Uszczknięte w Kielcach. Recenzja nadesłana.

Dzisiaj recenzja nadesłana. Jackie opisuje swoje wycieczki po kieleckiej gastronomii. Raz jest lepiej, raz gorzej, ale najlepiej przeczytajcie sami. Zapraszam:

1. Cichy Kącik – Konarskiego 3.

W czasach gdy jeszcze kusiły mnie kupony zniżkowe z Maca, gdy miętoliłam je w notesie z zamiarem wykorzystania i szłam przez zwały śniegu na Aleję Solidarności, przykuła moją uwagę skromna restauracyjka z domowym żarciem na skrzyżowaniu Źródłowej i Zagórskiej. Cichy Kącik, wylepione na szybach slogany, że karmią po domowemu. Wchodzę, wystrój jak w barach przy stacjach benzynowych lub motelach, jakieś pomarańczowo-jogurtowe maziaje na ścianach, stylizowane na stare meble, wygodne krzesła. Zamówienie: kurczak z brokułami w sosie śmietanowym i do tego makaron, 16 zł. Czekam około 15 minut. Ładna porcja, filet pocięty w podłużne kawałki i absolutnie nie mający nic wspólnego z grzechami polskiej kuchni: jest mięciutki, delikatny, nie suchy, aromatyczny. Sos śmietanowy – pierwsze spróbowanie super, sosik gęsty, (robiony na śmietance 36%?), niestety próba zjedzenia go do końca kończy się fiaskiem. Szczęki zaklejone, robi się ciężko i smak jeszcze tłucze się w buźce przez następne 3 godziny.
 
2. Hotel Kameralny – Tarnowska 7
Nie wyobrażałam sobie, ze w hotelach można karmić fatalnie. Podano mi twardy, suchy ryż przypalony od spodu, kurczak w nim był suchy, zeschnięty na wióry, warzywa z grilla były okraszone z kilku stron czarną spalenizną. Poprosiłam o schłodzone białe wino, grzeczna panieneczka przyszła i na moich oczach wrzuciła kostkę lodu do lampki wina. Spytała się, czy teraz jest dobrze. Miałam ochotę się przeżegnać. Może lepiej jak najszybciej wyprę to ze świadomości.
 
3. Strauss Bistro-Cafe – Żeromskiego 12
Czy jedzenie w Straussie staje się w Kielcach pewną oznaką snobizmu?
Zamówienie: gnocchi z kurczakiem i szpinakiem za 25 zl. Porcja mało-średnia, szpinak w większych kawałkach, widocznie cięty z liści, a nie rozpuszczane mrożonki. Mięsko miękkie, delikatnie wysmażone. Całość: Dobre, pikantne, kwaskowe, pierwszy raz odważyłam się zjeść suszone pomidory w oleju, bo były tak dobrze skomponowane z całością.
Zdecydowanie robią najlepsze i najciekawsze grzane wino w Kielcach. Wcale nie przesłodzone, mocne, o głębokim smaku.
 
4. Plejada Restaurant&Pub – Rynek 16
Świętujemy, w przeddzień sylwestra, urodziny kumpla. Najpierw średnia pizza z różnymi rodzajami serów, bez zarzutu, rzeczywiście dobra. Imponujący wybór piw, sprawna obsługa, fajny wystrój lokalu. Jednak coś ssało w żołądku i domówiliśmy nuggetsy i shoarmę. Nuggetsy – o grubej panierce przypominającej tą z paluszków rybnych, mięso w środku przesuszone, sos taki sam jak do pizzy (czosnkowy, ale bez rewelacji). Shoarma: i tutaj rozczarowanie się pogłębiło. Mięso suche, wióry, bardzo szybko stygnące, poklejone skorupą z sera, frytki mdłe, sałatka do wyciągnięte ze słoika warzywka w zalewie octowej.
Trzeba było to zapić większą ilością piwa, żeby nie łykać „na sucho jak gąsiur”. Wiedzą jak zarabiać na klientach.
5. Kelnerki Kokietki
Coś złego dzieje się z Kieleckim rynkiem, najpierw zamknęli Felka, w Dominium nieruchliwa obsługa i paniusia, która stała do nas dłuższą chwilę tyłem, kręciła się jakby ją mole pogryzły, czekaliśmy 10 minut na kartę, koniec cierpliwości. Podali kiedyś bezczelnie wygazowaną i chrzczoną wodą z kranu pepsi. W Moltobene latte tak przelane mlekiem, że prawie białe i smakiem było bliżej kakao wymiksowanego z mleczną zupą. Paniusia na pytanie czy można zamówić lody gałkowe i jakie smaki są, wysyła na zewnątrz żeby sobie wybrać.
Dyspensa, horrendalna cena za dodatki do herbaty, cena która nie istnieje na karcie, widzi ją tylko kelnerka. Też bym chciała mieć taki przenikliwy wzrok, że widzę niewidzialne. Coś co miało być rumem, do jamajskiego rumu miało daleko.
6. Mcdonalds zawsze kojarzył mi się z drożyzną, kiepskim smakiem, światową korporacją, zmęczonymi pracownikami, zapitalającymi w marnych warunkach za grosze i dręczonymi przez zwierzchników. No i ten smrodzik smażalni, dochodzący jeszcze z ulicy…
Jednak dałam się skusić na po kilku latach nieobecności, zachęcona kuponami zniżkowymi. Oczywiście na alei solidarności nie ma żadnego znaczka, gdzie jest wejście dla pieszych, więc przedarcie się przez zwały śniegu i lawirowanie wśród parkujących samochodów było pierwszą przyjemnością.
2 x Happy Meal, za 18 zł. Zastanawiałam się długo, ile pysznych innych rzeczy mogłabym za te 18 zł kupić, ale psychologia kuponu zadziałała (nigdy więcej).
Sucha miękka rozlatująca się buła, twarde zimne suche mięso, standardowe frytki miękciochy, cola wyładowana lodem. Jedyny plus dwa jabłka i sok cappy multiwitamina.
Jednak to był życiowy błąd, nie zostanę fanem maca.
Autorką recenzji jest Jackie.
Zgadzasz się z nami? Nie zgadzasz? Masz własną opinię? Skomentuj ten post!
Opinie wulgarne, wyglądające, jak nachalna reklama, reklamy itp. będą usuwane.



There are 8 comments

Add yours
  1. lorraine

    Niby sama prawda o macu napisana, buła, mięso, cola, ze wszystkim się muszę zgodzić i sama się sobie dziwię że lubię. Nieczęsto, ale czasem po prostu muszę zjeść cheeseburgera, albo lepiej dwa za 5 zł ;)
    Jak szpinak w liściach to jeszcze nie znaczy że świeży, z mrożonki najpewniej biorąc pod uwagę porę roku tylko liściasty.


Post a new comment