Skąd tradycje Czarnogóry w Toruniu? Chwilę po telefonicznej rekomendacji Brata Jarosława miałem poważną zagwozdkę czy chcę próbować tak egzotycznej kuchni. No, ale adres wbity w nawigację – jedziemy. Podjeżdżamy przed nieduży pawilon schowany między jednorodzinną zabudową. Uff, na szczęście w środku tłum ludzi a przed lokalem ciężarówka z dostawą świeżych produktów. Czuję, że będzie dobrze.
Po wejściu do środka rzuca się w oczy bardzo fajny wystrój – częściowo miękkie czteroosobowe loże na dłuższe uczty i kilkanaście prostych stołów dla kilku osób, zaś przy samym wejściu foteliki dla dzieci oraz spory wybór książeczek. Uwielbiam miejsca gdzie zamiast kącika dla dzieciaków w ten właśnie sposób przyzwyczaja się małoletnich do konsumpcji w gronie dorosłych. Jak dotąd na starcie – same plusy.
Siadamy w loży i rzucamy okiem na bar i backstage ;-) Włosy jeżą mi się na głowie, bo zamiast kredensu mój wzrok przyciąga wielki grill z kebabem… Żorżem nie jestem i na kebab reaguję wręcz alergicznie, więc humor lekko przysiada. Na szczęście po drugiej stronie baru w widocznym miejscu dostrzegamy piec konwekcyjny. Ufff, czyli będzie włoszczyzna a nie czarnogórszczyzna. Zamawiamy z bardzo eleganckiego menu zaopatrzonego w gustowne zdjęcia potraw. Okazuje się, że lista dłuższa niż długi Adama Gesslera, ale z każdą przewracaną stroną moje kubki smakowe cieszą się coraz bardziej. Jest w zasadzie wszystko – kuchnia polska, pasty, pizze, kebaby i czego rogata dusza zapragnie. Po długiej naradzie postanowiliśmy przetestować pizzę sandwich (18 złotych) oraz kiełbaski cielęce (28 złotych). Obsługa miła i doskonale znająca menu chętnie przyjmuje udziwnienia i życzenia specjalne :-)
Po kilku minutach (przed nami też nikt nie czeka długo na swoje zamówienia) ląduje przede mną ogromna porcja idealnie zgrillowanych we własnym sosie cielęcych kiełbasek z równie ogromną porcją smażonych ziemniaków w towarzystwie umiarkowanej ilości warzyw delikatnie potraktowanych sosem vinaigrette. Dopytuję o kiełbaski – od lat dostarcza je ten sam dostawca z prywatnej masarni. Smak mają zbalansowany, bez mocnych przypraw, są dobrze zmielone, praktycznie pozbawione tłuszczu i z idealnie wysmażoną skórką. Poezja.
Z trudem kończę swoją porcję i przyglądam się pierogowi zamówionemu przez Wiki.
Nie jest to typowa pizza, raczej mieszek w postaci niedużego sandwicza wypełniony świeżutkimi warzywami i szynką znakomitej jakości. Żadnej chemii, skórki ze sztucznego wędzenia – po prostu dobra wędlina. Do tego trzy sosy: pomidorowy, majonezowy i czosnkowy. Solidnie!
Porcja – gigant. Smak – bez żadnych uwag, ciasto chrupiące, delikatne i wyrośnięte jak należy. Połowa nie zjedzonej porcji wędruje do doggy baga, co jest tutaj praktykowane i traktowane jako normalne.
Podsumowując: sporo rodzin z dziećmi, ale bez gonitw i hałasu. W mojej ocenie nazwałbym to miejsce raczej bistrem niż restauracją, nie ujmując mu niczego. Przyznaję mu SmaKaszpira z wyróżnieniem – za wysoki poziom i świetne podejście do gości. I na pewno wrócę, by dokończyć kartę zanim wpadnie tu jakaś Marta Seler i ją skróci :-)
Za wspólne testy dziękuję Wiki :-)
Restauracja Montenegro – Toruń, ul. Św. Andrzeja Boboli 31
https://www.facebook.com/pages/Restauracja-Montenegro-Toru%C5%84/198147683559576
Restaurację Montenegro odwiedził Kaszpir












