http://streetfoodpolska.pl/web/wp-content/uploads/2016/07/gb1-1050x591.jpg

Wygląd to nie wszystko, czyli Gruby Bus w podwójnej recenzji

Artur Marcinkowski:

Niedziela… dzień, w którym trzeba się ratować po gorączce sobotniej nocy. Co najlepiej stawia na nogi? Rosół! Ale nie tym razem. Jakoś udało nam się dogadać z Arkiem i już przed weekendem umówiliśmy się na przetestowanie nowego miejsca na burgerowej mapie Łodzi. GrubyBus, bo to o nim mowa, od niedawna stacjonuje na OFF Piotrkowskiej. Łatwo trafić, bo stoi zaraz przy bramie od strony Piotrkowskiej. Buda niewielka, ale podobno rozmiar nie ma znaczenia.

Gruby Bus Truck

Szybki rzut okiem na krótkie menu (6 pozycji) i wybór pada na Kim Dzong Kimchi oraz Jack z Jajami dla naszego trzeciego testera, którego namówiłem na popołudniowe śniadanie. Czas oczekiwania około 10 minut. Pierwsza pozycja składała się z własnej produkcji pikantnego kimchi, bekonu, sałaty, czerwonej cebuli i ostrego sosu na bazie sambalu. Wszystko ładnie podane, prezentowało się bardzo zachęcająco. Zaczynając od zewnątrz – bułka słaba, wata bez smaku z posypką z sezamu, która strasznie się kruszyła. W środku trochę lepiej. 200 g wołowiny, niestety mimo standardowego średniego wysmażenia jak dla mnie już było dość mocno przeciągnięte, w dodatku słabo doprawione i po prostu nijakie. Dodatki warzywne świeże, chrupiące jak trzeba, chociaż w smaku pomijalne. Bekon zgrillowany idealnie. Jak już wspominałem nigdy wcześniej nie jadłem kimchi, więc dla mnie to była ciekawa nowość. Faktycznie pikantne, smaczne, ale również zdecydowanie dominujące w smaku i okazało się głównym punktem tego burgera. Ja jednak wolę, kiedy pierwsze skrzypce mimo wszystko gra mięso. GrubyBus chwali się autorskim sosem, o którym niestety niewiele mogę napisać, bo mimo iż był widoczny, to w smaku poza ostrością (lub to kimchi nadawało całej pikanterii?) był słabo wyczuwalny. Całość można podsumować stwierdzeniem, że nie było ani złe ani bardzo dobre, ot średniak. I tymi samymi słowami swojego Jacka z Jajami (200 g wołowiny, ogórk konserwowy, owoce kaparów, rukola, sadzone jajko, bekon i salsa na bazie Jacka Danielsa) określił kolega Sikor. Na łódzkiej scenie burgerowej prym nadal niezaprzeczalnie wiedzie Gastromachina. Czy wrócę po więcej? Chyba nie, są ciekawsze miejsca w Łodzi, w którym można bardzo dobrze zjeść, również burgery.

gb1

Arek Tysiak:

Dawno, dawno temu w odległych zakątkach galaktyki, gdzieś na początku najdłuższego deptaka Europy, w strefie zwanej OFF Piotrkowska, znajdowała się burgerownia o wdzięcznej nazwie Łódzkie Burgery. Żarcie, choć znacznie smaczniejsze od większości kanapek z sieciówek, nie porwało tłumu i po kilku miesiącach działalności, restauracja zamknęła swe podwoje na dobre. Zresztą, OFF przyciągał różne mniej i bardziej ciekawe biznesy, które startowały spektakularnie i równie spektakularnie upadały. Młodzi biznesmeni jednak nie zrazili się do miejsca, które ma być z założenia swego rodzaju kulturową, artystyczną częścią Łodzi i dalej startują na OFFie ze swoimi pomysłami. Tym razem w strefie znów zagościła burgerownia, ale już nie w formie kosztownego zapewne lokalu, a przyczepy. Jak wieść gminna niesie, nowa na tych ziemiach ekipa wywodzi się z Jeleniej Góry i wcześniej zdobywała doświadczenia we Wrocławiu, by ostatecznie osiąść w Łodzi, choć nie jest to do końca przesądzone. Zawsze w końcu można odholować przyczepę do innego miasta i tam kontynuować swoje dzieło, jeśli ziemia obiecana okaże się klapą. Co jednak mogłoby nie wypalić?

