CZESKA PRAGA POZA TURYSTYCZNYM SZLAKIEM (NO PRAWIE) – CZĘŚĆ 2 - Street Food Polska
close
CZESKA PRAGA POZA TURYSTYCZNYM SZLAKIEM (NO PRAWIE) – CZĘŚĆ 2

CZESKA PRAGA POZA TURYSTYCZNYM SZLAKIEM (NO PRAWIE) – CZĘŚĆ 2

0udostępnień

Kolejnego dnia, bladym świtem przed ósmą rano pojawiliśmy się na chwilę w historycznym centrum miasta, na Rynku i na Moście Karola. Po pierwsze dlatego, że zobaczenie tych turystycznych miejsc tak pustych, jak w lutowy środowy poranek to coś wspaniałego, a po drugie dlatego, że na Malej Stranie ominąłem podczas naszego ostatniego wyjazdu pewien malutki lokal, który mógł się okazać diamentem zdecydowanie godnym odwiedzenia. Po przespacerowaniu się najpopularniejszą turystyczną trasą w Pradze i zejściu z Mostu Karola na Malej Stranie wystarczy skręcić w jedną z bocznych uliczek, by trafić do Torto.cz – malutkiej piekarni serwującej kawę na wynos, słodkie i wytrawne wypieki oraz pieczywo. Zabraliśmy ze sobą kilka rohlików, czyli najwspanialszych czeskich bułek, doskonałą, naprawdę doskonałą kawę i wytrawne wypieki, które z tego co pamiętam nie były podpisane żadną nazwą, ale sympatyczna baristka wszystko nam dokładnie objaśniła. Zdecydowaliśmy się na wypiek z serem, spróbowaliśmy go zaraz po wyjściu na zewnątrz i szybko wróciliśmy po jeszcze jeden, z serem i szpinakiem. To było coś niezwykłego i niezwykle pysznego. Delikatnie chrupiące ciasto z zawiniętym w środku serem w typie serka kremowego, a na górze posypane serem żółtym. Jeszcze ciepłe. Muszę tłumaczyć czemu od razu wróciłem po kolejny przysmak czy wszystko jest jasne? Będziemy odwiedzać na pewno, przy każdej możliwej okazji. Zarówno po kawę jak i po przekąski.

Po tym śniadaniu i długim spacerze wróciliśmy do mieszkania na przerwę regeneracyjną przed popołudniowym spacerem po Wyszehradzie. Było to ostatnie z miejsc wymienianych chyba we wszystkich przewodnikach, którego jeszcze razem nie odwiedziliśmy. Ale zanim dotarliśmy na Wyszehrad, trzeba było skonsumować jakiś obiad. Wybór padł na menu dzienne w jednej z najbardziej znanych lokalizacji w okolicach naszego miejsca zamieszkania – U Tří Prasátek. Z menu dziennego wybraliśmy – smażony ser z sosem tatarskim i gotowanymi ziemniakami – podobno jeden z najlepszych w Pradze oraz sałatkę szopską. No i była to kolejna okazja, żeby napić się Chutnej 15 od Radegasta, co uczyniłem bez chwili wahania. Po kilku chwilach nasze zamówienie pojawiło się na stole. Ilość oryginalnej jak mniemam fety w sałatce szopskiej przyprawiała o zawrót głowy i nawet ja, lubiący bardzo wszystko co słone, uznałem to za delikatną przesadę. Sama sałatka natomiast składała się ze świeżych i chrupiących warzyw i bardzo dobrego dressingu. 

Pewnie mi nie uwierzycie, ale po dwóch dniach jedzenia knedlików na obiad, zwykłe ziemniaki z wody sprawiły, że oczy mi się zaszkliły ze wzruszenia. A trzeba powiedzieć, że to były naprawdę dobre ziemniaki. Ale ten smażony ser. Nieprzypadkowo jest on oceniany jako jeden z najlepszych w czeskiej stolicy. Dwa grube plastry sera, z idealnie chrupiącą panierką, ciągnące się tak, że ręki brakowało i do tego domowy sos tatarski. Niby to kuchnia mało wykwintna, ale to rzeczy proste zawsze są najlepsze. Smażony ser U Trzech Prosiaczków szczerze Wam polecam. 

Po wizycie na Wyszehradzie i kolejnym tego dnia długim spacerze mieliśmy siły już tylko na jedno piwo w Vinohradskim Pivovarze. I znowu było to Hazy Galaxy Session IPA. Niczego nie żałuję.

Następny dzień rozpoczęliśmy od najdroższego naszego posiłku podczas tego wyjazdu. Kawy na wynos z Coffee Corner Bakery już wcześniej próbowaliśmy, natomiast skusiło nas menu śniadaniowe, a w nim burrito z jajecznicą, bekonem, serem i awokado oraz angielska muffinka z łososiem, jajkiem po benedyktyńsku i sosem holenderskim. Do tego oczywiście kawa – jak już wspominałem – bardzo smaczna. Na zamówienie czekaliśmy kilkanaście minut, ale było warto, oj było warto. 

