Czytałem ostatnio na blogu, że moda na burgery powoli przemija i że miejsc, w których można zjeść burgery ze 100% wołowiny w Warszawie jest już za dużo. Sam ostatnio zaczynam w to wierzyć, ponieważ wracając w weekend do domu dostałem informację, że w warszawskim klubie Park też można zjeść burgery z samej wołowiny. Jako, że właśnie chciałem pojechać coś zjeść, postanowiłem wstąpić i zobaczyć co tam dostanę.
Jak to przeważnie w nowym miejscu bywa, wybieram klasycznego Cheeseburgera oraz, czego nigdy nie robię, tym razem nie zdaje się na łaskę kucharza i proszę średnio wysmażone mięso. Czekam niepokojąco długo, ale w końcu dostaję moją kanapkę. Sprawy zaczęły przybierać nieciekawy obrót, ponieważ mięso z zewnątrz raczej nie wygląda na średnio wysmażone, górna część bułki delikatnie zwęglona, dolna chyba nie była w opiekaczu, a ser jest w bardzo dziwnym miejscu, ponieważ pod mięsem. Wszystko to w akompaniamencie posiekanej sałaty, pomidora oraz bliżej nie określonej mieszanki sosów widocznych na jednym ze zdjęć.
Ale skoro już zapłaciłem 14 zł, to przecież nie wyrzucę jedzenia. Pierwszy gryz niestety zburzył moje wszystkie nadzieje o tym, że może to wszystko tak wygląda, a w środku znajdę piękne czerwone mięsko. Mięso było suche jak wiór, właściwie bez piwa to raczej bym tego wszystkiego nie zdołał przełknąć, ser całkowicie bezsmakowy, a sałata i pomidor…. cóż to ciągle sałata i pomidor. Stwierdzenie bułka „chrupka z zewnątrz, miękka na dole” nabiera w tym przypadku nowego znaczenia, ponieważ tak jak podejrzewałem na górze była bardzo chrupka, a na dole całkiem mięciutka. Podsumowując burger nadaje się co najwyżej jako zapychacz brzucha w bardzo wskazującym na spożycie stanie, w jakimkolwiek innym przypadku raczej nie polecałbym go jeść. Osobiście coraz bardziej przekonuję się do tego, że przez takie właśnie miejsca, w Warszawie jest coraz mniejsza konkurencja i coraz ciężej będzie nam znaleźć dobre burgery.
Rozczarowany wyszedł Marcin Malinowski.










