http://streetfoodpolska.pl/web/wp-content/uploads/2013/08/sztrass.jpg

Z dużej chmury mały deszcz, czyli Sztrass Burger nie taki dobry, jak go malują.

Dzisiaj kolejna recenzja z Wrocławia i kolejne burgery poddane surowej ocenie gladysha. Zapraszam do lektury:

 

Już w ostatnim wpisie wspominałem o braku prawdziwych burgerowni we Wrocławiu. Od około miesiąca dość głośno zrobiło się jednak o nowym miejscu, które miałoby wypełnić tę lukę. Ciekawa promocja na Facebooku, otwarcie w trakcie trwania festiwalu Nowe Horyzonty i interesujący wygląd, sprawiły, że moda na burgery – choć z opóźnieniem – dotarła w końcu do stolicy Dolnego Śląska.

 

Po poprzedniej – nieudanej – próbie znalezienia smacznego kawałka bułki z wołowiną, tym razem udaliśmy się do Sztrass Burgera z wielkimi nadziejami, które dodatkowo zostały rozdmuchane dzięki całkiem przyzwoitym opiniom w internecie.

 

Samo wejście do lokalu oraz jego wystrój robi świetne, pozytywne wrażenie. Lokal jest niewielki, ale całkiem ciekawie zagospodarowany, z przeważającym białym kolorem oraz uśmiechniętymi dziewczynami za słusznej wielkości barem/wydawką, gdzie przygotowywane są dania. W Sztrass Burgerze obowiązuje samoobsługa, więc skuszeni przyjemnym zapachem, który przywitał nas na wejściu, od razu udaliśmy się, aby złożyć zamówienie. Menu składa się sześciu burgerów, a my, jako tradycjonaliści wybraliśmy Burgera Klasycznego za 16 zł oraz Chisburgera za 17 zł. W takiej cenie otrzymujemy także porcję -wyglądających na pierwszy rzut oka na domowe – frytek.

 

Ciekawym pomysłem jest przydzielanie „numerków” zamówienia. No właśnie, nie numerków, a literek. Nam przypadła J, jak Jadwiga.

 

sztrasJ

 

 

Oczekiwanie na danie przedłuża się z zapowiadanych 20 minut do 35, co jest pierwszym niemiłym zaskoczeniem, tym bardziej, że przez dłuższą część z tego czasu zmuszeni jesteśmy stać w oczekiwaniu na zwolnienie się jednego z kilku stolików. Z drugiej strony mogłoby to świadczyć o popularności tego miejsca.

 

Po wywołaniu wspomnianej wyżej Jadwigi, na naszym stoliku lądują dwa plastikowe koszyki, wyłożone papierem, na którym wyrzucone są frytki oraz zawinięty w papier śniadaniowy burger.

 

sztrass

 

 

W klasyku, nazwanym Burgerem znajdziemy sałatę lodową, pomidora, ogórka kiszonego, cebulę czerwoną surową, naturalnie kawał mięsa, a to wszystko okraszone ketchupem i majonezem. Czisburger różni się tylko dodatkiem plasterka sera, natomiast mój jeszcze tym, że zamówiłem go bez pomidora, za którym nie przepadam. Przy zamawianiu poprosiłem o dobrze wypieczone mięso edit: nie wysmażone, ale i nie krwiste, o co niestety musiałem upomnieć się sam.

 

Emocje, powodowane niedostatkiem prawdziwych burgerów we Wrocławiu, wraz z otrzymaniem zawiniątka wzrosły, niestety szybko opadły. Przykra niespodzianka? Papier, w który owinięty był burger był przemoczony od tłuszczu, co nijak pasowało mi do dobrze ugrillowanego mięsa.

Zapach wydobywający się z mojego koszyka zachęcał, ale już pierwszy gryz mocno zweryfikował oczekiwania względem Sztrass Burgera. Bułka, która pieczona jest na specjalne zamówienie w pobliskiej piekarni była zwyczajnie zwęglona od środka, co ktoś chciał chyba – niezbyt umiejętnie – zakryć ketchupem. Przez tak mocne spieczenie była twarda i miałem problemy z wyczuciem jej prawdziwego smaku.

 

sztrass3

 

Kawał mięsa jest faktycznie sporym kawałem, wystającym poza brzegi bułki. Pachnie smakowicie, ale… to wszystko. Ciężko mi wytłumaczyć to, że wołowina opływa w tłuszczu, jakby była smażona w frytkownicy. Do tego smak, a właściwie jego brak. Owszem, wyczuwalne jest, że tutejsza wołowina jest wysokich lotów, ale nie została w ogóle doprawiona, przez co jej smak rozmył się wśród ogórków kiszonych, sałaty i majonezu.

 

Cały burger jest słusznych rozmiarów, nie ukrywam, że nawet jak na moje – niemałe – możliwości, był zupełnie wystarczający jeśli chodzi o sytość. Niestety, smakowo to zupełnie nie mój klimat, a już na pewno spodziewałem się czegoś o wiele lepszego po tych wszystkich zapowiedziach o prawdziwej burgerowni.

 

sztras2

 

 

Na koniec jeszcze kilka słów o zachwalanych na facebookowym profilu frytkach. Przypominają one te domowe tylko na pierwszy rzut oka, ale już po skosztowaniu, zwyczajnie są zbyt twarde i bez smaku. Proponuję właścicielom poeksperymentować z wegetą lub mieszanką papryk, jako przyprawą.

 

Nie chciałbym skreślać od razu Sztrass Burgera na starcie, ponieważ widzę w lokalu pewien potencjał. Jednak osoby odpowiadające za przygotowywanie mięsa muszą się do tego mocniej przyłożyć, spróbować dodać więcej przypraw, zwłaszcza ostrych, ponieważ mięso wydaje się za mdłe. No i najważniejsze – burger nie może spływać tłuszczem, ponieważ robi się nieapetyczny i skutkuje bólem brzucha.

 

Sztrass Burger
ul. Psie Budy 7/9, Wrocław
http://www.facebook.com/SztrassBurger