http://streetfoodpolska.pl/web/wp-content/uploads/2017/03/Dziki-ąosoė-sos-koperek-musztarda-North-Fish-1050x788.jpg

Vår – Wiosna w North Fish. Trzy razy

Arek Tysiak: 

Ostatnio naszła mnie taka refleksja, że Żorż Ponimirski, zwany również Ojcem Założycielem jest dla mnie właściwie Ojcem Żywicielem, takim sympatycznym odziałem wsparcia żołądkowego, który zawsze stawia przede mną misje typu „seek and destroy”. Mam namierzyć miejsce, udać się tam, pokonać gastronomicznego wroga swoimi szczękami i wrócić z tarczą, bo na tarczy to mnie nie uniosą. Oczywiście Generał SFP zapewnia mi wszelkie niezbędne narzędzia do wykonania misji, jak kupony, kontakty, zapowiada wśród swoich ludzi, by ułatwili mi wykonanie zadania, a potem czeka na raport. Recenzję znaczy. Właśnie ją czytacie, więc udało mi się wrócić z misji cały i zdrów, choć nie było łatwo. W ramach operacji ” Vår – Wiosna w North Fish”, wykonałem trzy podejścia, kompletnie różne podejścia, ale zadanie zaliczone, tym samym mogę śmiało zasalutować, wypiąć dumnie pierś i przyjąć order Złotej Rybki.

Pierwsza część misji, poniedziałek.

Od rana nerwowo. W pracy jakieś istne szaleństwo, tysiąc spraw na już, skrzynka e-mailowa pęka od wiadomości, telefon tańczy co chwila od wibry, klasyka w stylu „Arek wiesz, trzeba teraz…” i tak w kółko. Odhaczam kolejne zadania w notatniku, lecz czasu nie starczy na wszystko. Zrywam się z roboty o 16, wpadam do domu dwadzieścia minut później. Szybki prysznic, zmywanie, kupon w kieszeń, hajsy. Kierunek pociąg, potem tramwaj, jest i ona – Galeria Łódzka. Hyc na food court, North Fish, kuponik. Obsługa błyskawiczna. Rybka już czeka na talerzyku, dorzucam porcję fasoli, ziemniaczki, miks sałat z suszonymi pomidorami, do przepicia lemoniada. Znajduję wolny stolik, telefon w dłoń, by zdjęć kilka zrobić, ludzi się dziwnie uśmiechają patrząc na mnie. No ta – musisz się pochwalić, że światowy taki! Próbuję sałaty. Lekka, zdecydowanie wiosenna kompozycja z suszonymi pomidorami. Fasolka świetnie ugotowana, takie al dente, tylko w wersji fasolowej. Ziemniaczki miękkie, doprawione, delikatnie opieczone na zewnątrz. To wszystko jednak tylko i aż, zgrabne dodatki. Królem ma być Dziki łosoś w sosie koperkowo-musztardowym. Mój kawałek prezentuje się przezacnie. Ukryty pod delikatnym puchem z sosu i z przywdzianą koroną ze świeżego, pokrojonego koperku. Plastikowy nóż zatapia się w rybie, by bez trudu oddzielić kolejne kęsy rozpływającego się w ustach, soczystego łososia. Kompozycja bardzo wiosenna, Vår przed naprawdę duże V, lecz brakuje mi zdecydowanego złamania smaku, a nie ma co ukrywać – łosoś kocha kontrasty, co było świetnie wyeksponowane w zimowym menu przy Łososiu po góralsku. Zjadam ze smakiem, lecz brakuje mi tej kropki nad i. Kończę porcję, dopijam świeżą, ożywczą lemoniadę, mieszającą słodycz z kwaskowością i delikatną goryczką, wywalam plastiki do kosza, odstawiam tacę, kierunek dom.

Druga część misji, wtorek.

Dzień zaczynam o drakońskiej wprost godzinie. Budzik zaczyna wydawać świdrujący mózg dźwięk o godzinie 5:50. Leżę jeszcze dziesięć minut, kontemplując ciszę. Kiermasz mnie czeka, w końcu tak bardzo jestem w dziale marketingu. Najpierw robię za kierowcę, potem raz nie wiem w co ręce włożyć, by niedługo potem kompletnie się nudzić. Ludzie uderzają falami, falami, falami, a ja myślę już o obiedzie. Wreszcie fajrant, kurs do firmy, dom. Powtarzam potem ciąg czynności z poniedziałku, oto North Fish. Wjeżdża główne danie, tym razem na ostro. Zmieniam dodatki na frytki oraz gniocchi ze szpinakiem i suszonymi pomidorami. Kubki smakowe ma dopalić smoothie Rosso, czyli miks malina, brzoskwinia, grejpfrut i sok pomarańczowy. O ile fryty dobrze znam, tak pierwszy raz spotykam się z gniocchi w wydaniu z NF. Jak nie jestem fanem szpinaku, powiem Wam, bajka. Świetne kluseczki z wprost rozpływającym się szpinakiem są świetne. Giną dosyć szybko w mej jamie ustnej. No chodź bohaterze. Morszczuk w chrupiącej panierce, sos harissa, pieczarki, pietrucha. Ma tę moc! Ryba znów świetnie przygotowana, praktycznie mogę ją rozdzielać samym widelcem, panierka boska, sos pali po kubkach smakowych, tak jak kocham. Papryczki chilli z dodatkiem czosnku. Przepis prosty jak konstrukcja cepa, ale skuteczny i smaczny. Współgra idealnie z morszczukiem, a pieczarki wraz z odrobiną pietruszki mają złagodzić kompozycję. Zdecydowanie strzał w dziesiątkę. Pochłaniam danie łapczywie, popijam smoothie, gasząc pragnienie i uspokajając kapsaicynę tańczącą na kubkach smakowych. Rosso zabieram na drogę.