Gruby Bus Tablica Wlepki

Otwarcie Grubego Busa, bo tak się nowa burgerownia zwie, miało miejsce pierwszego lipca tego roku. Mieszkańców od razu przywitała promocja – wszystkie buksy po 16 zyli. Oczywiście tak się zbierałem do tej Łodzi, że spóźniłem się na specjalną ofertę cenową. Ostatecznie i tak zapłaciłem niewiele więcej za bułę, więc żadna strata. Wybrałem się w niedzielę, umawiając się wcześniej z Arturem, który skrobał już dla SFP i jest też czynnym komentatorem na blogu. Gdy trafiłem na miejsce, mój kompan był jeszcze w drodze, więc rozpocząłem degustację sam. Kilkoro ludzi pałaszujących burgery z Grubego Busa dobrze rokowało. Znaczy przychodzą, jedzą i możliwe, że wracają, choć patrząc po skrajnych opiniach na fanpage burgerowni miałem obawy, czy to rzeczywiście konsumenci bumerangi. Na swoją ofiarę wybrałem moją ulubioną klasykę w postaci bacon & cheese nazwaną tutaj swojsko Boczuś.

Gruby Bus Boczuė Opis

Uprzedzając pytanie obsługującego mnie właściciela, spytałem się o stopień w jakim wysmażają kotlety. Na słowo „medium” uśmiechnąłem się, zapłaciłem i pozostało mi tylko oczekiwać na podanie. Dziesięć minut z zegarkiem w ręku. Po usłyszeniu numeru mojego zamówienia, rzuciłem się do lady. No ładny buks, ładny! Muszę przyznać, że nawet bardzo ładny! Duża bułka, porządny kotlet wołowy 200 g przykryty grubym plastrem rozpuszczonego sera i wysmażonego bekonu. Do tego klasyczne dodatki w postaci pikli, pomidora, czerwonej cebuli, sałaty w odmianie Lollo, jeśli się nie mylę. W środku miał się znajdować również autorski sos musztardowy.

Gruby Bus Boczuė

Zapowiedź ciekawa. Wziąłem buksa na bok, by ludzie nie musieli patrzeć, jak usmaruję się żarciem od góry do dołu, wyciągnąłem wykałaczkę do szaszłyków, wywaliłem talerzyk i starym sprawdzonym sposobem chwyciłem bułę przez kilka warstw serwetek. Pierwszy kęs, drugi kęs. Moje ślinianki wariują, nie nadążając za produkcją śliny. Z jednej strony dobrze wysmażony, chrupiący, słonawy bekon drażniący język, a z drugiej buła przypominająca graham, która była tak grudowata, że chłonęła każdą ilość płynów. Ledwo przełykałem. Całe szczęście szybko dokopałem się do wilgotniejszej, warzywnej zawartości i jakość poszło. Konsumpcja zaczęła przebiegać sprawnie, lecz z każdym kęsem w sercu pojawiał się zawód. Główny bohater w postaci porządnego kotleta wołowego okazał się być niestety kompletnym statystą. Wysmażenie świetne, ale przypraw niestety nie stwierdziłem. Smak wołowiny maskował dobrej jakości ser oraz bekon. Kolejne rozczarowanie – sos musztardowy. Skądś go znałem, tylko w mniej inwazyjnym wydaniu. Gdy go namierzyłem, okazał się być czymś na kształt mieszanki musztardy francuskiej (ta z gorczycą) z musztardą sarepską. Nie zrobiłem temu zdjęcia, lecz przypadek ciekawy. Zasadniczo, gdy byłem w połowie buksa, dołączył do mnie Artur wraz z kolegą. Ja skończyłem, oni zaczęli. Kwaśne miny kompanów oddawały wszystko.
I jak to podsumować? Dla mnie, gościa który z niejednego food trucka jadł, Gruby Bus jest bardzo przeciętną burgerownią. Nie zniszczyło mnie tak, jak żarcie z Jerry’s, ale do czołówki jeszcze cholernie długa droga. Koniecznie trzeba tutaj popracować nad bułą i doprawieniem mięsa. Daję 4/10. Na zachętę. Bez odbioru.

Gruby Bus – OFF Piotrkowska ul. Piotrkowska 138/140 Łódź

Facebook: https://www.facebook.com/GrubyBus/




There are no comments

Add yours