Kebaby łódzkie, czyli rozczarowanie - Street Food Polska
close

Kebaby łódzkie, czyli rozczarowanie

0udostępnień

No dobra. Przyznaję bez bicia, że nie poszedłem w miejsca przez Was polecane, tylko jadłem „na spontanie”, więc sam jestem sobie winien. Nie było czasu zjeść we wszystkich miejscach, które miałem na liście. Następnym razem pójdę już tam, gdzie wg Was iść powinienem. A teraz do rzeczy.

Pierwszy kebab na mojej drodze to budka na rogu Al. Kościuszki i bodaj Zmenhoffa? Nie pamiętam, jeśli rozpoznajecie na zdjęciu, napiszcie w komentarzu i poprawię adres.

Zauważyłem, że niemal w każdym łódzkim kebabie w menu widnieje pozycja „kanapka doner”. Postanowiłem więc spróbować. Wybrałem średnią z „baraniną”. Cena – 8 zł. Mięsa na kiju nie było, było skrojone wcześniej, ale nie trafiło na szczęście do mikrofali, tylko na patelnię, a patelnia do piecyka. W tym czasie bułka grillowała się na elektrycznym opiekaczu. Potem już tylko wypełnienie, zalanie sosami (poprosiłem o mieszany – czosnkowy i ostry).

Wielkość w sam raz na średni głód. Pierwszy gryz i stwierdzam, że pieczywo świetne. Chrupiące i mięciutkie. A w środku?

Mięso spoko. Bez jakichś fajerwerków smakowych, ale soczyste. Potem jednak dobre się skończyło. Zadecydowały o tym dwie rzeczy: ilość surówek, które prawie dwukrotnie przewyższały ilość mięsa. Po drugie sosy – kompletnie, ale to kompletnie nie czułem w tym ostrości. W połączeniu z duża ilością surówek efekt był taki, że kanapka była… mdła. Nijaka. Mięso wyjadłem, resztę zostawiłem ptakom, choć trochę szkoda mi było bułki.

Na Piotrkowskiej co kilkadziesiąt metrów mijałem przybytki pod szyldem Sandwich Bar – Kebab House.

Tutaj postanowiłem spróbować dla odmiany „baraniny” w tortilli. Wybrałem małą, za 9 zł. I już patrząc na przygotowanie wiedziałem, że to był zły wybór. Placek trafił na grill na sekundy dosłownie, a sposób zwinięcia… No zobaczcie sami:

Nie da się tego jeść jedną ręką, bo naleśnik się „rozsuwa”, a składniki lecą na ziemię. Na wierzchu mięsa sporo:

ale im dalej w las, tym więcej warzyw. Sos niby ostry, ale jakiś taki nieprzekonujący. Powiem szczerze – kanapka doner była dużo lepsza. Tortilla zimna, mięso niedoprawione, kapusty dużo jak w bigosie, a całość kompletnie bez smaku. Jakbym watę jadł. Nawet nie wyjadłem mięsa, zostawiłem ptakom. Porażka na całej linii. Nigdy więcej.

Podsumowując: pierwsze moje spotkanie z łódzkimi kebabami do udanych nie należy. Następnym razem posłucham sugestii i nie będę eksperymentował.

Musiałem tam wpaść, czyli The Dorsz

Tego mi brakowało, czyli Steakhouse Classic w McDonald’s

Dodaj komentarz