Trzecia część misji, środa, finał.

Znów nieludzka godzina. Tym razem wyprawa do Warszawy, gdzie spędzam bardzo ciekawy dzień, poznaję trochę fajnych ludzi, odwiedzam Łazienki Królewskie i kilka innych miejsc, by w godzinach Dobranocki wrócić do Łodzi. Bęc! Znów Galeria Łódzka! Ostatni kupon od Ojca Żywiciela. Czekam kilka minut na danie i dostaję gorącą, przygotowaną dosłownie dla mnie rybkę. Aż paruje. Odmiennie do wcześniejszych dań, tutaj ryba serwowana jest w kawałkach w osobnym pojemniczku. Na talerz wrzucam fryty, fasolkę i kaszę z warzywami, którą też już dobrze znam. Z napojów idzie Fragola – truskawa, brzoskwinia, pomarańcza, sok pomarańczowy. Nie będę tutaj znów opisywał dodatków, bo znacie je z poprzednich misji oraz kampanii zimowej, rybka jest królem. Kawałki halibuta w panierce i cytrynka do skropienia. Nie używam jej, raczej wolę ją w herbacie. Rzucam się od razu na czystą rybkę. Soczysta, delikatna, panierka chrupiąca. Gdyby North Fish miał u siebie piwo, byłaby to idealna pod nie zakąska. Naprawdę fajne na bifor. Kończę porcję, znów zabieram smoothie na drogę. Jest tak smaczne i tak syte, że dopełnia mój żołądek na full. Upragniony dom, prysznic, wyro.

Mission accomplished, niczym na koniec każdej misji w grach z cyklu Command & Conquer. Trzy dni zleciały jak z bicza strzelił. Mimo wszystko zakończenie było zawsze najlepsze. „Vår – Wiosna w North Fish” jest zdecydowanie udanym projektem i cieszę się, że sieć ciągle robi coraz ciekawsze akcje. Najbardziej zakochałem się w Morszczuku na ostro, ale i po pozostałe dwie pozycje z chęcią bym sięgnął. Daję lajka, zostawiam łapkę w górę, dzięki Ojcu Żywicielu za przysłanie kuponów i wam drogie North Fish za ufundowanie uczty. Czuwaj! 

Michał Turecki:

Wraz z nastaniem kalendarzowej i astronomicznej wiosny, w marketach zaczęły się pojawiać wiosenne warzywa, a w większości lokali nastąpiła mniejsza lub większa zmiana menu. Wiosenna karta w North Fishu wprowadza trzy nowe rybne potrawy. Wszystkie na papierze, a raczej na stronie internetowej prezentowały się bardzo zachęcająco. A jak jest w rzeczywistości?

Trzy porcje ryby z dodatkami i trzy dowolnie wybrane napoje to spora porcja na dwie osoby. Szybkie zamówienie, gotowe ryby trafiają na papierowe talerze i możemy dobrać sobie do nich samodzielnie dodatki oraz napoje. Postawiliśmy na sprawdzoną surówkę z czerwonej kapusty, surówkę z kiszonej kapusty która zawsze idealnie pasowała do ryby, oraz ziemniaczki, kalafiora, frytki, szpinak z czosnkiem i sałatkę z kiełków fasoli mung. Wszystkie pozycje z menu wyglądają naprawdę dobrze, nawet lekko przesuszony łosoś przykryty sosem zachęca do wbicia w niego widelca. Zacząłem właśnie od niego. Jak zwykle w North Fishu, ryby panierowane lepiej znoszą przebywanie pod lampą grzewczą. Tutaj od lampy rybę dzieliła warstwa sosu. Sosu bardzo smacznego muszę przyznać, intensywną nutę koperku przełamano lekko chrzanową, nadającą nieco ostrości musztardą. Nie sądziłem, że tak bogaty sos będzie pasował to takiej ryby jak łosoś. Ale pasował i to bardzo. Zgrillowane do samego środka mięso, świeże i bardzo smaczne, idealnie uzupełnione przez sos. Bardzo smaczna pozycja warta ponownego zamówienia. 

