http://streetfoodpolska.pl/web/wp-content/uploads/2017/03/Lula-Kebabi.jpg

Tbilisuri – Gruzja na kółkach stacjonarnie.

Jakiś czas temu na krakowskim rynku jedzenia ulicznego, pojawiła się nowość – Gruzja na Kółkach. Skromna przyczepa przyczajona na ulicy Dajwór a w niej polsko-gruzińskie małżeństwo. Miejsce zyskało popularność błyskawicznie. Magię która działa się w przyczepie i grillu znajdującym się tuż obok, już kiedyś tutaj opisywałem. 

Tym razem zapraszam do przeczytania opowieści o lokalu który powstał w miejscu lubianej przeze mnie węgierskiej restauracji Delibar. Przy Meiselsa 5 na krakowskim Kazimierzu najpierw istniała przez jakiś czas wspominana wyżej restauracja oferująca specjały kuchni naszych bratanków. Później chyba zmienił się właściciel i pojawił się Budapest. Lokal mimo rebrandingu nie poradził sobie na krakowskim rynku gastronomicznym i zniknął. Miejsce po nim zajęło Tibilisuri w którym szefem kuchni został Zviad znany z Gruzji na Kółkach. Wnętrze lokalu również zostało rozjaśnione i wygląda teraz zdecydowanie lepiej.

Ponieważ Lula Kebab w wykonaniu Zviada smakował mi bardzo, nie mogłem przepuścić okazji i w dniu otwarcia nowej restauracji pojawiłem się tam w gronie znajomych. Postanowiliśmy spróbować jak najwięcej dlatego dzisiaj nie będzie tylko o kebabie. W kolejności chronologicznej, dane nam było spróbować:

Zupa Charczo – klasyk gruzińskiej kuchni – delikatnie pikantna zupa z mięsem wołowym i ryżem o intensywnej pomidorowej nucie. Powiedzieć, że była to jedna z najlepszych pomidorowych jakie jadłem w życiu to jak nic nie powiedzieć. Bardzo smakowały mi miękkie kawałki wołowiny zatopione w zupie.

Blinciki Tbilisuri – świetne zapiekane naleśniki z farszem z mielonego mięsa wołowo – wieprzowego przyprawionego kolendrą, smakowały niemal jak mini kebaby. Chrupiące naleśniki i soczyste nadzienie – doskonałe.

Później przyszedł czas na Badridżani – roladki ze smażonego bakłażana z pastą orzechową i pestkami granatu podawane z gruzińskim chlebem. To było jedno z moich większych odkryć tego dnia, idealnie miękki bakłażan, intensywnie orzechowa pasta i pestki granatu łamiące konsystencję. Absolutna rewelacja.

Po przystawkach przyszedł czas na Chinkali. Nigdy wcześniej nie miałem okazji spróbować tego przysmaku, ale mimo że nie jestem ogromnym fanem pierogów (oprócz ruskich) to już wiem, że chinkali nie będę się bał. W Tbilisuri możemy ich spróbować wybierając spośród trzech dostępnych nadzień: wołowo – wieprzowego, serowego i baraniego. Zdecydowaliśmy się na dwa ostatnie. Delikatne a zarazem sprężyste ciasto a w środku smakowa bomba. Serowe były dość słone a ser w smaku przypominał nieco naszą bryndzę. Baranie były intensywnie przyprawione kolendrą, spijanie z nich rosołu który tworzy się podczas obróbki cieplnej pieroga to niesamowita przyjemność. Obie wersje smakowały mi bardzo.

Później na stole pojawiło się Chaczapuri Imeruli, okrągły placek z serem typu imertyńskiego. Powiem szczerze, że przed spróbowaniem ser typu imertyńskiego nie mówił mi absolutnie nic, teraz wiem, że jest to słony, lekko ciągnący się ser o niesamowicie bogatym smaku. Chaczapuri nie załapało się na zdjęcia, ale wcale nie dlatego że było złe. Miękkie i sprężyste ciasto przykryte roztopionym serem to coś fantastycznego. Coś na co podobnie jak na chinkali, na pewno będę wracał.

Na koniec na stół wjechały Lula Kebabi – genialne mięso wołowo – wieprzowe przyprawione dużą ilością kolendry i zawinięte w lawasz w towarzystwie czerwonej cebuli, podawane z doskonałym sosem pomidorowo-kolendrowym. Ależ to był znakomite. Soczyste i mocno przyprawione mięso, delikatny lawasz i intensywny sos.

Kolejną potrawą było Lobio – gulasz z czerwonej fasoli z orzechami włoskimi przykryty kiszonymi ogórkami podawany w towarzystwie pieczywa. Kolejny z dowodów na to, że przy dobrym pomyśle i odpowiednim przyprawieniu rzeczy bez mięsa mogą wyrywać z butów. Cudowna tekstura i kiszonki powodowały uśmiech na twarzy.

Na sam koniec spróbowaliśmy Odżachuri, które uśmiechało się do mnie od momentu pierwszego spojrzenia w kartę. Kawałki karkówki wieprzowej smażone z ziemniakami i cebulą. To nie mogło się nie udać. Delikatne, upieczone w punkt mięso, doskonałe ziemniaki i dopełniająca smak całości cebula. Chciałoby się jeść i jeść.

Wina nie próbowałem, ale współbiesiadnicy je zachwalali. Spróbowałem za to gruzińskiego piwa Golden Eagle i muszę powiedzieć, że było całkiem niezłe, nieco bardziej gorzkie niż wciąż najpowszechniejsze u nas jasne piwa z dużych koncernów. 

Jak mogę ocenić pierwszą wizytę w Tbilisuri? Na pewno wrócę, ciągnie mnie ostatnio mocno w stronę Gruzji, to już kolejna moja przygoda z tą kuchnią ostatnio i wierzę głęboko, że nie ostatnia. Cieszy mnie bardzo, że kucharze rozpoczynający w naszym kraju przygodę od jedzenia ulicznego trafiają do tak przyjemnie urządzonych lokali i serwują tak dobre jedzenie. Trzymam kciuki za powodzenie tego projektu.

Fantastyczne zdjęcia do tej recenzji – Marcin Czornyj Kałuża.

tekst: Michał Turecki

Ceny:
Charczo – 12 zł
Blinciki Tbilisuri – 8 zł
Badridżani – 10 zł
Chinkali Serowe – 16 zł
Chinkali Baranie – 18 zł
Chaczapuri Imeruli – 20 zł
Lula Kebabi – 19 zł
Lobio – 11 zł
Odżachuri – 24 zł
Zedazeni Golden Eagle butelka 0,5l- 10 zł

Tbilisuriul. Meiselsa 5, Kraków

Strona na Facebooku gdzie znajdziecie pełne menu: https://www.facebook.com/Tbilisuri/