close
Zawiedzione nadzieje, czyli znowu po turecku po kielecku.

Zawiedzione nadzieje, czyli znowu po turecku po kielecku.

0udostępnień

Po wielu entuzjastycznych opiniach znajomych (choćby tej) o smakowitych kebabach w Troyu, wreszcie udało mi się tam dotrzeć. Przy wejściu nic nie zapowiadało, że coś mi nie będzie pasowało: rodowity Turek czuwający nad baraniną, świetna obsługa (ledwo zamówiliśmy jedzenie, gratisowa herbatka już wylądowała na stoliku), zapachy, lokal pełen ludzi… Zamawiamy z żoną klasycznie: ona baraninę w tortilli, ja baraninę w bułce. Oczywiście porcje duże. Moja chyba 12 zł, jej 11 zł. Siedliśmy tak, że widać było wszystkie etapy produkcji. Po porażce z hamburgerem chciałem zjeść tzw. pewniaka, a na takiego mi troyowe kebaby pachniały. I… zonk !!!! Jak wiecie, dla mnie doner kebab MUSI być w tureckim przaśnym chlebku. I niczego innego się po Troyu nie spodziewałem, wszak porównywany bywa z Sarayem, gdzie takowe chlebki mają. A jednak! Zamiast tego dostałem trójkątną pszenną bułkę, jak gdzie indziej … No naprawdę, tego nawet w najgorszych koszmarach nie przewidziałem. Kiedy już zoczyłem w co mi baraninę spakują, wiedziałem, że raczej nie będę tam częstym gościem, ale być może skuszę się kiedyś na tortillę lub baraninę z dodatkami, jako danie obiadowe. Dostałem swojego donera wsadzonego w garnuszek, żeby było go wygodnie jeść. To miłe, ale na starcie pokazuje, że wersja z Troya nie będzie klasycznym streetfoodem, bo nie da się go jeść  idąc. Bułka jest tak otwarta, że gdyby nie widelec i podstawka, połowa wylądowała by na ziemi, o zagryzieniu z bułką wsadu nie wspomnę. Fakt, porcja naprawdę duża, najeść się można. Ale wielkość to nie wszystko. Po kolei: baranina była jakaś taka żylasta i nie gorąca, ale ciepła – to znów wina bułki, której nie da się tak zgrillować z zawartością, jak przaśnego chlebka. Poza tym nie była tak dobrze przyprawiona, jak w Sarayu. Sałatek zdecydowanie więcej niż w Sarayu, co akurat nie jest zaletą, część z nich zbyt mokra i rozmiękczała bułkę. Sama bułka… no nie wiem, co mogę jeszcze o niej napisać, poza tym, że była? Zdecydowanie nie moja bajka . Zostawiłem nadgryzioną tylko. Jak wspomniałem żona wzięła dużą tortillę. Porcja fest, najeść się można, ale… jak nie jadam tortilli, tak za tę w Sarayu dałbym się pokroić. Ta z Troya… ledwie poprawna. Sosy.. były. I tyle.
Reasumując: nie podzielam entuzjazmu osób zachwalających kebab w Troyu. Idąc tam miałem nadzieję na drugą po Sarayu miejscówkę z pysznym tureckim jedzeniem. Okazało się po raz kolejny, że fakt iż kebab robi się z baraniny to nie wszystko. Na pewno było to o lata świetlne lepsze od tego co zjadłem w Łowiczu, lepsze od tego co zjadłem na Wesołej, ale spodziewałem się czegoś naprawdę innego. Osobiście porównałbym te kebaby do tych, które jedliśmy w Imbiss Istanbul Kebap. Powiem tak: jest baranina, jest świetna, miła obsługa, jest lokal czynny 24 h, ale mnie osobiście czegoś zabrakło. Na pewno gdybym miał wybierać między Troyem, a np. „kebabami” z budek, wybrałbym Troya. Ale póki co, mam ciągle alternatywę w postaci Saraya. Swoją drogą, trzeba tam niebawem pójść, żeby sprawdzić, czy trzymają poziom. Co daj Panie Boże.

Zgadzasz się z nami? Nie zgadzasz? Masz własną opinię? Skomentuj ten post!
Opinie wulgarne, wyglądające, jak nachalna reklama, reklamy itp. będą usuwane.

Jak Paweł odwiedza Subway

Parpary 2011, czyli jak się chce to można

4 komentarze

  1. Tydzień temu wybraliśmy się po raz 2gi do Soraya, o niezdrowej porze-1rano. Ostry kebab barani w tortilli, doprowadził nas do ślinotoku podczas wizualnego oczekiwania na jego konsumcję. Dogryżliśmy się do połowy porcji i po konsultacji z szefem w celu poprawy jakości sosu, a racej sosów, których nie było, opuściliśmy zniesmakiem Soraya…niestety!!!!!!!!!

  2. Widzisz, ja w Troyu jadłam tylko tortillę i bez zastrzeżeń, dawno tam nie byłam, może coś się zmieniło. Nigdy nie jadłam w bułce więc nie wiedziałam nawet jak i co. :( A Saray też muszę odwiedzić, ostatnio jadłam tortillę tam pod koniec sierpnia, więc warto by zajrzeć.

Dodaj komentarz