http://streetfoodpolska.pl/web/wp-content/uploads/2015/03/10325575_526103287527442_7646672727912087163_n.jpg

Żarcie na Kółkach – relacja zbiorcza

Adam (MyFoodTruck.pl):

Na zlocie, który odbywał się na błoniach stadionu narodowego, szukaliśmy głównie nowych food trucków wśród 60 innych pojazdów, więc docieramy do debiutanta, jakim okazał się Italian Food Truck. Włoskie dania, czyli makarony i pizza. Moja partnerka od samego początku nastawiona była na dania z makaronu, sam byłem również przychylny jej decyzji szukając odpowiednika food trucka „pasta ale jazda”, który kiedyś serwował bardzo dobre jedzenie na bazie makaronu i sosów. Zamawiamy więc makaron i dodatkowo pizzę salame. Pierwszy do nas trafia makaron linguine (czyli długie paski klusek i w mojej opinii najlepsze z dostępnych w food trucku) z sosem śmietanowym i szpinakiem. Pomimo braku mięsa porcja jest bardzo smaczna i przede wszystkim duża a sosu na tyle aby skosztować danie aż do końca.

11081002_525451157592655_420869132421350960_n 11037565_525502234254214_5510563358185026771_n11041727_525502107587560_7630475049634725872_n

Przechodzimy do pizzy z salami o średniej wielkości, dla 2, maksymalnie 3 osób. Ciasto jest bardzo cienkie nawet na brzegach, a ilość salami wystarczająca, aby pokryć pizzę tego rozmiaru. Sosy do pizzy są dostępne, ale w naszym przypadku byliśmy bardziej zadowoleni możliwością urywania liści bazylii z doniczek stojących przy ladzie food trucka, a w przypadku makaronów również idealnie sprawdzały się świeże listki kolendry, i za to plus.

10420155_525502180920886_5671849551649593663_n 11083682_525502207587550_801519356351258971_n

Kolejnego dnia zlotu powróciliśmy do tego samego trucka zasmakować innych dań z makaronem, tym razem poprosiliśmy o penne z czterema serami

4 sery 4sery2

oraz kolejną porcję z kurczakiem i borowikami w sosie śmietanowym.

kura i boro 2 kurak i boro

Oba dania były wyśmienite i tak dobre jak pierwszy traf, czyli linguine ze szpinakiem, które przypadło nam najbardziej do gustu. Do pełni szczęścia, w ich menu brakowało jedynie carbonary z grillowanym boczkiem i oregano, natomiast opcję z owocami morza zostawiliśmy sobie na kolejny raz.

Urban Burrito – małe, drewniane i niepozorne stoisko, stojące prawie na samym środku placu. Doszukaliśmy się ich dopiero drugiego dnia zlotu, a to że kuchnia meksykańska również mi sprzyja, nie zaszkodziło, aby porównać ich propozycję z podobną kuchnią, jaką chociażby serwuje food truck Wheel Meal czy też Taco Libre. Kilka rodzajów burrito, między innymi kurczak albo szarpana wołowina w wielkościach średnich (ok. 17 zł) i dużych (ok. 22 zł). Wiele osób polecało wołowinę, tak też i zamówiłem. Na średniej wielkości i bardzo cienkim placku (z wyglądu i smaku bardzo zbliżonym do lawasza – świetnym z resztą) ląduje pulled beef (według mnie ok. 100g), do tego czarna fasolka z ryżem, pomidor z warzywami pokrojony w kostkę i posypana świeża kolendra. Wszystko to na końcu polane jest łagodnym białym sosem na pół z ostrym. Całość następnie zostaje zwinięta w placek i opiekana w dociskanym grillu. Zamówiona średnia wielkość porcji jest bardzo mała, znika bardzo szybko po kilku kęsach. Nie wiem na ile porcja duża jest większa od średniej, ale w cenie ok 17 – 18 zł spodziewałem się posiłku (pomimo dobrej jakości i bardzo smacznego) chociaż minimalnie zabijającego głód. Większe porcje i będzie bardzo dobrze.

