http://streetfoodpolska.pl/web/wp-content/uploads/2015/03/received_891817450868374.jpeg

Tej Bandzie dałbym się porwać

Banda Kotleta. Słyszałem o nich dużo, a kiedy zobaczyłem zdjęcia kanapek wiedziałem jedno: MUSZĘ TAM ZJEŚĆ !!! Okazja trafiła się na Wiosennym Markecie. Ponieważ jednak nie tylko ja stałem się wiernym wyznawcą tego food trucka, dzisiaj kolejna recenzja pisana na 6 rąk.

Kaszpir: 

Kaszpir jadł w Bandzie Kotleta nim stało się to modne :-)

Dziś wszyscy jesteśmy menedżerami. Albo nimi byliśmy. Albo jeszcze będziemy. Nas cieszy fakt, że dużo osób, które wchodzą do biznesu street foodowego ma za sobą doświadczenia korporacyjne i to nierzadko z wysokich stanowisk. To od razu owocuje przemyślanymi konceptami na biznes, niezłą orientacją w kwestiach finansowania i dotacji oraz przemyślanym marketingu nawet przy niewielkich na początek funduszach. Nowiutki i świetnie zaprojektowany, wyposażony i obrandowany samochód zaparkował w jednym z parków biznesowych stolicy i od razu rzucił się w oczy nową i intrygującą koncepcją kanapek lunchowych z tradycyjnymi polskimi wkładami. Czego tu nie ma? No właściwie jest prawie wszystko, co poza burgerem można umieścić w szybkim i smacznym daniu.

20150307_114819 20150307_114825 20150307_114834 20150307_114836 20150307_114840

W podstawowej ofercie serwują pięć różnych kompozycji. Jako pierwszą – Wiedeńczyka, czyli tradycyjny Wiener Schnitzel (a nawet dwa jego kawałki – 15/22 złote) w towarzystwie majonezu i keczupu, sałaty, pikli, cebuli i pomidora, wzmocnionego papryczkami chilli a nawet z odrobiną soku z cytryny.

Żorż Ponimirski: My oczywiście decydujemy się na dwa kotlety (szczęśliwi kalorii nie liczą). Solidna porcja mięcha i dodatków. Sznycle fantastycznie soczyste, dodatki trafione, całość nie tylko nasyca, ale i świetnie smakuje. Że co? Że wygląda, jak kanapka ze schabowym, jaką mama robiła Ci na wycieczkę szkolną? Nie tutaj. Banda Kotleta robi to lepiej, niż Twoja mama. Zaufaj mi.

20150307_14583420150307_14583120150307_14580520150307_14580120150307_145758

Kaszpir: Druga to Zwinięty (20 złotych), czyli spora porcja rolady schabowej z boczkiem, oczywiście z kiszonym ogóreczkiem, musztardą i sosem pieczeniowym, skomponowanej z białą kapustą, majonezem i podobnymi dodatkami. (foto: Adam – myfoodtruck.pl)

Adam (MyFoodTruck.pl): Polowałem już od dłuższego czasu na food trucka Banda Kotleta, aż w końcu udało się ich wytropić na wydarzeniu Wiosenny Market, na który głównie z tego powodu się wybrałem. Z polecenia przez znajomych, wzięliśmy na początek Mortadel oraz Kanadyjczyka, nie będę ich opisywać, gdyż przedmówcy zrobili to już za mnie, natomiast skupię się na innym produkcie Bandy Kotleta jakim jest „Zwinięty” (20 zł). Tak więc zamawiamy, czekamy około 10 minut i odbieramy danie, ładnie zapakowane w folię aluminiową owiniętą jeszcze papierem śniadaniowym, i to wszystko potem włożone do papierowej torby. Zamówione danie czyli „Zwinięty” to grillowana podłużna bułka, taka jak w ich hot dogu Kanadyjczyk. Bardzo mocno grillowana, ponieważ w obu zamówieniach w kilku miejscach była aż prawie nadpalona (mi oczywiście taka smakuje i jest to prawdopodobnie zamierzony efekt kucharzy z food trucka). Przejdźmy teraz do sedna dania, czyli mięsa, a jest nim rolada ze schabu (z wyglądu przypominała mi cevapicci i podobnie też smakowała, fajnie doprawiona przyprawami i ciekawa w smaku), w której w skład wchodzi przede wszystkim mięso schabowe, musztarda, cebula biała, ogórek kiszony, boczek, papryka czerwona, lubczyk/majeranek i ciemny sos pieczenowy. W bułce oprócz rolady otrzymamy także majonez, sałatę lodową, cebulę białą, kapustę i papryczki chilli, chociaż tych ostatnich prawie nie zauważyłem ani nie odczułem. Na szczęście ich wszystkie pozycje z oferty charakteryzują się często dużymi ilościami sosów za co właśnie polubiłem ten food truck, bo nie ma nic gorszego jak sucha bułka bez sosów. Żałuję tylko że tamtego dnia nie zamówiłem jeszcze Jajcarza, ale na pewno nadrobię to przy kolejnej wizycie.

11046919_10205415225198736_994468778_n11046138_10205415214598471_1911457601_o 11065058_10205415214118459_365418966_o

Dochodzimy do trzeciej i już nie wytrzymujemy. Zamawiamy Kanadyjczyka (15 złotych), bo grillowana parówka w otoczeniu porządnego sera cheddar i prawdziwych suszonych śliwek zawinięta w chrupiący bekon z dodatkiem chilli to coś, co musi smakować. I to jak smakuje. Wyostrzone musztardą i keczupem, poprawione papryczkami chilli i piklami oraz świetnie chrupiącą prażoną cebulą danie powoduje, że najadamy się nim lepiej niż tradycyjnym zestawem lunchowym.

