Wracaliśmy do Kielc, a że droga prowadzi także przez Wólkę Kosowską, gdzie w barze MEN’S jadłem m.in. cudowne smażone jelita, decyzja o skręceniu na teren Centrum Azjatyckiego była niemal odruchowa. Niestety, w niedzielę praktycznie wszystko jest pozamykane, bar MEN’S również. Po kilku minutach jeżdżenia znalazłem jednak miejsce, które wydało mi się odpowiednie na niedzielny obiad. Bar Pho-hien. Co prawda lekki niepokój wywoływał napis na szyldzie (Kuchnia polsko – wietnamska), ale cała reszta, czyli niepozorność budynku i dość krótkie menu nakłoniły nas by jednak wejść. A kiedy zobaczyłem przy stołach i za barem Wietnamczyków, wiedziałem, że powinno być dobrze.
Ponieważ to niedziela, większości dań ujętych w menu nie było (m.in. smażonych makaronów sojowych), ale to co najważniejsze, czyli zupy – jak najbardziej. A więc decydujemy się na: zupę Hanoi z kurczakiem, zupę Hanoi z wołowiną i kaczkę po pekińsku.
Zupa Hanoi z kurczakiem (12 zł).
Ogromna misa pysznego wywaru, pełnego ziół, klusek i mięsa kurczaka. Bardzo smaczne danie, choć wywar wydawał mi się nieco mniej esencjonalny niż np. w Toan Pho. Jednak po skropieniu cytryną, dodaniu marynowanego czosnku i pasty chili nabrał wyrazu i zjedzony został do ostatniej kropli.
Podobnie jak zupa Hanoi z wołowiną (12 zł). Nieco tłustsza od wersji z kurczakiem, obficie potraktowana przeze mnie pastą chili rozgrzewała i smakowało cudownie.
Zjadłem z przyjemnością i zabrałem się za
Kaczkę po pekińsku (17 zł).
Porcja duża, bo tradycyjnie podawana z ryżem i surówką. Ryż i surówka standard, nie ma się co rozpisywać. Mięso za to mięciutkie i świetnie doprawione, warzywa chrupiące, a wszystko polane aromatycznym sosem. Całość naprawdę bardzo smaczna i nie żałowałem swojego wyboru.
Podsumowując: za 41 zł najedliśmy się po pachy. Było też smacznie. Może nie ta jakość co w MEN’S, ale naprawdę warto było wydać tam pieniądze. Mimo iż byliśmy bardzo syci, to bez ciężaru na żołądku, a smak zupy długo jeszcze utrzymywał się na ustach. Jeśli będziecie w pobliżu Wólki Kosowskiej (szczególnie w dni handlowe) – skręćcie z głównej drogi i poszukajcie jakiegoś małego, niepozornego baru. Zjecie nie tylko tanio, ale i bardzo smacznie.