11122244_10205568742996585_1199970487_o 11091092_10205568743036586_2099816225_o 11088261_10205568743076587_962379136_o 11066057_10205568743276592_455246692_o 11100795_10205568743236591_32128358_o

Mateusz Suchecki:

Szerdelek – Charakterny Cymes, czyli miało być jak u Grzesiuka, a trochę się rozmyło. Towarzystwo zachwala, namawia, mówi, że przetestowane i warto. Kaszanka chodziła za mna kilka dni, tak że chętnie spróbowałem ich wersji w bułce: Praski kawior za całe 10 złociszy. Cena wspaniała, wszak kaszanka jest produktem stosunkowo tanim do wyprodukowania. Porcja konkretna o składzie: kaszanka domowej roboty, duszona cebula, prażone jabłka, ogórek marynowany, musztarda i cos ostrego. I niby prosto i subtelnie, jednak kaszanka zbyt kaszowa, jabłka coś nie czuć i zabrakło elementu przełamujacego dość mdłą kompozycje. I chociaż słowa złego nie powiem na szybkość i sympatyczność obsługi oraz cenę tak niską w stosunku do innych Food Trucków, to jednak jestem przekonany że Praski kawior można podawać lepiej i charakterniej, tym razem Cymesowi zabrakło ostróg.

11111112_525504710920633_4749031559772807460_n 11048644_525504624253975_6771977607376327879_n 10955397_525504717587299_2291691165325322313_n

Padło hasło: „W Chyżym Wole piąta ćwiartka!”, no to raz czym prędzej do stanowiska na ogony wołowe (16 zł/150 g). Poczekaliśmy chwilkę, ze znieciepliwieniem przestępując z nogi na nogę, chociaż czas oczekiwania był naprawdę krótki. Buła konkretna, porcja solidna, pachnie pięknie, ogony duszone w winie i sosie Marinara, delikatne i miękkie. I cóż – dobre to było, jednak tutaj znowu zabrakło mi elementu przełamujacego, dodanie prostego jalapeno załatwiłoby problem, gdybyśmy byli bardziej kreatywni to z pewnością jakaś marynata, odrobina pikla czy coś sfermentowanego pasowałoby jak ulał.

11106346_967428529956813_119639628_n 11092108_967428536623479_1933766654_n 11092670_967428533290146_659259206_n 11082570_525504347587336_4247218717926685904_n 11018616_525504290920675_8996202155926390800_n

Jeżeli pod samochodem stoi tłum ludzi i wszyscy jedzą, to znaczy, że jest szybko i smacznie. Mowa o BratWurst, pięknie pachnie, kolejka szybko idzie a obsługa bardzo uprzejma. Bierzemy kanapkę ze smażonym serem oraz kanapkę z Matiasem. Czekamy zaledwie 5 minut i dostajemy obie, dla mnie objawienie. Banalnie proste i wręcz pretensjonalne połączenia. Kanapka z serem najlepsza z całego zlotu, Matias prawdziwy (podobno z Holandii) odrobinę przytłumiony jajkiem, którego taka ilość była zbędna. Dziękuję, poza jajkiem brak jakikolwiek uwag.

11006458_525504380920666_1004344092145100767_n 11075259_525504487587322_8180541152775066537_n 11071407_525504467587324_7068858036936630517_n 11075263_525504590920645_5254843047823015079_n18082_525504584253979_5479785970570820012_n

La Chica Food Truck – ależ zagrzmiało w internecie o tym aucie. Marcin ciągnie, wszak przed dwoma tygodniami wrócił z Kuby i stwierdził, że na wyspie jedzenie go nie porwało, to może chociaż w Polsce się uda? Czas oczekiwania: bagatela 60 minut, cena: zaledwie 20 złotych. Jednakże w tej cenie dostaniemy pieczywo pieczone na miejscu bo inaczej czasu oczekiwania nie potrafię sobie wytłumaczyć, pulled pork czy coś w ten deseń o bliżej nieokreślonej formie, troche zielska, sera, szynki. Wychodzi jak? Nijak. Obsługa jest powolna i niemiła, czas oczekiwania przerażający, a smakowo to już lepiej iść na kanapkę ze smażonym serem. Nie polecam, nie pozdrawiam.

11063766_965973816768951_4322465726478704288_n 11102752_965973870102279_2512089862371412658_n

Marcin Malinowski:

