraj, małe miasto. Niestety, zdjęć z wnętrza będzie mało: kierownik zmiany we wtorek na me pytanie czy mogę sfotografować personel zabronił tego, tłumacząc wytycznymi firmy. No, ale nie na nas Polaków zakazy ;-) W kuchni i za ladą pracuje na każdej zmianie 6-7 osób, robota pali im się w rękach. Najważniejsi pracownicy paradują w smyczach obwieszonych honorowymi znaczkami korporacyjnymi. W personelu znajdziemy ludzi wielu nacji, wystarczy posłuchać… komunikują się ze sobą po angielsku! To także znak międzynarodowego charakteru miasta u wylotu cieśniny Skagerrak.
We wszystkich fast-foodach w Norwegii panuje jedna żelazna zasada: Za jedzenie na miejscu (Eat-In) płaci się o kilka koron więcej niż za jadło na wynos. Dodatkowe korony pokrywają koszty sprzątania. Wszystkie ceny będą wiec podane za jedzenie na miejscu.
Wtorek rozpocząłem od Double Whoppera, Cheese & Bacon, Onion Rings (krążkami cebulowymi) oraz dodatkowymi chrupkami Chili Cheese (4 szt.) Wyroby te dostaniemy także w Polsce. Trzeba powiedzieć, że w Norwegii zestawy wychodzą ekonomicznie najlepiej – nic tu się nie da oszukać. Sam Double Whopper kosztuje NOK78 (PLN43), Chili Cheese ok. PLN21. Nie pamiętam dokładnie ile wydałem na tę indywidualną kombinację tego wieczora, ale już następnego dnia zrozumiałem iż tylko zestawy się kalkulują.
Wrażenia: W Polsce – mimo iż bardzo lubię wyroby Burger Kinga – miałem zawsze wrażenie, że whoppery, szczególnie te większe były… zbyt soczyste. Sok lał się po dłoniach i to mnie drażniło. W stavangerskim BK whopper był inny. Nadal soczysty, ale idealnie zrównoważony. Nic po dłoniach się nie lało, a burgera wchłonąłem w tempie zastraszającym. Zdecydowanie wiedzą jak to robić ;-) Krążki cebulowe jak wszędzie, ale zafascynowały mnie kuleczki Chili Cheese. W kulce z panierki zapieczony jest żółty ser i papryczka jalapeno! Wspaniałe dopełnienie posiłku, ale uważam, że gdyby były więcej niż cztery pikantne kulki to zaczęłoby być już trochę nudno… więc nie przesadzajmy.
Drugi, środowy wieczór była to kulinarna rozkosz. Norweski BK wprowadził nowość – burgery Xtra Long. Tym razem zamówiłem zestaw: Xtra Long Chili Cheese menu (burger, frytki, Cola) oraz 4 szt. Chili Cheese w specjalnej cenie NOK20 (PLN11). Całość kosztowała NOK125 (PLN69) i ten zestaw jest godzien polecenia. Xtra Long Cheese: na dość długiej bułce spoczywają trzy soczyste burgery, te pokryte zapieczonym żółtym serem i papryczkami japaleno. Pikantne, soczyste, niebo w gębie! Reszta jak wszędzie, a o cudownych kuleczkach Chili Cheese już wspominałem. Dodam, że przed wizytą w BK zjadłem w pracy solidny lunch, nie ma więc mowy o wpływie głodu na ocenę jadła.
Trzeci wieczór stał pod znakiem Xtra Long Bacon BBQ. Ten zestaw jest droższy – uzupełniony o 4x Chili Cheese kosztuje NOK132 (PLN73). Powiem tak – dobre, ale z butów nie wyrywa. Niewątpliwie hamburgery są pyszne, ale ani dodany bekon nie poprawia smaku, a sos barbeque jak to sos barbeque jest mdławy. Ma się rozumieć, kuleczki Chili Cheese na deser pomagają, ich pikantność pozostawia wrażenie, że całość posiłku była pyszna.
Piątek zaczął się kulinarnie koszmarnie. Długi spacer Skagenkaien, statki, mewy, obejrzane z zewnątrz zamknięte Muzeum Norweskiej Ropy Naftowej, ludziska świętujący „piąteczek” i panujące zimno sprawiły iż poczułem się upiornie głodny. W dzielnicy wschodniej, na małym placyku pod adresem Søregata 7 znajduje się jedyny McDonalds w centrum miasta. Werdykt – odradzam. Wziąłem zestaw Viking Menu, podstawą był tam BigMac. Wystarczy powiedzieć, że dławiłem się nim próbując przełknąć, ostatecznie pół burgera wylądowało w koszu z resztą zestawu. Bułka była totalnie sucha, podobnie jak to co znajdowało się w środku, a smak nie przekonywał. Co dziwne, nie mam podobnie złych wrażeń w polskich McD, być może jakość stavangerskich Burger Kingów mnie tak rozbestwiła…
Uciekłem do Burger Kinga. Tam sympatyczny oliwkocery kierownik na pytanie po ile sztuk podają Chili Cheese z humorem odrzekł: 'Cztery, osiem, dwanaście, szesnaście, dwadzieścia czte..” przy czym w panice poprosiłem o jedynie osiem sztuk, na wynos ;-) Zjadłem z apetytem siedząc na restauracyjnej ławce przed lokalem i obserwując wieczorne życie miasta. Stopiony ser w środeczku kulek był rozkosznie gorący… A nie dodałem, że w całej Skandynawii niezależnie od fast-foodu mamy nieskrępowany dostęp do ketchupu, soli, pieprzu, serwetek i słomek. Nie to co u nas, żeby o to trzeba było prosić personel…
W Norwegii Burger King wymyślił pomysł pod tytułem Whopper Lab. Na stronkach firmy logujemy się, komponujemy dowolnie fikuśny zestaw, podajemy godzinę odbioru, po czym maszerujemy do lokalu do specjalnej kasy priorytetowej i dostajemy z mety wybrany zestaw. Niezły patent! Tam to działa.
Opinie wulgarne, wyglądające, jak nachalna reklama, reklamy itp. będą usuwane.















cicho, to ja miałam Norwegię odwiedzić w październiku. :c
To czekam na relację ;)