close
Z dziejów łódzkiej gastronomii – recenzja książek

Z dziejów łódzkiej gastronomii – recenzja książek

0udostępnień

Dzisiaj przedstawiam Wam dwie perełki dotyczące historii łódzkiej gastronomii. Pierwsza to pozycja pod tytułem „Piwo, flaki garnuszkowe, petersburskie bliny i kawior astrachański” pióra Mirosława Jaskulskiego. Pięknie wydana przez Dom Wydawniczy Księży Młyn, formatu A4, w twardych okładkach, szyta i pełna fantastycznych rycin traktuje o czasach przedrozbiorowych po 1918 rok.

Przyznać trzeba, że Autor potraktował temat bardzo dokładnie. Szczegółowo zanalizował, jak zmieniał się charakter łódzkiej gastronomii na przestrzeni lat. W pierwszej części skupia się na czasach sprzed rozbiorów, opowiada o karczmach i oberżach, które karmiły podróżnych, płynnie przechodzi do opisu staropolskiej kuchni, następnie pokazuje, jak zmieniało się ich menu, wystrój i podejście do klienta.

W części drugiej, dotyczącej szynkarstwa łódzkiego w drugiej połowie XIX wieku, opisuje wyszynk alkoholi, regulujące go przepisy, następnie poświęca rozdział Janowi Adamskiemu, nazywanemu pierwszym restauratorem Łodzi przemysłowej, człowiekowi, który 1824 roku otworzył na Nowym Mieście pierwszy lokal gastronomiczny. Sporo pisze też o innych gastronomach i szynkarzach, oraz o tym, jaki wpływ miały ich lokale na społeczność miasta. Warto zaznaczyć, że wówczas szynki wódczane i pijalnie piwa były właściwie jedynymi miejscami dostępnymi finansowo dla najsłabiej zarabiających robotników, a często także jedynym miejscem, gdzie ludzie ci mogli spędzić czas na rozrywce i spotkaniu ze znajomymi. Autor nie pomija również gościńców i domów zajezdnych.

Część trzecia, najobszerniejsza i dla mnie najciekawsza, dotyczy już przełomu XIX i XX wieku. Szczegółowo omówiono tutaj Monopol Państwowy i „przemysł traktierniczy”, osobnych rozdziałów doczekały się restauracje, bary, mleczarnie, bawarie i piwiarnie, cukiernie, kawiarnie, bufety i garkuchnie, herbaciarnie i lokale serwujące obiady domowe. Osobno opisano kuchnie narodowe zamieszkujących wówczas Łódź grup narodowych i etnicznych. Bardzo ciekawy jest rozdział opisujący obsługę klienta, jeśli znacie „Zaklęte rewiry”, będzie on doskonałym uzupełnieniem tej książki. Dla szczególnie dociekliwych polecam rozdział o wyposażeniu lokali oraz indeks, w którym wypisano ulice, na których znajdowały się ówczesne lokale wraz z aktualnymi nazwami.

Podsumowując: książka ta jest wspaniałym napisanym ze swadą kompendium dotyczącym dawnej łódzkiej gastronomii. Warto po nią sięgnąć, jeśli interesuje Was historia gastronomii, albo mieszkacie w Łodzi i chcielibyście połazić po mieście szlakiem dawnych knajp.

„Piwo, flaki garnuszkowe, petersburskie bliny i kawior astrachański” Mirosław Jaskulski, Dom Wydawniczy Księży Młyn, Łódź 2012, 227 stron.

Kontynuujemy wędrówkę? Proszę bardzo. Bardziej współczesnych czasów dotyczy książka Jerzego Krzywika Kaźmierczyka „Lorneta z meduzą. Wędrówki łódzką nocą”. 

Jeśli bywacie we wszelkiego rodzaju „Przekąskach Zakąskach”, „Pijalniach wódki i piwa” i tym podobnych lokalach, bez trudu złapiecie klimat tej pozycji. Ta książka to spacer po lokalach, w których królował bryzol, tatar, placki ziemniaczane, galareta z nóżek czy śledź. Oczywiście każdorazowo zapijane kieliszkami monopolowej. Wędrówkę rozpoczynamy 19 stycznia 1945 roku na ulicy Piotrkowskiej, maratonem przez wszelakie Gospody (Ekspress, Narrcyz, Ziemiańską, , Casino…).

A później Dworzec Fabryczny, U Fońka, Bar Mleczny, Bretońska, Fraszka, Golonka, Górniak, Jutrzenka, Przekąska, Leśniczówka, Albatros, Smakosz, Turystyczna, Delfin, Tivoli… Razem z nami nad lornetą z meduzą będą topić smutki lub świętować podwyżkę wszelkie możliwe typy ludzkie: robotnicy i inteligenci, członkowie aparatu bezpieczeństwa publicznego i opozycjoniści, artyści i prostytutki, złodzieje i milicjanci, alkoholicy i pijący raz w roku…

„Lorneta z meduzą” to barwna panorama powojennej łódzkiej gastronomii, chociaż słowo „barwna” dotyczy raczej ludzi niż wystroju. Mimo iż dotyczy gastronomii bardzo siermiężnej, czasami wręcz prostackiej, czyta się to doskonale. Jeśli lubicie klimat opowiadań Marka Nowakowskiego czy Jana Himilsbacha – polubicie i tę książkę, bo tyczy podobnych czasów i zachowań.

No to co?

W Polskę idziemy, drodzy panowie,
W Polskę idziemy,
Nim pierwsza seta zaszumi w głowie
Drugą pijemy.
Do dna, jak leci,
Za fart, za dzieci,
Za zdrowie żony.
Było, nie było…
W to głupie ryło,
W ten dziób spragniony.

„Lorneta z meduzą. Wędrówki łódzką nocą”. Jerzy Krzywik Kaźmierczyk, Dom Wydawniczy Księży Młyn, Łodź 2014, stron 216, opraw miękka, klejona.

Tradycyjne węgierskie smaki w Hungarikum Bisztro

Najwyższa jakość utrzymana – kolejna wizyta w Del Favero

Dodaj komentarz