Właściwie ja mogłbym się podpisać pod relacją Mateusza, ale moimi oczami dokładnie było to tak…
Ja oczywiście miałem swoich faworytów i trucki, które chciałem sprawdzić. Zaczynając od Chyżego Woła – tutaj za niewielkie pieniądze dostaliśmy dużą porcję mięciutkich ogonów wołowych zamkniętych w chrupiącej bułce. Jak dla mnie czad. Może faktycznie przez duszenie w winie, mięso stało się delikatnie słodkie i przydałoby mu się coś ostrzejszego na przełamanie. Dla mnie nie było niezbędne, ale przyznaję rację – świetnie podkręciłoby całość. Od pierwszego razu jestem ich fanem i raczej nie zanosi się na zmianę. Mocny punkt wszystkich zlotów.
La Chica Food Truck – dla mnie pozycja obowiązkowa na tym zlocie. Jak już było wspomniane, wróciłem z Kuby raptem 2 tygodnie temu, dlatego musiałem spróbować kubańskich kanapek. Tytułem wstępu – jeżeli ktoś liczy na Kubie na dobre jedzenie – od razu mówię, że nie znajdziecie tam raczej nic dobrego. A przynajmniej ja nie znalazłem. Naprawdę po każdym zamówieniu czekałem jak na skazanie, na jakie paskudztwo trafię. A jak wyglądają te kanapki u nas? Może nie tak źle jak na miejscu, natomiast nie zrozumiem ani idei szynki w kanapce z pulled porkiem ( nota bene mocno przeciętnym ), ani godzinnego czasu oczekiwania na zwykłą kanpkę. Ale jak usłyszałem od obsługi „nie pracowałeś w gastro, więc się nie znasz”. Tym zdaniem kończę o tym food trucku. Ja tam na pewno nie wrócę.
Z nowości – no może nie nowości, bo debiut mieli już w zeszłym roku, udało mi się odwiedzić Kingston Town Patty i ich Imprezowe Chlebki ( 7zł ). Nie wiem na jaką to imprezę, ale na pewno mocno zakrapianą. Bez dobrego przepicia nie idzie tego przełknąć. Lekko słodki chleb smażony we fryturze, z dodatkiem bezsmakowego sera. Raczej mocno średni pomysł.
11091281_967662279933438_1974918475_n 11092627_967662266600106_1010666733_n 11106456_967662283266771_1531884462_n
Ostanią potrawą, której sprówałem było tajskie curry na mleku kokosowym z dodatkiem krewetek (25 zł) od Pot Spota. Chłopaki tradycyjnie już nie zawiedli. Kremowe curry z ryżem i krewetkami, których znalazłem ich tam 7 albo 8. Jak na taką porcję całkiem sporo. Mogłem poprosić o delikatnie wzmocnienie chilli, wtedy byłbym w 7 niebie. A tak byłem „tylko” u jego bram. Kolejny food truck, do którego można iść w ciemno na każdym zlocie.
11081216_526104260860678_7997924127384193718_n 22493_526104300860674_7971802758032874360_n 11083674_526104257527345_209672325006648402_n

Kaszpir:

Tom yum… Jeszcze nie rozpaliły się grille w food truckach a już po okolicy roznosił sie zapach orientalnych przypraw a otwarta burta zapraszała do odwiedzin w Przystanku Sushi. Chłopaków znałem już z Targu Śniadaniowego i bardzo podchodziła mi ich sprawność kręcenia rolek, więc z ochotą ustawiłem się by spróbować zachwalanej przez nich debiutanckiej zupy.

Ostrość przełamana smakiem mleczka kokosowego (ortodoksi go nie uznają, ale ja uwielbiam). Obłędny zapach. A w środku kawałeczki mięciutkiego kalmara, grzybki shitake i oczywiście doskonale ugotowane krewetki. Wszystko prawie rozpływające się w ustach, ale nie rozgotowane. Dodatek ryżu powoduje, że za 12 złotych otrzymujemy jeden z najlepszych eintopfów jakie jadłem w warszawskich food truckach. Moja od dziś obowiązkowa pozycja podobnie jak wege curry od Pot Spota.

sushi

Schowany w rogu placu Italian Food Truck kusił i kusił. W końcu skusił. I to jak skusił. Wielkie pudełko po brzegi wypełnione solidną porcją penne dokładnie sklejonego aż czterema pysznymi serami (16 zł). Saint Agur znam z burgerów American Food Truck (zaprzyjaźnionej marki Włochów), ale prawdziwy Parmigiano Regano i Le Rustique to była naprawdę serowa uczta. Smaki przeplatały się przez całe danie i doskonale uzupełniały a zapach wręcz oszałamiał. Na pewno skuszę się jeszcze nie raz, a już na pewno na ich popisowy makaron ze szpinakiem, który się niestety bardzo szybko skońćzył.

ift1 ift2

Obaj debiutanci – rewelacja.

Zdjęcia: Street Food Polska i MyFoodTruck.pl




There is 1 comment

Add yours

Post a new comment