English Ale, oh, English Ale, oh, jak wielbię English Ale - Street Food Polska
close

English Ale, oh, English Ale, oh, jak wielbię English Ale

0udostępnień

Dziś nieco nietypowy wpis. Specjalnie dla nas Antek „Niecny Książę” Stalich pisze o szantach, a przy okazji o angielskim piwie. Myślę, że miłośników „złotego trunku” wśród naszych Czytelników nie brakuje, więc przeczytacie ten tekst z zainteresowaniem.

Mała knajpa w starym porcie,
Gdzie w powietrzu wisi chmiel:
Zgrabna Nancy walczy z korkiem
By uwolnić English Ale.

Ucichł gwar i szum na sali,
A gdy wreszcie puścił szpunt… [razem!]

Ref. W górę szkło i pij na chwałę
Za angielskie, pyszne Ale.
W górę szkło i pij na chwałę,
Niech nam żyje English Ale.

English Ale, oh, English Ale,
Och, jak wielbię English Ale”


Te piękne słowa Marka Razowskiego powstałe w czasach Pereł i Łotrów Szanghaju są do dzisiaj śpiewane na koncertach, a fani na ostatnie dwa wersy refrenu wznoszą w górę kufle i szklanki z naszym pysznym krajowym piwem. Rzekłby ktoś, że naturalnie, w piosence mowa o piwie angielskim. Wizyta w dowolnym nieco lepiej zaopatrzonym supermarkecie powinna umożliwić nam zatem  zakup piwa angielskiego importowanego z Wielkiej Brytanii, w czym więc problem? Sęk w tym, że angielskie piwa typu „ale” dostępne u nas w puszkach patentu Guinnessa czy charakterystycznych kapslowanych butelkach to „ales”, lecz nie są to Prawdziwe Ale. Podobnie, importowana herbata Lipton jest – jak to okreslił znajomy Anglik – „produktem, który cudzoziemcy maja uznawać za esencję angielskości, ale my tutaj, wiesz, pijemy masowo produkowaną herbatę z dolnej półki”…

Żeglarzom i pozostałym rodakom udającym się w podróż do Wielkiej Brytanii naświetlimy parę tajników dotyczących doskonałego tradycyjnego piwa brytyjskiego znanego jako Real Ale [ri:l ejl].
Ponad trzydzieści pięć lat temu, tradycyjne angielskie Ale znajdowało się w całkowitym odwrocie, wyparte przez piwo beczkowe, filtrowane i transportowane pod ochronną poduszką sprężonego dwutlenku węgla. To współczesne piwo beczkowe, znane jako „keg beer” czy „lager” nie różni się znacznie od piwa produkowanego w Polsce.
Odwrót „Ale” oznaczał upadek całej masy małych browarów i zagroził tradycyjnym wartościom brytyjskim. W 1971 roku zawiązała się pozarządowa organizacja CAMRA (CAMpaign for Real Ale), grupująca browary, puby oraz freehouses (o tym dalej) i propagująca to szczególne piwo, które nazwano właśnie wtedy „Real Ale”, a słowo to weszło do potocznej angielszczyzny.

Real Ale jest piwem pochodzącym – podobnie jak niemieckie Weissbier – z górnej fermentacji. Niefiltrowane, nalewane jest do charakterystycznych beczułek (drewnianych ale i metalowych) z dwoma szpuntami – górnym i dolnym, szczepione drugim rzutem drożdzy i dostarczane do lokalu. Drożdże w beczułce wciąż pracują. Raz otwarta beczułka powinna zostać wypita w ciągu 24 godzin (a nigdy nie dłużej niż w 3 dni), ponieważ w kontakcie z tlenem z powietrza piwo najzwyczajniej w świecie się psuje. Jest to właśnie podstawowy powód dla którego poza lokalem brytyjskim Prawdziwego Ale nie sposób dostać. Smakowo istnieją liczne odmiany Real Ale – od jasnego słodowego o małej zawartości chmielu, poprzez rozmaite odmiany bladych czy gorzkich „ales” do portera i mocnego piwa typu stout. 

