Wracając z zakupów stanęliśmy na Statoil. Oprócz benzyny nabyliśmy także po włoskiej kanapce. Tyle, że nie jedliśmy na miejscu, a zabraliśmy ze sobą. Można i tak, bo kanapeczki są zapakowane w folię. Jedyny ból, że na stacji trafiają do piecyka, gdzie czas podgrzania jest perfekcyjnie obliczony, a w domu trzeba eksperymentować.
Byliśmy na stacji dość późno, więc wybór kanapek był już mocno ograniczony. Dokładnie to zostały dwie: opisywana przez Harrego Toskańska z bekonem i bodaj Mediolańska – z salami i oliwkami.
Toskańską Harry opisał szczegółowo, nie mam w zasadzie nic do dodania. Pokażę Wam tylko jak wygląda przed zapieczeniem:
Mediolańska. Przed zapieczeniem wygląda tak:
Opiekałem w elektrycznym grillu. Jasne pieczywo okazało się równie smaczne, co ciemne. Ta kanapka była jednak bardziej wyrazista w smaku niż Toskańska. Wpływ na to miało zarówno salami, jak i oliwki. Salami w kanapce jest więcej niż na niejednej pizzy – 10 plasterków! Wyraziste, słonawe i soczyste stanowi serce kanapki. Doskonale łączy się ze słonymi zielonymi oliwkami, a smak dodatkowo podbijają ser, zioła (oregano i bazylia) oraz pomidorowy sos, rozsmarowany na dolnej połówce pieczywa. Naprawdę można się najeść.
Podsumowując: za 7,99 zł dostajemy smaczne i sycące kanapki. Podane na ciepło smakują rewelacyjnie. Jeśli zatrzymacie się na stacji Statoil – spróbujcie. Najecie się tym bardziej niż kosztującą tyle samo tortillą lub hamburgerem. I na pewno będzie to smaczniejsza alternatywa dla owych przekąsek. Proste, smaczne, sycące i godne polecenia.
Opinie wulgarne, wyglądające, jak nachalna reklama, reklamy itp. będą usuwane.







