Slow Foodowa sieciówka, czyli Marcin w Bobby Burger - Street Food Polska
close

Slow Foodowa sieciówka, czyli Marcin w Bobby Burger

0udostępnień

Ta recenzja będzie miały troszkę inny charakter, ponieważ miejsce o którym dziś piszę staje się powoli „slowfood’ową” sieciówką –  mają na koncie już 7 lokali w Warszwie. Mowa oczywiście o Bobby Burger. Postaram się pokrótce opisać całościowo to miejsce oraz skupić się jednym burgerze, który mnie, oraz każdą osobę, której go poleciłem, urzekł.

Bobby był na burgerowej mapie Warszawy prawie od początku, ja jednak trafiłem do niego dość późno. Za pierwszym razem, czyli na początku października, burgery mnie tam zachwyciły. Na pierwszy ogień poszedł klasyczny cheeseburger, czyli 120gr wołowiny, sałata, ser, pomidor oraz ogórek. Idealne w swojej prostocie dodatki. Wtedy wszystko było po prostu perfekcyjne – burgerowa bułka z sezamem, delikatnie chrupiąca z zewnątrz, miękka w środku, mięso – chociaż nikt nie pytał, usmażone na tzw. medium, sos BBQ delikatnie ostry, fajnie podkręcał smak mięsa, warzywa również były świeże. Całość dopełniona poprawnie ciągnącym się serem. Wszystko to podane z grubymi frytkami posypanymi papryką kosztuje 16zł (sam burger 12zł ). Za tą cenę otrzymujemy może nie największego na świecie burgera, ale w zestawie z frytkami oraz owocem ( zawsze dodają, jak nie w korytku, to na ladzie, jakiś owoc – bardzo miły gest ), całkiem przyjemną porcję. Możemy zamówić oczywiście podwójnego burgera, 2 x 120gr, wtedy cena wzrośnie o 5-6zł.

Niestety Bobbiemu zdarzają się lepsze i nieco gorsze okresy – burgery zawsze trzymają pewien poziom, jednak parę razy zdarzyło mi się dostać lekko przypalone mięso bądź bułkę. Nie był to ani razu powód żeby tam nie wrócić, ponieważ nie było to na tyle uciążliwe, żeby wspominać o tym obsłudze, jednak leżały na grillu o dwie minuty za długo* . Frytki w ich wykonaniu są przeważnie bardzo dobre, grube, posypane papryką, jednak tutaj też kilka razy zdarzyło mi się dostać frytki, które smakowały jakby były odgrzewane** .

A teraz parę słów o burgerze, który mnie urzekł najbardziej, wprawdzie na razie niedostępny, ale mam nadzieję, że jeszcze powróci do menu, ponieważ to była pierwsza kanapka po która wróciłem jakieś 10 raz w ciągu miesiąca – burger  listopada.

Burger miesiąca w Bobbym jest troszkę droższy, ponieważ kosztuje 20zł, ale w tym przypadku był warty każdych pieniędzy. Było to 120 gr wołowiny, szynka parmeńska, serek Philadelphia, suszone śliwki oraz dynia smażona na maśle z imbirem, cukrem pudrem i cynamonem. Brzmi dziwnie? Może i tak brzmi, ale do tej pory jak myślę o tym burgerze o ślinka mi cieknie. W tym burgerze w każdym gryzie przeplatał się ostry smak imbiru ze słodką dynia, lekko kwaśnym serkiem Philadelphia, słonawą szynką parmeńska oraz ich bardzo dobrym mięsem. Serek nadawał również burgerowi ciekawej kremowej konsystencji. Jeżeli jeszcze kiedyś pojawi się w ofercie, szczerze go wszystkim polecam. Podsumowując Bobby Burger to na pewno bardzo ciekawa pozycja na warszawskiej mapie. Warte odnotowania jest również to, że lokal przy ulicy Żurawiej otwarty jest do 4 nad ranem, dzięki czemu nawet wracając z imprezy możemy wstąpić na burgera.

 

IMG_0128[1] IMG_0129[1] IMG_0505[1] IMG_0720[1] IMG_0721[1] IMG_0722[1]

Jadł i fotografował Marcin Malinowski. 

Lokalizacji Bobby Burgera szukajcie na ich stronie www.

* ja bym jednak wspomniał – Żorż

** tym bardziej bym się kłócił – Żorż

 

Qń w paszczy Smoka

Smaki Orientu w Telepizzy