Miałem kiedyś przez kilkanaście minut wrażenie, że mogę być pierwszą osobą, która wymyśliła, aby jajecznicę wsadzić w pszenną tortillę. Instagram szybko wyprowadził mnie z błędu a Coffee Corner Bakery udowodniło mi, że można to zrobić dużo lepiej niż ja to robiłem. A wystarczy dodać do środka przesmażony bekon i awokado, a następnie obsmażyć na patelni tak, aby tortilla zrobiła się chrupiąca. Boże jakie to było dobre. Jadłem powoli wcale nie dlatego, że chciałem się delektować smakiem, ale dlatego, że było podobnie gorące jak smaczne. Kanapki mojej partnerki z ilością łososia taką, że wykarmionoby nim całą eskimoską wioskę, z idealnie przygotowanym jajkiem po benedyktyńsku i wspaniałym sosem holenderskim również były doskonałe. Cóż to było za śniadanie. Palce lizać. Nawet pisząc te słowa mam wciąż usta pełne śliny na samą myśl.

Piwny pit stop po spacerze po cmentarzu na Olsanach i zajrzeniu na Żiżkov z nieco innej strony niż kilka dni wcześniej zaliczyliśmy w Pardubická pivnice u Járy. Wówczas pożałowałem, że zjadłem tego dnia tak solidne śniadanie, gdyż dania na talerzach osób siedzących przy sąsiednich stolikach wyglądały i pachniały naprawdę doskonale. Na szczęście Pardubicky Porter szybko ukoił moje skołatane nerwy i mogliśmy udać się w dalszą podróż. Kiedyś postaram się wrócić i spróbować tam również obiadów dnia.

Po przespacerowaniu się tunelem łączących dzielnice Żiżkov i Karlin zajrzeliśmy do jeszcze jednego z miejsc, które bardzo chciałem odwiedzić. Lokal o dość enigmatycznej nazwie Pivo Karlin to minibrowar z wyszynkiem i bardzo przyjemnym wnętrzem. Ich IPA smakowała nieco podobnie do AIPA i jego archetypu w mojej głowie, czyli do Ataku Chmielu, ale sprawiła mi wielką radość po kolejnej części naszego spaceru. Kiedyś trzeba będzie do Pivo Karlin wrócić na coś dobrego do zjedzenia. 

Mając jeszcze nieco sił po dość pobieżnym zwiedzeniu Karlina wsiedliśmy w autobus, który zawiózł nas w okolice Havlíčkovych sadów. Pięknego nawet o tej porze roku parku. W tamtejszej kawiarni posililiśmy się kawą i ciastkiem, które miały nam dodać energii na kolejny etap spaceru – kierowaliśmy się bowiem ponownie do Valhalla Beer Club, w którym tak spodobało nam się pierwszego wieczora. Na drodze pojawił się jednak jeszcze jeden przystanek – Bad Flash Bar Krymska. Nie mogłem przejść obok tego miejsca obojętnie, ponieważ z browaru Bad Flash pochodzi jedno z moich ukochanych czeskich piw – imperialny stout Torpid Mind, którego nigdy nie potrafiłem sobie odmówić będąc w legendarnych Zly Casy, i którego kupiłem nawet kiedyś w butelce, żeby napić się go w domu. Spoiler alert – nie smakował tak samo dobrze jak lany w pięknych okolicznościach praskiej przyrody ożywionej i nieożywionej. Jak zaplanowałem, tak zrobiłem. Torpid Mind to pewnie nie jest piwo wybitne, ale jednak mocno kojarzy mi się ze spokojem w sercu i szczęściem, którego doświadczam za każdym razem, gdy jestem w Pradze. Smakowało bardzo. 

Jako się rzekło ostatnim przystankiem, a przynajmniej tak wówczas myślałem, była ponownie Valhalla, tym razem spróbowaliśmy wspaniałej intensywnie gorzkiej AIPA Sunslinger z browaru Amundsen w Norwegii oraz New England IPA – Druj ze StigBergets ze Szwecji. Oba piwa były naprawdę doskonałe i teraz, kiedy piszę te słowa przeglądając zdjęcia zastanawiam się jedynie nad tym, dlaczego nie spróbowałem piwa spod 4, czyli Mash Test Yummies z duńskiego browaru To Øl. Przecież to wyglądało jak perfekcyjne zakończenie wieczoru. Zmarnowana szansa. 

Po wizycie w Valhalli przespacerowaliśmy się po willowej części Vinohradów robiąc zdjęcia i celebrując piękny rześki wieczór. A skończyliśmy oczywiście w Vinohradskim Pivovarze, kupując nie tylko piwo, ale również malutki kufelek, który wrócił z nami do domu. 

Plan na ostatni dzień pobytu był prosty. Wymeldować się, zawieźć bagaże do przechowalni bagażu na dworcu głównym, odwiedzić jeden z oddziałów muzeum Pragi w celu zobaczenia wystawy o wykopaliskach we Wrocławiu, zjeść obiad w jednym z lokali, których najbardziej nie mogłem się doczekać, a później wsiąść do pociągu i wrócić do domu.

