close
Turek potrafi, czyli jak nas w Saray Kebab gościli

Turek potrafi, czyli jak nas w Saray Kebab gościli

0udostępnień

Właściwie recenzję tę, w myśl tureckiego przysłowia „Nie mów wiele, spuchnie ci gęba”, można by ograniczyć do jednego słowa: rewelacja! Ale przyzwoitość wymaga, bym podzielił się z Wami opisem miejsca, gdzie wóciła moja miłość do tureckiej kuchni.
Po ostatniej wizycie w tureckim kebebie mocno moje zaufanie do takich przybytków osłabło. Jednak prawdziwy street foodowiec się nie poddaje. Po wódeczce w Cukrze udaliśmy się z bratem i kuzynem na poszukiwanie czegoś do zjedzenia. Weź Mnie nieczynne, Grill Room przetestowany, chciałem spróbować czegoś w innym miejscu. Snuliśmy się po Sienkiewicza, kiedy brat powiedział, że vis-a-vis Riffa otworzyli turecki kebab. „Wcześniej był tam sklep z dobrymi butami, to może i kebaby trzymają poziom” stwierdził. Postanowiliśmy zaryzykować. Lokal bardzo przyjemnie zaaranżowany, spora przestrzeń, kilka stolików, wygodne krzesła, w ladzie chłodniczej multum różnych sałatek i potraw. Szybki rzut oka na menu i decyzja: ja i kuzyn baranina w donerze, brat w cienkim cieście. Ja mam zwyczaj, że tureckie lokale z kebabem testuję po raz pierwszy biorąc kebab w bułce. Jeżeli dostanę faktycznie w bułce, to więcej tam nie wracam. Tutaj aż mi się micha radośnie rozciągnęła – przaśny chlebek, czyli to, co tygryski lubią najbardziej. Chlebek zacnie zgrillowany, napełniony mięsem (tak jak lubię, czyli paskami baraniny), do tego trzy (!) rodzaje surówek, świeży ogórek, pomidor i sos (ja wziąłem mieszany). Całość po prostu rewelacyjnie smaczna. Taki kebab ostatni raz jadłem na Wesołej, w miejscu gdzie teraz mieści się Weź Mnie. Ech, niby kebab to proste danie, a jednak nie każdy potrafi je przyrządzić. W Saray Kebab potrafią to po mistrzowsku! Spróbowałem też od brata kawałek w cieście i tutaj również rewelacja – ciasto chrupkie, właściwie to nie wiem czy to był naleśnik czy ciasto, jak na pitę, w każdym razie niesamowicie smaczne. Kosztowało nas to po 10 zł i powiadam Wam – warto! Kiedy kończyliśmy jeść zostaliśmy bardzo pozytywnie zaskoczeni ze strony załogi – podano nam po kawałku baklavy i herbatę, jako gratis od firmy. Baklava to (jeśli ktoś nie wie) „deser rozpowszechniony zarówno w kuchni tureckiej, ormiańskiej, bułgarskiej jak i bałkańskiej. Klasyczną bakławę przygotowuje się z ciasta półfrancuskiego – zwanego niekiedy korą (bałkańska nazwa) lub ciastem filo (grecka nazwa) – przełożonego warstwami pokrojonych orzechów (włoskich lub migdałów) z cukrem lub miodem. Całość zapieka się, a następnie kroi w romby, trójkąty, kwadraty i inne formy, a następnie polewa lukrem lub syropem zrobionym z wody, cukru i soku cytrynowego. Górę posypuje sie zmiażdżonymi, niesolonymi orzeszkami pistacjowymi.” (WIKIPEDIA).
Baklava i herbata (podana w takich śmiesznych, fajnych małych szklaneczkach) były również bardzo smaczne.
Podsumowując: Saray Kebab to lokal z cudownym jedzeniem i wspaniałą obsługą. Dla mnie obecnie numer jeden jeśli chodzi o kieleckie kebaby. Gorąco polecam, lokal czynny jest 24 h i naprawdę wart by do niego wracać, można zjeść klasyczne kebaby „na wynos”, jak i dania obiadowe (np. gulasz barani), oraz dania z grilla (np. Tavuk Sis, czyli szaszłyk z kurczaka  albo Saray Koftel – grillowany kotlet z baraniny po saraysku). Dań jest w ofercie naprawdę dużo, ja zamierzam częściej tam wpadać, by popróbować innych specjałów. A jeśli najdzie mnie ochota na klasyczny kebab, to też nie będę już kombinował – tylko Saray. No dobra, od czasu do czasu będę musiał zjeść gdzie indziej, by móc Wam zrecenzować inne miejsca, ale obawiam się, że Saray Kebab poprzeczkę ustawił baaaardzo wysoko.

EDIT:
Zapomniałem napisać, że kebab jest do wyboru: z kurczaka lub baraniny, a grill… to prawdziwy grill, czyli nie elektryczny tylko węglowy, zapach węgla drzewnego towarzyszył nam podczas konsumpcji i miło się komponował z całością – wystrojem i jedzeniem.

Zgadzasz się z nami? Nie zgadzasz? Masz własną opinię? Skomentuj ten post!
Opinie wulgarne, wyglądające, jak nachalna reklama, reklamy itp. będą usuwane.

Prawie udany zamach na moje życie i nocne koszmary

Love Krove, czyli o krakowskich hamburgerach słów kilka

2 komentarze

Dodaj komentarz