Trzydniowy event w Kaliszu oznaczał, że będziemy dużo jedli. Tym bardziej, że przyjazd do najstarszego polskiego miasta potwierdziło ponad 20 wystawców. Jednak impreza zaczynała się dopiero po paradzie food trucków o 18:00, a my z domu wyjechaliśmy przed 7 rano, więc głodni byliśmy niesamowicie. Traf chciał, że obok parkingu, na którym zostawiliśmy auto, stoi budynek z azjatyckim jedzeniem Viet – Thai – City:
W środku typowy dla takich miejsc wystrój i obszerne menu.
Dobra nasza, zamawiamy. Pho, wołowina po tajlandzku i makaron smażony z krewetkami.
PHO. Powinna dać mi do myślenia cena. Bo niby jakim cudem miskę pho można sprzedawać za 7 zł? Chyba, że malutką. Mała nie była:
Tyle, że z pho nie miała ta zupa nic wspólnego. Bez smaku, jakbym wodę z makaronem dostał. Spróbowałem ratować to sosem, ale bez szans. To nadal była woda z kilkoma kawałkami kurczaka. Bez smaku, bez ziół, bez wyrazu. Zjadłem z 5 łyżek i odstawiłem.
Wołowina po tajlandzku (14 zł):
To danie miało w sobie zdecydowanie więcej smaku niż „pho”. A nawet za dużo. O jeden. Za dużo o smak przypalonego woka. Dziękuję, nie skorzystam, do widzenia.
Żona swój makaron zjadła, ale tylko dlatego, że była bardzo głodna. Gwoli ścisłości, makaron był chyba najsmaczniejszy ze wszystkich 3 zamówionych przez nas dań.
Podsumowując: zdecydowanie nieudana wizyta. Pierwszy raz od nie wiem jakiego czasu oddałem na zmywak niemal nieruszone dania. Było tanio i bez smaku.
Drugiego dnia ruszyłem wokół Rynku popatrzeć…. W ten sposób trafiłem na budynek mieszczący Bar pod szyldem SPOŁEM. SPOŁEM to zwykle bezpieczne, smaczne i niedrogie jedzenie. Postanowiłem sprawdzić, jak to wygląda w Kaliszu.
Duży ogródek, wnętrze zaś przestronne, czyste i zachęcające do konsumpcji. Lada chłodnicza z wyłożonymi niektórymi specjałami, oprócz tego niezbyt rozbudowane menu:
Pyza za 0,79 zł?! Zauważyłem, że dużym wzięciem cieszy się zestaw 2 pyz z zasmażana kapustą. Nic dziwnego, za 4 zł można się naprawdę nieźle najeść! My wzięliśmy pyzy ze skwarkami:
Duże, puchate, bardzo sycące.
Domówiłem sobie jeszcze flaczki i schabowego z ziemniakami i surówką.
Flaczki (7 zł):
Za tę cenę nie mam się do czego przyczepić. Flaki smaczne, dobrze doprawione. Porcja ok 300 ml, więc też uczciwie.
Schabowy (7,50 zł), ziemniaki z wody (3 zł) i surówka węgierska (1,50 zł):
Schabowy bardzo dobry. Mięso soczyste, nie rozklepane na opłatek, panierka cieniutka, dobrze przyprawiona, a przede wszystkim kotlet smażony bezpośrednio przed podaniem.
Podsumowując: miłośnicy domowej kuchni mogą tutaj zjeść tanio i naprawdę smacznie. Mnie bardzo się podobało, że można nabyć zakąski pod coś mocniejszego. Co prawda Zakład alkoholu nie oferuje, ale na wynos można zabrać np. zestaw tatara czy galaretę:
Trzeciego dnia postanowiliśmy w końcu odwiedzić polecany przez Was bar azjatycki koło stacji Statoil. Miała tam być dobra pho. Niestety, w niedzielę bar ten nie działa :( Ale na samym Statoilu funkcjonuje inny bar azjatycki – Bambus:
W środku malutki, menu nieprzesadnie rozbudowane:
Spróbowałem od innych kaczki (smaczna, soczysta, może nie najlepsza, jaką jadłem, ale naprawdę warta uwagi):
cielęciny na ostro (ostra nie była, ale smaczna i sycąca):
A potem przyszła pora na nasze zamówienie.
Zupa krabowa gęsta, kleista, kiślowata, o mocnym, krabowym posmaku:
Zupa rybna na ostro też ostra nie była, delikatna pikantność gdzieś tam się przewijała, ale moim zdaniem nieco za słabo. Zupa była raczej słodkawa niż ostra. Ale mimo braku ostrości chętnie zamówiłbym ją jeszcze raz, bo bardzo smaczna. Gęsta, aromatyczna, z kawałkami panierowanej ryby. Sycąca, smaczna i tania.
Wołowina po tajsku okazała się dużo smaczniejsza niż ta w Viet – Thai – City. Lepiej doprawiona, mięso mięciutkie i soczyste, warzywa chrupiące. Jadłem z apetytem.
Krewetki smażone na chrupko normalnie podawane są z ryżem, moja żona zamieniła (za dopłatą) ryż na zasmażany makaron. Makarony to nie moja bajka, ale krewetki były pyszne. Duże, soczyste, w chrupiącej panierce. Warto zamówić:
Podsumowując: Bambus to miejsce, do którego chętnie wrócę. Może nie był to szczyt azjatyckich smaków, ale wszystkie dania okazały się smaczne i warte swojej ceny. Mógłbym przyczepić się jedynie do ostrości – w Bambusie poziom pikantności dań jest zdecydowanie poniżej akceptowanego przeze mnie poziomu. Poza tym uwag nie mam. Zgubiłem paragon, więc nie pamiętam dokładnie, ile zapłaciliśmy, ale za 2 zupy i dwa dania główne oraz półlitrową colę wyszło około 60 zł.
Do Kalisza będziemy wracać, więc jeśli chcecie nam coś podpowiedzieć – piszcie w komentarzach, postaramy się odwiedzić.



















































