http://streetfoodpolska.pl/web/wp-content/uploads/2016/01/58473_1120269614652272_6452369787797679185_n.jpg

Wyprawa do Wietnamu

A więc klepnięte! Po latach zajadania się wietnamskimi przysmakami w Polsce, po dwóch latach planowania, w tym roku ruszam do Wietnamu. Wspólnie z Tomkiem Wawrzyczkiem, znanym jako Inżynier Petarda i Marcinem Szafą z Mocny Vlog, postanowiliśmy wreszcie doprowadzić nasze plany do końca. Spędziliśmy godziny na rozmowach, jak to będzie fajnie, ale ciagle coś wyskakiwało i wyprawę odkładaliśmy na czas przyszły. W końcu jednak decyzja zapadła: LECIMY!

Wstępnie zaplanowaliśmy sobie 18 dni, ale być może uda nam się spędzić tam więcej czasu. Chcemy ten czas wykorzystać na maksa – robiąc mnóstwo zdjęć, kręcąc filmy, przygotowując duuuużo tekstu, a przede wszystkim JEŚĆ. Po powrocie planujemy przygotowanie dla Was krótkiego przewodnika po Wietnamie – co, gdzie, za ile, kiedy – jeść, zwiedzić, kupić. Będziemy poznawać zarówno kulturę i kuchnię Wietnamu Południowego, jak i Północnego – od kuchni wiejskiej, takiej typowo domowej, poprzez klasyki wietnamskiego street foodu po kuchnię z wpływami europejskimi. Obiecuję, że nie będę stronił od jadania rzeczy budzących w naszej kulturze co najmniej kontrowersje ;)

Na tej stronie, podobnie, jak w przypadku wyprawy do USA, będziemy zamieszczać aktualizacje na temat wyprawy oraz (później) wpisy z wyjazdu. Lecieć będziemy prawdopodobnie pod koniec października lub na początku listopada.

Oto wstępny plan wyprawy (by Tomasz Wawrzyczek):

Po pierwsze Hanoi. Dlaczego? Bo stolica. Proste? Proste. Bo przearomatycznie pyszna kawa o konsystencji asfaltu wlewana na parujące chłodem kostki lodu, którą sączy się godzinami. Bo obserwacja rannym brzaskiem uliczek okołohostelowych, kiedy mieszkańcy zbiegają się by poszatkować rybę, bo trzeba ją sprzedać, kiedy rozkładają mikrusie stoliczki wokół mikrogrilla, żeby zjeść śniadanie, które w większości przypadków składa się z czegoś, co w kraju nad Wisłą nazywa się rosołem. Bo wieczorne przechadzki po lokalnych targach, gdzie można pragnienie ugasić sokiem ze świeżo ciętego kokosu przechowywanego w głębokim lodzie, czyli „ugaszacza pragnienia”, z dodatkiem czegoś w stylu „Wy z Polski? No to do kokosu mamy tu Wódka Sobieski. To dobra wódka, szwagier pił ją w Warszawie”. Bo jeszcze wiele i wiele. Powodów jest mnóstwo.

Po drugie Sapa. Bo tak. Bo dla takiego widoku, którego tam można doświadczyć – wychodzisz na taras, tarasu nie ma, bo mgła, mgła opada i… masz przed sobą góry pokryte tarasami ryżowymi wyrastające na jakieś dwa i pół tysiąca metrów nad poziom morza. Bo targ, gdzie serwują szybkie dania lokalne dla lokalsów (bo szanujący się amerykański turysta tego nie ruszy nawet metrowej długości kijkiem), na widok których wiesz, po co Bozia wyposażyła homo sapiens w ślinianki. Bo babcia, która na drodze suszy herbatę. Bo cukier trzcinowy w trzcinie cukrowej, którą dostajesz do żucia. Bo… Bo tych „bo-bów” jest od groma i trochę.