Żorż Ponimirski: Nadziewana irlandzkim cheddarem i suszonymi śliwkami, owinięta w boczek posypany chili grilowana parówka ląduje w podłużnej, również grilowanej bułce w towarzystwie pikli, prażonej cebulki, papryczek chili, ketchupu, musztardy i sosu Mississippi Barbecue Sauce. Wygląda świetnie, a smakuje jeszcze lepiej niż wygląda. Potężna ilość prażonej cebulki chrupie między zębami, owinięta w boczek parówka tryska sokami i smakami nadzienia, pikle i sosy doskonale nawilżają. Całość pyszna i zdecydowanie warta swej ceny – 15 zł za to cudo, to naprawdę niewiele.

20150307_115758 20150307_115802 20150307_115808

Kaszpir: Zatrzymajmy się na chwilę przy kolejnej propozycji (niestety, zdjęć tej kanapki nie mamy, nie wyszły). Jajcarz (15 złotych) to danie, które może smakować zarówno mięcholubom jak i wegetarianom. Zawiera dwa jajka sadzone i dużo boczku (którego oczywiście można sobie odmówić zadowalając się jedynie jajkami) a wśród znanych już dodatków pojawia się także szczypior i sos BBQ.

To jeszcze nie koniec. Za creme de la creme niech posłuży Mortadel (15 złotych), czyli trzy porządnie zgrillowane i obłędnie pachnące kawały dobrej stanisławowskiej mortadeli, która z chrzanem i musztardą jest czymś na co od dawna czekałem i co w połączeniu z cebulą, piklami i sałatą jest daniem skończonym i na mój szacunek zasługującym. (foto: Adam – myfoodtruck.pl)

11023400_10205415214158460_615526609_o 11046108_10205415214198461_1172032317_o

Żorż Ponimirski: Mortadela… W Polsce w czasach komuny (i nie tylko) zastępczy produkt mięsnopodobny. Kiedy mięso było na kartki, mortadela stanowiła zamiennik kotletów. Panierowało się ją w jajku i tartej bułce i smażyło. Bardzo więc byłem ciekaw, co wydobędą z tej taniej i proletariackiej wędliny desperados z Bandy Kotleta. No bo proszę Państwa, 15 zyla za kanapkę z polskiej mortadeli?! Cóż z tego, że w grillowanej bułce znajdziemy 3 grube plastry mortadeli nabytej drogą kupna w niewielkim zakładzie rzeźniczym, sałatę, cebulę, pikle, majonez, musztardę i chrzan? To nadal tylko kanapka z MORTADELĄ. STOP! O, jakże głupie i niesprawiedliwe to myślenie! Poddaję się druzgocącej samokrytyce i obiecuję na przyszłość najpierw spróbować, a później wydawać sądy. To co dostałem przeszło bowiem moje najśmielsze oczekiwania. Nie zawaham się teraz zrobić radykalnego zwrotu i z gorliwością neofity będę śpiewał hymny ku czci jednej z najlepszych kanapek, jakie w Polsce jadłem! Kompozycja eksploduje na podniebieniu niebiańskimi smakami – to chrzan, to pikle, to musztarda, to majonez – każdy z dodatków walczy, by to właśnie on stał się najważniejszy. Chrupiąca surowa biała cebula rozpycha się łokciami, chcąc przyćmić pozostałe składniki. Nic z tego. Wszystkie dodatki są tylko dodatkami właśnie, bo gwiazda może być tylko jedna. Mortadela. Zgrilowana, soczysta, wspaniale doprawiona flirtuje w ustach z każdym składnikiem, dzięki czemu całość zasnuwa nasze oczy mgłą rozkoszy… i gryziesz i szarpiesz, połykasz, ignorując lejące się po palcach i brodzie sosy i nie chcesz… NIE MOŻESZ… przestać… I chcesz, by ta chwila trwała wiecznie. Niestety. Kiedy zjesz już ostatni okruszek, obliżesz z palców ostatnia kroplę sosu, czujesz pustkę. I wiesz, że zapełnić może ją jedynie kolejny Mortadel. I cieszysz się, że to już wkrótce. Bo ta kanapka uzależnia.

20150307_11595920150307_115954

Kaszpir: Jak widzicie w tym food trucku praktycznie nie ma dań, które powtarzałyby się gdzie indziej u mobilnej konkurencji. Są nowe, odkrywcze a z drugiej strony klasyczne i doskonale znane, ale przygotowane w przemyślany sposób. Najbliżej im do Szerdelka, ale nawet zestawiając te dwa samochody nie widziałbym między nimi konkurencji a raczej uzupełnienie różnych odmian tradycyjnej polskiej kuchni. A zatem na pytanie czy można jeszcze wejść do biznesu food truckowego i osiągać w nim sukcesy bez wahania odpowiadam – absolutnie tak. Wystarczy mieć dobry pomysł i doświadczenie – i to wcale niekoniecznie gastronomiczne.

Żorż Ponimirski: Banda Kotleta to dla mnie odkrycie na miarę maczanek z Andrusa lub kanapek od Beef Brothers w zeszłym roku. I cieszę się bardzo i życzyłbym sobie i Państwu więcej tak zaskakująco smacznych nowości w tym roku.

Banda Kotleta na Facebook: https://www.facebook.com/pages/Banda-Kotleta/503868813086388

 




There are no comments

Add yours