http://streetfoodpolska.pl/web/wp-content/uploads/2017/03/IMG_20170323_065532-1050x788.jpg

Zielonym Do Góry – autorsko i dobrze

Świeżutki lokal na krakowskiej mapie gastronomicznej. Właśnie otworzył się przy Lwowskiej, praktycznie naprzeciw Placu Bohaterów Getta. Niech nikogo nie zwiedzie nazwa. Zielonym Do Góry to nie jest lokal wege, choć i bezmięsne dania w krótkiej, za to bardzo treściwej karcie znajdziemy.  Ale po kolei. 

Menu jest sezonowe. Na razie podpisane jako zima. Do wyboru: pięć zakąsek, trzy zupy, dziewięć dań głównych i trzy desery. Trochę nam zajęło podjęcie decyzji, co wybrać. Padło na podpłomyki z prażynkami gryczanymi i ryżowymi podawane z hummusem z białej fasoli i konfiturą z czerwonej cebuli, żurek na zakwasie z płatków owsianych z panierowanym żółtkiem i krokietami ziemniaczanymi, grillowane gołąbki w sosie musztardowym faszerowane kaszą jaglaną, orzechami i karczkiem wieprzowym, burgera z kotletem z czerwonej fasoli, kimchi i i kiszonym ogórkiem z chili, a na deser ciasto z buraka z lodami z kiszonej gruszki.

Zakąska. Dostajemy trzy podpłomyki i prażynki. W połączeniu z idealnie przyrządzoną konfiturą z czerwonej cebuli i fasolowym hummusem smakują świetnie. Sama konfitura – bajka. Konsystencja, smak, aromat – wszystko gra. Podobnie hummus, delikatny w smaku, puszysty, lekki. Jedliśmy z Kubą na pół i było w sam raz. Porcja jest naprawdę sycąca. 

Żurek. Petarda. Po prostu świetny. Rozpływające się żółtko, delikatne ziemniaki i spora ilość mięsnych elementów idealnie zgrywają się z wyważonym w smaku wywarem. Jeden z najsmaczniejszych żurków, jakie jadłam. Nie za kwaśny, dobrze doprawiony i do tego podany nieco inaczej. 

Gołąbki. Kuba z dużą niechęcią oddawał mi połowę porcji w zamian za burgera z fasolą. Nie dziwię mu się. Gołąbki są lekkie, z dobrym farszem, a w połączeniu z sosem, który raczej z tym daniem się nie kojarzy, smakują obłędnie. Czy farsz mógłby być bardziej wilgotny? Może i tak. Ja nawet na to nie zwróciłam uwagi, bo rozbroiłam gołąbka i utaplałam na maksa w sosie. Dobre to. Bardzo.

Burger. Od czasu do czasu nachodzi mnie wena na wegetariańskie burgery. Z fasoli jeszcze nie jadłam, więc tym bardziej chciałam spróbować. Dostajemy go że smacznymi frytkami z batatów. Sam kotlet z fasoli – bardzo dobry, wyrazisty w smaku. Ale tym, co najbardziej przypadło nam do gustu, było kimchi z czerwonej kapusty. To jest to. Pomijając fakt, że do fasoli pasuje idealnie, samo w sobie jest pyszne. Taką kiszonkę mogę jeść samą. Jedyne, co nie pasowało, to bułka. Broszka. Ja za takimi w ogóle nie przepadam, a tym bardziej w burgerze. Żeby nie było niedomówień – smakowe fajnie się komponuje z całą resztą na talerzu. Tu wchodzi w grę moje lubię-nie lubię i tylko dlatego się czepiam. Burger był naprawdę bardzo dobry, o czym najlepiej świadczy mina mojego współbiesiadnika, kiedy oddawał kelnerowi niedojedzony kawałeczek. To była walka. I próba znalezienia takiej pozycji, żeby żołądek zmieścił resztę burgera i jeszcze deser. A to było bez mięsa. I z fasolą, której nie lubi.

Deser. Ciasto aromatyczne, korzenne, któremu słodycz oddaje burak w połączeniu z kwaśnymi lodami robionymi na miejscu (praktycznie jak wszystko inne, co tylko się da) jest po prostu genialne. Słodkich wypieków z brakiem próbowałam już wcześniej, ale to przygotowywane tutaj jest jednym z najśmieszniejszych, jakie jadłam. 

Oprócz świetnego jedzenia klimat robi też otwarta kuchnia. Dla niektórych niezauważalny drobiazg, dla innych ważny element. Przede wszystkim dlatego, że nic się nie ukryje, wszystko widać jak na dłoni. Do tego bardzo przyjemny wystrój. Oszczędny, bez zbędnych ozdobników. Drewno, kamień i metal. I mnóstwo roślin w skrzynkach i na ścianach – przy krakowskim smogu, strzał w dziesiątkę. 

Podsumowując, jestem na tak. Nawet bardzo. Przede wszystkim dlatego, że co tylko się da, jest tu przygotowywane na miejscu, od podstaw. Jest też to, co w kuchni jest najważniejsze, czyli smak,  a w karcie – różnorodność. Wśród kilku pozycji nie brakuje ryb. Na pewno odwiedzimy znowu. Żeby spróbować reszty dań z tej i nowych, z kolejnej karty. I jeszcze ceny. Za te wszystkie dania plus dwa piwa (plus za obecność tych niekoncernowych) i kieliszek ukraińskiej wódki Hlebnyi zapłaciliśmy 113 złotych. 

Ela Święcka

Zielonym Do Góry, Kraków, ul. Lwowska 1

Facebook: https://www.facebook.com/zielonymdogorykrk/

Menu: https://www.facebook.com/zielonymdogorykrk/menu/




There are no comments

Add yours