Gospodarowanie beczułką Real Ale wymaga od właściciela lokalu prawdziwych umiejętności. Musi on zaplanować najpierw ile beczułek i którego piwa trzeba otworzyć, aby piwo na pewno udało się sprzedać. Następnie, właściciel usuwa dolny szpunt i upuszcza odrobinę piwa tak, aby usunąć z dna nadmiar drożdzy i upuścić ciśnienie. Dolny szpunt wraca na miejsce, a usuwa się górny i podłącza pompkę ręczną. W odróżnieniu od piwa „lager” w Real Ale znajduje się jedynie niewielka ilość rozpuszczonego dwutlenku węgla, piwo pompuje się więc do szklanek ręcznie, nalewa się także piwo pod własnym ciśnieniem, a w Szkocji coraz częściej stosuje się pompki elektryczne. Real Ale podawane jest w temperaturze 12-14 C, jest więc przyjemnie chłodne, lecz nie zimne.
Real Ale zamawiamy na pinty [pajnt] czyli 568 cm3 lub półpinty half pints [ha:f pajnt]. Jak zamawiać? Podchodzimy do baru i dzielnie mówimy „a pint of real ale, please” [e pajnt of ri:l ejl pli:z]. Na dowolne pytanie barmana:
  • Albo pokazujemy na kranik z napisem John Smith lub Greene King, jeśli taki występuje (są to dwie najpopularniejsze marki angielskie)
  • Lub też mówimy odważnie „good local one” [gu:d loukal uan] (bo miejscowe piwo będzie na pewno dobre i świeże)Zapewniam, ze Anglicy docenią nasze zainteresowanie ich ukochanym piwem i zrealizują naszą prośbę z przyjaznym usmiechem.
    Real Ale może nie smakować naszym piwoszom, nie ma bowiem pianki (lub pianki jest niewiele), nie jest zbyt klarowne, a w smaku zamiast przejrzystości cechuje je bogaty smak. Jak to napisał w jednej ze swych powieści angielski pisarz fantasy Terry Pratchett: „Piwo [w domu] było sosem przyrządzonym z chmielu. Miało strukturę. Miało zapach, chociaż czasem człowiek wolał się nie zastanawiać czego konkretnie jest to zapach. Miało gęstość. Ostatnie poł cala w kuflu można było jeść łyżką”. Znakomita charakterystyka ciężkiego Real Ale i rewelacyjna angielska autoironia. Według mnie, Real Ale jest niezwykłe i warto je spróbować, a nawet polubić.
    Parę słów o brytyjskich lokalach. Dzielą się one na puby i freehouses. Pub jest piwiarnią sensu stricto, należącą do konkretnego browaru. Nie dostaniemy tam nic poza piwem i przekąskami. Freehouse jest piwiarnią prywatną, której właściciel ma prawo sprowadzać piwa z całego świata i on negocjuje z browarami ceny. We freehouses można dostać za bardzo umiarkowaną cenę około 7 GBP (około 42 zł) danie dnia, składające się z dwóch identycznych potraw. Możemy więc dostać dwie wielkie porcje pysznej ryby z frytkami (fish and chips – nie kupujcie tej potrawy w budce!) czy dwie porcje Yorkshire pudding, albo dwie porcje meatpie i tak dalej. Taki zwyczaj znacznie potania koszty żywienia jeśli jestesmy we dwójke.
    Dariusz Ślewa „Stłukla” (nieżyjący już dziś wokalista Smugglers)polecał odwiedzenie w londyńskiej dzielnicy Putney lokalu szantowego Halfmoon Putney. Jestem pewien, że w lokalu tym można połączyć rozkosze ducha z rozkoszami ciała, w tym piciem Real Ale.
    Język sięga Ci do pasa,
    Widok cieczy cieszy Cię…
    English Ale, oh, English Ale,
    Och, jak wielbię English Ale

Kochani, warto spróbować.

Autor: Antek „NiecnyKsiaze” Stalich
Zgadzasz się z nami? Nie zgadzasz? Masz własną opinię? Skomentuj ten post!
Opinie wulgarne, wyglądające, jak nachalna reklama, reklamy itp. będą usuwane.

Pizza jedna z lepszych i inne dodatki, mniej ważne

Szedłem na mrozie deptakiem jedząc kanapkę z kurczakiem

4 komentarze

  1. Bardzo ciekawy artykuł i fajnie opisany. Ja od siebie dodam tylko tyle, że piwa w stylu Ale są bardzo smaczne, ale my chyba jeszcze nie dojrzeliśmy do ich kosztowania. Do pewnych rzeczy trzeba samemu dojść. Ale to po prostu piwo górnej fermentacji, a z kolei tu używa się zupełnie innych drożdży. Te z kolei mają ogromny wpływ na smak… Nie ma to tamto, jak ktoś bardzo jest przywiązany do klasycznego lagera, w Ale nie zasmakuje. Poza Guinessem, polecam także piwo Spitfire i Meantime :) Mam tylko cichą nadzieję, że z czasem docenimy smak piw górnej fermentacji i nie będzie trzeba jeździć aż na wyspy, by napić się real ales.

  2. Najlepsze real ale są oczywiście ze Skinnersa (z Kornwalii) a ich najlepszy produkt to Helligan Honey, niestety rzadko dostępny ale jak już jest w Fortescue (nasz ulubiony pub w Plymouth), to pijemy do końca beczki. Warto też wspomnieć, że real ale są, czasemi nawet sporo tańsze od tych skikaczy lagerów typu Stella, których nie da się pić.

Dodaj komentarz