I Spontaniczna Noc Golonkowych Jawnożerców, czyli nigdy nie jest za późno na Goloneczkę - Street Food Polska
close

I Spontaniczna Noc Golonkowych Jawnożerców, czyli nigdy nie jest za późno na Goloneczkę

0udostępnień

Tak… Na golonkę zawsze jest dobra pora. Mamy comiesięczne Wieczory, przyszła pora na Spontaniczne Noce. Poniżej relacja Pawła Kotwicy z I Spontanicznej Nocy Golonkowych Jawnożerców, zachęcam do naśladownictwa ;)

 

Żeby nie było, że starszym panom fantazji brakuje… W środowy wieczór siedzieliśmy sobie w pubie Elita w Kielcach, jak zwykle i jakby nigdy nic, w uroczym zestawie: Ten Paweł, Wujek Samo Zło i skromny ja. Ponieważ gawęda snuła się wokół tematów kulinarnych, a byliśmy po paru piwkach, które jak wiadomo wzmagają apetyt, w kulminacyjnym momencie dyskusji poczuliśmy, że chętnie byśmy coś wciągnęli, a najchętniej Golonkę. Ten Paweł stwierdził, że dobrym pomysłem byłoby natychmiastowe i bezzwłoczne udanie się do oddalonego o około 20 km od miejsca naszego stacjonowania lokalu Echa Leśne w pobliżu Łącznej (droga ekspresowa S7 z Kielc w kierunku Warszawy), jedynego miejsca w byłym Układzie Warszawskim oraz w pobliżu, które o tej porze serwuje najpyszniejszą część świnki. Z niedopatrzenia, roztargnienia lub zwykłego lenistwa nie wspomniałem bowiem do tej pory, że na osiach naszych zsynchronizowanych zegarków była 1 w nocy czasu środkowoeuropejskiego.

Reszta składu nagrodziła tę koncepcję brawami, wiwatami na cześć oraz meksykańską falą i postanowiła przy najbliższej okazji zgłosić pomysłodawcę do Pokojowej Nagrody Nobla.

W samochodzie na parkingu obok, oczekiwała cierpliwie małżonka Tego Pawła, Joanna J., zwana dalej Dyrektorką Działu Transportu (będę używał skrótu DDT), oraz Dziecię Płci Żeńskiej (DPŻ) typu Aleksandra, do którego przyznają się, a także sprawują nad nim opiekę prawną i fizyczną: małżonka Joanna oraz Ten Paweł. Oczekiwanie DDT oraz dziecięcia miało związek z przyjazdem drugiej latorośli, która wracała z wycieczki szkolnej do Grecji i Wenecji. Przyjazd ten z przyczyn nam nieznanych opóźniał się, co jak się okazało, miało dla nas niezwykle przyjemne konsekwencje.

Po przybyciu na miejsce (dzięki uprzejmości DDT) stwierdziliśmy z niemałym ukontentowaniem, że z lokalu Echa Leśne wydobywają się aromaty palonego drewna wymieszane z zapachami pieczystego różnego rodzaju. Na pytanie piszącego te słowa, czy Golonki są obecne, Miła Pani (MP) za kontuarem odpowiedziała twierdząco, co wpłynęło na nas kojąco i mobilizująco jednocześnie.

Jak powszechnie wiadomo, jesteśmy zwolennikami kontaktu z przyrodą, dlatego zasiedliśmy na tak zwanym zewnątrz, dworze lub jak mówią krakusy, na polu, przy stolikach z wielkich pni, co jeszcze bardziej przybliżyło nas do natury. Temperatura powietrza + 17, 5 stopnia przy temperaturze asfaltu + 17 wydawały się idealnymi do kontaktu z (za Wikipedią): wieprzową nogą, odciętą od szynki na wysokości 1/3 kości goleni, licząc w dół od stawu kolanowego, powyżej stawu skokowo–goleniowego, guz piętowy pozostawiony przy nodze, zawierającą 2/3 kości goleniowych (strzałkowej i piszczelowej) bez nasady dolnej; główne mięśnie: prostowniki i zginacze palców. Po naszemu: Golonką.

Już dwa łyki browaru później, za pośrednictwem tym razem nie DDT, a MP, zajechały świeżo wyciągnięte z opalanego drewnem pieca trzy przystojne, 60-dekowe goloneczki, w towarzystwie, które misie lubią najbardziej, czyli Herr Chrzan, Mademoiselle Musztarda i Don Chleb. Nie przeciągając sztucznie imprezy, przystąpiliśmy do konsumpcji, w szczegóły której nie chciałbym się zbytnio zagłębiać, gdyż wspomnienie owych chwil wywołuje u mnie wzruszenie, a jak pewnie się domyślacie, przebywam obecnie w zakładzie pracy, gdzie widok siąkającego nosem i wycierającego oczęta dorosłego faceta mógłby być mylnie i niesprawiedliwie odczytany. Poza tym domyślam się, że część czytających może w tej chwili bez śniadania siedzieć w fabrykach, biurach, szkołach i warsztatach rzemieślniczych.

 

[singlepic id=388 w=320 h=240 float=]

 

[singlepic id=389 w=320 h=240 float=]

 

[singlepic id=390 w=320 h=240 float=]

 

[singlepic id=391 w=320 h=240 float=]

 

[singlepic id=392 w=320 h=240 float=]

 

[singlepic id=393 w=320 h=240 float=]

 

DDT drzemała za kółkiem, DPŻ w samochodzie wciągało frytki, będąc mimowolnym świadkiem naszej rozpusty, a my delektowaliśmy się zapeklowaną w ziołach i czosnku, mięciuteńką Goloneczką, przepijając zimnym piwkiem. Po około półgodzinie, która wydawała się wiecznością, z napełnionymi trzewiami i uśmiechniętymi mordami udaliśmy się do samochodu, którym, dzięki nieustającej uprzejmości i cierpliwości DDT, dostaliśmy się do centrum. Krótko przed 3 byłem w domu…

Z reporterskiego obowiązku odnotuję, że nasze Goloneczki (być może już o tym wspomniałem, około 600-gramowe, z kością) kosztowały circa about 23 złote za sztukę.

Z golonkowym pozdrowieniem

Wasz Pawcio w miejscu Gospoda „Echa Leśne”.

Autorem recenzji i zdjęć jest Paweł Kotwica.

Czy we dnie czy w nocy, kebab w Nur smakuje dobrze

Pierwsze wrażenie bywa mylne, czyli recenzja Alec Bradley Black Market Toro

Dodaj komentarz