Drugą potrawą z wiosennego menu za którą się złapałem, były kawałki halibuta w delikatnej panierce. Małe kawałki bardzo smacznej i niezwykle soczystej ryby zamknięte w faktycznie bardzo delikatnej panierce. Tu nie trzeba pisać nic więcej, intensywny smak ryby, praktycznie brak przypraw innych niż sól. Pozycja dla osób które mają ochotę na czysty smak ryby niezmącony żadnymi dodatkami. Mnie bardzo smakowało i również po tę pozycję chętnie sięgnąłbym ponownie.

Ostatnią potrawą którą spróbowałem był panierowany filet z morszczuka z mozarellą, pieczarkami i pikantną pastą harissa. Muszę przyznać, że połączenie smażonego rybnego fileta z topionym serem i pieczarkami zawsze mi będzie pasowało. A kiedy jako dodatek pojawia się jeszcze pikantna harissa, to musi być świetnie. Ryba była wypieczona w punkt, warto zaznaczyć, że jest to filet ze skórą. Panierka była chrupiąca, ser wprawdzie nie ciągnął się a pieczarki bardziej smakowały niż wyglądały, ale jako całość, zaostrzone pikantną pastą, danie smakowało wprost idealnie. 

Spróbowaliśmy również dwóch smoothies oraz lemoniady i to od niej zacznę. Nie wiem jak to się stało, że nie zrobiłem jej zdjęcia, ale jest to jedna z lepszych lemoniad jakie piłem w swoim życiu. Przede wszystkim jest intensywnie kwaśna, ma mnóstwo kawałków cytryny i limonki, słodycz pojawia sie gdzieś w tle, zdecydowanie dominuje w niej smak kwaśny. Właśnie tego oczekuję od lemoniady. Smoothie nazwany Rosso, z malinami, brzoskwinią i grejpfrutem również był bardzo smaczny, kwaśny grejpfrut idealnie kontrował słodycz malin i brzoskwiń. Fajne zbalansowany, nie za słodki napój. Trzecim z napoi było smoothie nazwane Fragola, z truskawką, brzoskwinią i pomarańczą. Zdecydowanie najsłodszy, czuć w nim było wyraźnie truskawkę, gdzieś w tle brzoskwinię a lekko kwaskowa pomarańcza dawała fajną kontrę. Nie aż tak wyraźną jak w przypadku poprzedniego napoju, ale wciąż smakowało to niezwykle przyjemnie. 

Muszę przyznać, że oferta Var zrobiła na mnie bardzo pozytywne wrażenie. Ciężko byłoby mi wybrać jedną potrawę która smakowała mi najbardziej. Stanę przed ciężkim wyborem gdy zjawię się ponownie w North Fishu i będę musiał się zdecydować tylko na jedną z testowanych dzisiaj ryb. Po mieszanych uczuciach jakie wzbudziła we mnie oferta zimowa, oferta wiosenna zdobywa mnie bez reszty. Bardzo dobra robota North Fish.

Żorż Ponimirski:

A więc znowu kierunek North Fish. Tym razem oferta wiosenna. Bez zup, za to z napojem. No to jazda. Napoje. Wziąłem czerwone smoothie, które okazało się mocno owocowe, tylko spróbowałem i odstąpiłem, bo fanem smoothie nigdy nie byłem. Co innego lemoniady. Cytrynowa idealnie zbalansowana między słodyczą, a wyraźniejszą kwaskowatością. Malinowa – mój smak. Bardzo przypomina tę z Johna Burga. Jeśli tam Wam smakowała, tutaj również się nie zawiedziecie.

Ryby. Halibut w panierce kojarzy mi się z typowym fish&chips, więc z frytkami sprawdzi się doskonale. Bardzo delikatne, dzieciom także posmakuje.

Dziki łosoś z sosem musztardowo-koperkowym bardzo dobry. Udało się trafić na kawałek, który nie zdążył odleżeć swojego pod lampą, więc ryba była soczysta, a sos idealnie mi tutaj pasował. Podobnie jak Michał, zanim spróbowałem zastanawiałem się, czy ten sos nie przykryje smaku ryby, ale okazał się doskonale zbalansowany, mimo iż wyraźny w smaku, to jednak ryba dominuje.

Na koniec mój zdecydowany faworyt – morszczuk z harissą. Są tu także pieczarki i mozzarella, ale to pikantna harissa stanowi najmocniejszy punkt. Idealnie kontrapunktuje delikatną rybę, pieczarki i łagodny ser. Cała kompozycja, biorac pod uwagę soczystość ryby i chrupiąca panierkę stanowi moim zdaniem najciekawszą i najsmaczniejszą pozycję w nowym, wiosennym menu North Fisha. Zdecydowanie warto.

Podsumowując: wiosenne menu North Fish oceniam bardzo pozytywnie. Każdy znajdzie w nim coś dla siebie – kto szuka niczym nie przytłumionego smaku delikatnej ryby, niech wybierze halibuta. Jeśli wolisz rybę wyrazistszą w smaku – bierz łososia. A jeśli lubisz rybę z pikantną nutą – morszczuk jest dla ciebie. 

North Fish – list restauracji tutaj: http://www.northfish.pl/20/restauracje

Menu: http://www.northfish.pl/2/menu

Facebook: https://www.facebook.com/NorthFishPL




There are no comments

Add yours