Opowiem Wam zatem o obiedzie. Jest taki kanał na YouTubie, który pozwala mi walczyć choć trochę z moją tęsknotą za Pragą, kiedy akurat mnie tam nie ma. Real Honest Guide prowadzi do miejsc sprawdzonych samodzielnie, nie takich, które zapłaciły mu za to, żeby się na jego kanale pojawić. Jednym z takich miejsc jest kolejny ukryty diament na praskim Starym Mieście – U Červeného páva – gdzie zjadłem doskonałą Svickovą, miękkie i soczyste wołowe mięso w gładkim, intensywnym w smaku warzywnym sosie z knedlikami. Ale największą gwiazdą tego miejsca jest gulasz wybrany przez moją partnerkę. Miałem okazję skosztować tylko trochę, ale bez dwóch zdań był to najlepszy gulasz, jakiego próbowałem w życiu. Intensywny, aromatyczny, gęsty mięsny sos i sporej wielkości kawałki mięsa tak miękkiego, że można je było dzielić widelcem. Coś absolutnie wspaniałego. U Czerwonego Pawia z miejsca wskoczyło na listę lokali, które po prostu muszę odwiedzić ponownie i zjeść raz jeszcze ten wspaniały gulasz. Po prostu muszę. Do tego w menu dziennym mieli również znakomitą zupę ziemniaczaną z dużą ilością leśnych grzybów. No i dzięki temu, że jedliśmy obiad właśnie w tym miejscu nie wyjechałem z Pragi nie próbując jak w tym momencie smakuje Pilsner Urquell. Smakuje znakomicie.

To był już któryś mój wypad do Pragi i na pewno nie ostatni. Dzięki zachowaniu równowagi między spacerami/zwiedzaniem a przeżywaniem gastronomicznych i piwnych rozkoszy wróciłem do domu wyjątkowo wypoczęty. Teraz powoli zbieramy informacje i planujemy już kolejny wyjazd. Prawdopodobnie zaokrętujemy do tego samego mieszkania, bo Vinohrady spodobały nam się bardzo i mamy wrażenie, że wciąż mają przed nami kilka tajemnic. Gdybym kiedyś faktycznie przeprowadził się do Czech, tak jak mi się marzy od dłuższego czasu, to pewnie właśnie tam chciałbym zamieszkać.

A Wam polecam wycieczkę do Pragi w miesiącach nieoczywistych, żeby uniknąć tłumów. Liczba turystów odwiedzających Czechy rośnie z roku na rok i jeśli nie chcecie przeciskać się w tłumie na Moście Karola i denerwować na wszechobecne kolejki, jedźcie do Pragi zanim zrobią to inni – kwiecień i maj, kiedy wszystko zaczyna kwitnąć to wręcz idealny termin.

Michał Turecki

Adresy i ceny:

Torto.cz – Lázeňská 15

Strona internetowa – https://www.facebook.com/tortopeceni/

Przekąska wytrawna – 45 CzK za sztukę 

Cappucino – 70 CzK

U Tří Prasátek – Vinohradská 122

Strona internetowa – https://www.triprasatka.cz/cs/

Lemoniada Mango Marakuja – 75 CzK

Duża Sałatka Szopska – 175 CzK

Volba Sladku 0,4l – 55 CzK

Smażony Ser z ziemniakami z wody – 179 CzK

Coffee Corner Bakery – Korunní 96

Strona internetowa – https://www.facebook.com/coffeecornerbakeryprague 

Kawa Mocca na wynos – 80 CzK

Cappucino – 75 CzK

Herbata – 75 CzK

Muffin z łososiem jajkiem po benedyktyńsku i sosem holenderskim – 275 CzK

Śniadaniowe Burrito z jajecznicą, boczkiem i awokadem – 215 CzK

Pardubická pivnice u Járy – Dalimilova 1

Strona internetowa – https://www.ujary.cz/cz/

Porter – 60 CzK

Pivo Karlin – Pernerova 42

Strona internetowa – https://www.pivokarlin.cz/

Karlin IPA 0,4l – 63 CzK

Birell Pomelo Grapefruit – 58 CzK

Bad Flash Bar Krymska – Krymská 2

Strona internetowa – http://www.badflash.cz/

Torpid Mind 0,3l – 75 CzK

Bikiny 0,3l – 59 CzK

U Červeného páva – Kamzíková 6

Strona internetowa – https://www.facebook.com/redpeacockrestaurant/

Gulasz z knedlikami – 150 CzK

Svickova – 150 CzK

Zupa ziemniaczana z leśnymi grzybami – 45 CzK

Herbata – 79 CzK

Pilsner Urquell – 69 CzK


Czeska Praga poza turystycznym szlakiem (no prawie) – część 1

Matt’s Cheesesteaks – czy wszyscy mają rację?

Dodaj komentarz