Nie wiem jak to się stało, że w towarzystwie w jakim się obracam uchowali się weganie, ale mam jedną bardzo dobrą koleżankę, wyznającą tę ideę, z którą często dyskutujemy na temat wyższości jednej kuchni nad drugą, dlatego też postanowiłem pójść sprawdzić, jak to naprawdę wygląda i smakuje.
Pokrótce, bo pewnie nie każdy wie czym jest ten weganizm – to po prostu ulepszona forma wegetarianizmu. Weganie odrzucają wszystkie produkty odzwierzęce – nie tylko z diety, ale również ze wszystkich innych aspektów życia.
Wiemy już wszystko, więc idziemy spróbować. Wybraliśmy lokal Loving Hut, przy samym Metrze Politechnika. Niestety nigdzie w internecie nie mogłem znaleźć menu, (jest TUTAJ – dop. SFP) tak że dopiero jak usiedliśmy mogłem zacząć wybierać. Dziwne jest to, że w całym lokalu jest tylko jedno menu, no ale cóż, nie jestem u siebie, więc nie będę wydziwiał.
Długo nie mogłem się na nic zdecydować, kiedy to nagle dostrzegłem pozycję o nazwie Crazy Noodle (19 zł) – makaron pszenny smażony z warzywami i wegańską wołowiną. Pomyślałem, że jak szaleć to szaleć – zamawiam. Danie pojawia się na stole po niepokojąco krótkim czasie – ledwo zdążyłem wrócić od kasy, a już za chwilkę jedzenie pojawiło się na stole. Chwila konsternacji: zacząć od „wołowiny” czy makaronu – jedziemy, na pierwszy ogień idzie „wołowina”.
Nie wiem serio jak określić Wam smak tej substancji, jedyne co przychodzi mi do głowy to turecka Kofta, ale od razu mówię, że ze smakiem prawdziwej Kofty również nie ma to nic wspólnego. Po prostu jakby coś było bardzo intensywnie przyprawione. No właśnie, co to jest to „coś”?
Jest to seitan, czyli gluten wypłukany z mąki pszennej, który potem marynujemy, tak aby nabrał smaku mięsa. Tak jak już pisałem wegańska wołowina w smaku prawdziwej wołowiny nie przypomina. Jest to zjadliwe, o ile ktoś lubi dużo intensywnych przypraw. Sam smażony makaron pszenny z warzywami był akurat całkiem smaczny. Znajdziemy tam kapustę, kiełki, marchewkę, brokuły – wraz z pszennym makaronem jest to nawet niezłe.
![IMG_0826[1]](https://streetfoodpolska.pl/web/wp-content/uploads/2013/12/IMG_08261-225x300.jpg)
Chwilę po moim makaronie na stole pojawiła się Zupa Tajska (zdjęcie powyżej) – 15 zł. Nigdzie nie mogłem znaleźć jej składu ale wydaje mi się, że był to bulion warzywny z warzywami, mlekiem kokosowym, jakąś pastą curry no i…. krewetkami zrobionymi z seitanu. Z krewetkami miało to wspólnego tylko wygląd i tak jak wołowinę dało się jeszcze zjeść, to ja więcej niż jednej krewetki w siebie nie wmusiłem. Sama zupa była lekko pikantna i nawet zjadliwa, ale bałbym się trafić na kolejną krewetkę.
Na sam koniec po jakiś 10 minutach na stole pojawił się smażony makaron z warzywami oraz wegańskim kurczakiem – oczywiście z seitanu. Makaron z warzywami to właściwie to samo co w poprzednim daniu, natomiast znalazłem tylko jedno słowo żeby określić smak „kurczaka” – fatalny. Nie dało się tego zjeść. Nie wiem czym przyprawili w tym przypadku ten gluten, ale było to okropnie mdłe.
Na sam koniec postanowiłem jeszcze spróbować wegańskiego deseru. Zamówiłem ciasto z liści pandanowca z kremem sojowym (5 zł) i tutaj miło się zaskoczyłem. Ciasto było naprawdę dobre – słodkie, wilgotne, nawet ten krem sojowy był smaczny.
Podsumowując, za 20 zł dostaniemy naprawdę sporą porcję jedzenia, jednak wydaje mi się, że w jakimkolwiek chińczyku za mniejsze pieniądze również znajdziemy makaron smażony z warzywami i do tego bez „wołowiny”, „kurczaka” czy „krewetek”. Według mnie, jak bardzo by się nie starać, nic nie zastąpi smaku prawdziwego mięsa.
Loving Hut znajdziecie w Warszawie w dwóch miejscach:
– al. Jana Pawla II 41A lok.8
– ul. Warynskiego 3
Specjalnie dla Was, na jeden dzień weganinem został Marcin Malinowski.

![IMG_0827[1]](https://streetfoodpolska.pl/web/wp-content/uploads/2013/12/IMG_08271-300x225.jpg)
![IMG_0829[1]](https://streetfoodpolska.pl/web/wp-content/uploads/2013/12/IMG_08291-225x300.jpg)
![IMG_0830[1]](https://streetfoodpolska.pl/web/wp-content/uploads/2013/12/IMG_08301-300x225.jpg)