Po trzecie Ha Long. Ha Long Bay. Nieliczne na świecie pływające wioski, gdzie można dostać najpyszniejsze świeże ryby prosto z rusztu, kociołka, wody. Wody, bo są i takie, które najlepiej smakują na surowo. Akwen najwspanialej zwiedzany kajakiem – żaden inny środek transportu nie pozwala dotknąć wyrastających na kilkadziesiąt metrów ponad poziom wody jednej z tysięcy wysp, wysepek i pinezek strzelających w górę, przypominających… Tubylcy twierdzą, że przypominają skorupę żółwia, ale pozwolę się nie zgodzić. Przypominają chu… Męski interes znaczy, jak to określiła dziewczyna, z którą miałem okazję odwiedzić Ha Long Bay w 2008.

Bo Hue, potem Sajgon. Nie być w Hue będąc w Wietnamie to jak być w Krakowie i nie widzieć Wawelu. Być w Wietnamie i nie być w Sajgonie? To pytanie retoryczne. Być w Sajgonie i nie przeżyć „sajgonu” w tunelach Cu Chi? Tego nie można pominąć! Nie wspominając o wszechobecnym jedzeniu prosto z ulicy, z chodnika, trotuaru. Wszak nie bez powodu Wietnam jest sercem, prapoczątkiem jedzenia ulicznego. Esencjonalnych wywarów na bazie mięsa i warzyw, rosołu mówiąc krótko, dokraszonego pęczkami świeżych przypraw, od których usta robią najpierw „Uaaaa!”, a potem, kiedy kolendrę wyprze papryczka chili, „Auuuu!”. I rosołem go!

Bo Mekong. I płynięcie w jego górny bieg. Wioski, do których nie docierają turyści w sandałach założonych na białe frotki. Mam tłumaczyć dalej?

Bo Mui Ne. Bo relaks musi być. Relaks i poranne obserwowanie rybaków łowiących sieciami dary morza, każda wielkości sardynki z puszki, które potem wylądują na Twoim talerzu po cierpliwym namaczaniu w głębokim oleju, kiedy wieczorem odwiedzisz rozliczne rozproszone wzdłuż drogi przylegającej do Morza Poludniowochińskiego lokalne mikrojadłodajnie. I ten zapach wilgoci, który towarzyszy każdemu krokowi, ta bryza, która czasem zaniknie, czasem zmieni się w tajfun. Tak to jest w tej strefie klimatycznej.

I… I tak to będzie, bo w Wietnamie inaczej być nie może.

Szczegółowy plan opracowany przez Adrian Hải Phong Zagrodzki:

Rzeka Wisła – Ha Noi – Sapa – Bac Ha – Ha Long – Hai Phong – Hue – Da Nang – Hoi An – Mui Ne – Sai Gon – Can Tho – Ha Noi – Rzeka Wisła

czyli:

Stolyca – Góry turystyczne – Góry mniej turystyczne – Zatoka – Portowe miasto mafii – Stolyca (na chwilę) – Stara stolyca – „Najlepsze miasto do życia” – Kolonialne,”starodawne”, malownicze miasteczko – Kurort nadmorski przy wydmach – Stolyca byznesu – Malownicze miasto z „Przystanią Ninh Kieu, gdzie jest dużo pięknych pań” (wg wietnamskiego wiersza) – Stolyca

A jak chodzi o jedzenie to tak: Kwaśne/słone – grillowane – duszone – Kwaśno-słono-ostre + owoce morza – Ostre, jak #$%^#$^ – Aromatyczne/słone – Owoce morza – Wszytko po trochu – Dziwne dania – Kwaśne/słone

Będzie się działo! Już nie mogę się doczekać !!!

PATRONAT MEDIALNY NAD WYPRAWĄ OBEJMUJĄ POLSAT FOOD NETWORK I TRAVEL CHANNEL POLSKA !!!

SFP - PFN SFP-TC