close
Tak wiele za tak niewiele, czyli warto koło Dworca PKP.

Tak wiele za tak niewiele, czyli warto koło Dworca PKP.

0udostępnień
11 października 20111282Przeglądy3Comments
Nie wiem, naprawdę nie wiem, jak to się stało, że w swych fastfoodowych wędrówkach nie dotarłem nigdy na dworzec PKP? A nawet nie tyle sam dworzec, co do budki mieszczącej się niepozornie między Pocztą, Galerią „Wieża Sztuki” i budynkiem Dworca PKP.  Tak się złożyło, że musiałem poczekać dwie godziny na odebranie psa od fryzjera, więc postanowiłem przetestować jakiegoś street fooda. Byłem akurat na Jagiellońskiej, ale iść na BP Wild Bean Cafe? Znowu? To wydało mi się zbyt proste. No to postanowiłem pospacerować, raz że zdrowo, dwa, że świeże powietrze zaostrza apetyt. Niespiesznie sobie flanując  dotarłem do dworca PKP. W hali dworca są dwa miejsca, gdzie można zjeść fast foody, ale mnie jakoś ciągnęło do tej budki. Przez chwilę nawet rozważałem, czy ma to związek z butami? Już wyjaśniam – 4 dni temu nabyłem nowe Martensy i jestem w trakcie układania ich na nogach. Kto przez to przeszedł, ten wie, że jest to czynność bardzo bolesna. Może więc podświadomie chciałem popełnić kulinarne samobójstwo by uwolnić się od bólu? W każdym razie zdecydowanym krokiem (no dobra, kuśtykając) dotarłem do inkryminowanej budki i wczytałem się w menu, kątem oka kontemplując dwóch osobników spożywających żeberka z bułką           i musztardą. Napisałem, że wczytałem się w menu, ale tak naprawdę chciałem zjeść hot doga. No i proszę – są! I to duże i małe, ale co najciekawsze, można wziąć z parówką (duży 6zł) lub z kiełbasą (duży 7zł). No jak tak, to tak, jak mawiał Wielki Szu. Zamówiłem dużego (nie maxi, nie mega tylko po prostu duży) z kiełbasą        i czekam. Wyobraziłem sobie bułkę z kawałkiem podlaskiej, ale… miło się rozczarowałem. Pani podając zamówionego hot doga spytała czy chcę widelec, ale podziękowałem. Ha! Trzeba było brać, powiadam Wam, przydałby się!  Po kolei: bułka. Potwór nie bułka! Mega paluch długości chyba 40 cm! Jedyna wada, że nie grillowana, lecz mikrofalówkowana. Dodatków dostałem chyba z pół kilo, w tym naprawdę dużo tej pysznej karmelizowanej cebulki. A w środku dwie długie kiełbaski, takie jak na stacjach benzynowych w tamtejszych „francuzach”. Całośc po prostu smaczna i nie do przejedzenia. Napchałem się tym, jak dużym kebabem. Jedyne, do czego mogę się doczepić, to że bułka z mikrofalówki, czyli szybko stygnąca i pod koniec gumowata. Sosy, jak to sosy w takich miejscach – kupne, ale o dziwo – dawkowane z umiarem, mile dopełniły całości i nie psuły smaku. Nie byłem w stanie tego dojeść, zostawiłem kawałek bułki, ale kiełbaski wyjadłem.  Pod koniec byłem upaćkany, jak roczne dziecko po zjedzeniu zupki i podobnie jak ono szczęśliwy. Od teraz jeśli będę chciał zjeść dużego hot doga to mam dwa miejsca: buda pod szpitalem i „Złoty Kogucik” pod dworcem, bo tak się ten przybytek nazywa. Głodnym polecam z czystym sumieniem, za 7 zł najecie się po pachy. „Złoty Kogucik” specjalizuje się, o ile zdążyłem zauważyć, w daniach z drobiu, ale ma pełną ofertę fast foodów. Zamierzam tam wrócić i spróbować hamburgerów oraz czegoś, co przeoczyłem, a zaintrygowało mnie, czyli kebab w bagietce. Naprawdę, czasami takie niewyeksponowane miejsca potrafią mile zaskoczyć!
Zgadzasz się z nami? Nie zgadzasz? Masz własną opinię? Skomentuj ten post!
Opinie wulgarne, wyglądające, jak nachalna reklama, reklamy itp. będą usuwane.

Zachciało mi się po francusku, żona się zgodziła, więc miałem dwa razy.

Osama vs Obama, czyli i tak przegrywa klient

3 komentarze

Dodaj komentarz